deathbook

DLA PATI CAŁE DEATBOOK
jest z błedami, bo jak mówiłam nie chcę wysyłąć chłamu becie, a samam niektóych albo wiekszości błedów nie widzę, także yolo
Jakstorwasz do końćą i się nie załamiesz to będzie mi bardzo miło




Oh Sehun x Kim Jongin
SEKAI: Internetfriends!AU
Odległość nie miała znaczenia. Czas nie miał znaczenia.               Tak naprawde nic nie mało znaczenia.
___________________________________________________________________
PROLOG:
    DEATHBOOK
Sehun_ah
Jestem Sehun. Koniec końców historia ta musiała ujrzeć swiatło dzienne. Kiedyś pewna osoba powiedziała mi coś w stylu: "Kiedyś dojdzie do tragedii, kiedyś stanie się rzecz najgorsza, a wtedy nikt nie będzie bez winy. Doprowadzamy siebie do takiego stanu z własnej woli, doprowadzamy innych do stanu, w jaki sie znajdują tylko dlatego, że nam się nudzi. Gdzie są konsekwencje? Myślicie, że ktokolwiek będzie myślał o tym, ile dusz ma na sumieniu, gdy kajdany będą spoczywać na ich mizernych łapach? To, co się tutaj dzieje, to, na co tak wszyscy narzekają i co tak zaciekle próbują zmienić jest tylko i wyłącznie naszą winą. Sami tworzymy miejsce, w którym jesteśmy."
Pamiętam, że wiadomość ta była tak długa, że nie chciałem jej czytać, ale została wysłana, a raczej przesłana bezpośrednio do mnie, więc chcąc nie chcąc przeczytałem ją. Nie chcę tworzyć moralnych gadek. Chcę wam opowiedzieć historię, która mogłaby się skończyć zupełnie inaczej. Chcę wam opowiedzieć historię, która pokaże, że za tą bajkową ikonką, za tymi przypadkowymi literkami, które dostajecie codziennie jest druga osoba - tak samo krucha i delikatna jak wy. Cóż. Ta wiadomość była stara, miała kila lat, jednak osoba, która ją napisała była wśród was cały ten czas i cały ten czas obserwowała.
Nie chcę prawić morałów. Chcę podzielić się tylko tym, co mnie dręczy, uważając was za kogoś, komu mogę ufać.
Uważając was za rodzinę podzielę się z wami moimi myślami, pisanymi przez śmeich i łzy, pisanymi przez noce i poranki, podczas, których nie potrafiłem zmrużyć oka.
Chcę wam przedstawić miejsce, w którym jesteście od tak dawna, które uważacie za swój azyl i które czeka na wasze potknięcie.
Bo to miejsce nie jest bezpieczne, ale wy doskonale o tym wiecie."
data przesłania: 19042015 godzina: 22:34
 ___________________________________________________________________________

ROZDZIAŁ PIERWSZY:
    DZIEŃ OSIEMDZIESIĄTY TRZECI

    Spojrzał w lustro i wzdrygnął się, łapiąc spojrzenie wychudzonego blondyna po drugiej stronie tafli. Jego usta drgnęły w pogardliwym uśmiechu, a oczy uparcie nie chciały odwrócić wzroku, mierząc go uwaznie, oceniająco. Przerażająco. Przez chwilęwydawało mu się, że jego odbicie drga i mruga w zupełnie inny sposób niż on sam i tylko chwila dzieli go od zobaczenia jak ten odchodzi w inną stronę, pozostawiając go przed ciemną czluścią i zarysach kafelek a ścianie. Zupełnie jakby go nie było. Jakby zniknął.
Nic jednak takiego się nie stało. Sehun stał po drugiej stronie i ani myślał odchodzić ani nawet poruszać dłonią w inny sposób niż robił to stojący przed lustrem chłopak. Cierpliwie znosił jego spojrzenie, nawet jeśli wędrowało na miejsca posiniaczone i podrapane, nawet jeśli liczyło żebra i kolejne widoczne kości.
Przerażający.
Sehun, a raczej postać, którą przedstawiał, była przerażająca. Począwszy od farbowanych włosów, przez spierzchniete usta i powoli zapadające się policzki, przez chude ciało aż do szerokiej bluzy, którą zarzucał niczym kurtynę na to, czym był. Tylko oczy były w porządku, jeśli nie patrzyły na niego  z pogardą ukrytą gdzieś pomiędzy ciemnymi tęczówkami a uczuciem zepsucia.
Wziął wdech i pozwolił, by dresowe spodnie opadły na ziemię. Wciągnął ciemne jeansy na nogi i zarzucił na gołe ciało zwykłą czarną bluzę, w której czuł się najwygodniej, potem założył kaptur na głowę i ubrał maseczkę.
Spojrzał ostatni raz w lustro i posłał sobie niewidoczny uśmiech. Wyglądał znośnie.

    - Wychodzę! - krzyknął, będąc w korytarzu.
Słońce wpadało do pomieszczenia, malując złote prostokąty na drewnianej podłodze i kwiecistej tapecie. Ogrzewało zeschnięte kwiaty wiszące na ścianach i słomiane ozdoby - pamiątki z rodzinnnych stron jego mamy. Z kuchni, będącą łącznikiem z niewielkim salonem dochodziły pieszczotliwe słówka wymieniane miedzy parą dorosłych ludzi, a brzmiących na conajmniej lat szesnaście. Nie czekając na odpowiedź, ruszył przez korytarz do drzwi i wyszedł na zewnątrz.
Powietrze było ciepłe i naelektryzowane, zupełnie jak po przejściu gwałtownej burzy, jednak ziemia, trawniki i krzewy wydawały się błagać o choć krztynę deszczu. Możliwe, że będzie gorąco, jednak nie dbał póki co o to.
Ruszył przed siebie, blokowiskiem w stronę głównej ulicy, potem wzdłuż niej aż do metalowego przystanku, który ominął, decydując się na spacer. O tej porze roku zbyt dużo ludzi stawało się zbyt leniwym na spacery, przez co autobusy były wypchane po brzegi, a parki i chodniki świeciły pustkami.
Naciągnął rękawy na dłonie i spojrzał w niebo. Ani jedna chmurka nie burzyła błękitu firnamentu. Gdzieniegdzie jakiś samotny samolot pozostawiał po sobie dwa ślady, które z czasem rozmywały się w dwie białoszare dróżki. Poza tym nic.
Przerażająco.
Rozejrzał się. Na ulicy nie było nikogo, nie licząc samotnego psa, który zaciekle próbował dorwać wiewiórkę chowajacą się  gałęziach przydrożnego drzewa.. Przyspieszył kroku i wyjrzał zza zakrętu. Park, a w nim jego przyjaciel, znajdował się dwa przejścia przez ulicę dalej. To nie było całkiem dużo jak dla ciała, które ogarniało niewyobrażalne przerażenie, pochodzące znikąd.
Pies przestał szczekać, a włosy na skórze Sehuna stanęły dęba. Wokół cisza zalała świat i nawet wiar nie skusił się na przepłoszenie jej, szelestem liści czy przewróceniem puszki stojacej obok śmietnika.
    Wtem
Sehun rzucił się do biegu. Stawiał kroki szybko i twardo, a podeszwy trampek uderzały o betownową nawierzchnię, wydajac jedyny dźwięk we wszechświecie. Kątem oka ujrzał psa, tego samego, który jeszcze chwilę temu polował na wiewiórkę, patrzącego na niego złowrogo. Warczenie rozległo się gdzies niedaleko, zaraz zamieniające się płynnie we wściekłe ujadanie.
Metalowe bramy parku, zakończone szpiczastym zwieńczeniem błyskały w słońcu niecałe piętnaście metrów od niego. Pokonał tę odległość sprintem, zahaczjąc  o wystajacy pręt, który rozerwał materiał na trzech czwartych rękawa. Zatrymał się dopiero na rozdrożu alejek i wsparł dłonie o kolana.
Ciemność.
Przed oczami miał gwiazdki i białe plamki zmieniajace swoja wielkość, ostrość i natężenie. Oddech ugrzązł gdzieś w piersi, choć Sehun miał dobrą kondycję. Jego ciało nie potrafiło przyjąć takiego nagłego wysiłku w normalny sposób. 
- Hej, hej, co jest? - znajomy głos Jongdae dobiegł do jego uszu gdzieś z góry. Sehun zmusił sie, by przegonić ciemność i wrócić do świata jasnego dnia. Wział głeboki wdech i wyprostował sie, a strzępki materiału zsunęły się z jego dłoni, imitując nieprecyzyjnie wykonane frędzle.
- Wszystko okej, miałem małe spotkanie z jakimś bezdomnym kundlem - wzruszył ramionami, próbując związać dwa pozostałe skrawki materiału, by choć w jednym procencie przypominały zniszczony rękaw.
- Tym, który koczuje od trzech dni pod waszym domem? - Jongdae uniósł brwi, posyłając chłopakowi wymowne spojrzenie.
- Ta, możliwe, że to ten sam, nie znam się z okolicznymi psami. Nie moje towarzystwo - wywrócił oczami i rozejrzał się po parku.
Powietrze w tym miejscu było inne, bardziej świeże, pozbawione charakterystycznego swądu spalin i zapachu przegnitych śmieci, które co jakiś czas można było spotkać na ulicach miasta. Wokół zieleń łaczyła się ze złotymi promieniami słońca tworząc kolorową mieszankę, na której widok, do głowy zlatywały się wspomnienia wakacji.
Jongdae zaś, w przeciwieństwie do Sehuna wzrok utkwiony miał w jendym punkcie tuż przed nimi, gdy idąc przez kamienistą alejkę parku trzymał swoją deskorolkę w dłoni. Jego pas przepasały rękawy bluzy, związanej na przodzie, a na głowie spoczywała czapka z daszkiem.
- Yixing już czeka, wysłał mnie, żebym cię przyprowadził - zagadnął po chwili,  zwracając na siebie całą uwagę Sehuna - Widzisz jak się o ciebie martwi?
Sehun prychnął.
- Potrzebuje klienta, a nie martwi - zaśmiał się gorzko, w oddali widząc majaczącą postać niewysokiego czarnowłosego chłopaka, na kórego ciele spoczywała koszulka żywcem wyjęta z jednego z meczy koszykówki. Siedział na jednej z ramp, przeglądając coś w telefonie i machał nogami, sprawiajac wrażenie wyrośniętego dziecka.
- Chcemy cię uspołecznić, doceń to
- Doceniam - odpowiedział sucho, mając w głowie myśli o swoim pokoju, bezpiecznym pomieszczeniu z jednym oknem, wychodzącym na boisko do koszykówki, z jednym łóżkiem ze skrzypiącym materacem i parą słodzących sobie ludzi za ścianą. Nagle pomysł pobytu w domu uciekł od niego niczym on sam chwilę temu uciekał przed wściekłym psem.
- Sehun, Dae! - Yixing pomachał w ich stronę z szerokim uśmiechem na twarzy. Jongdae uniósł dłoń w geście powitania, choć nadal byli daleko od niego.
- Yixing przyprowadził kolegów - zaczął niepewnie, opuszczając dłoń, a jego oczy nagle stały się błyszczącymi czarnymi kuleczkami, posiadającymi w sobie cały urok świata.
Sehun skinął głową, zaciskając palce na brzegach rekawów. Poprawił kaptur na włosach i przyspieszył.
Spotykanie nowych ludzi nigdy nie należało do prostych i przyjemnych rzeczy. Rozmowa twarzą w twarz z obcą osobą zwiastowała falę stresu zjadającą całe ciało od środka i Jongdae doskonale o tym wiedział. Najprawdopodobniej właśnie dlatego Jongdae nie wspomniał ani słowa godzine wcześniej, gdy rozmawiał z nim przez telefon.
- Pewnie koledzy z branży- dodał po chwili, gdy razem przeszli przez  furtkę ogrodzenia okalającego mini skare park. Sehun zatrzymał się, by zaciągnąć za nimi zasuwkę.
- Aż tak dobrze ich znasz?
- Kiedyś się przyjaźniłem z Yixingiem, nie pamietasz?
- Chłopcy! - Yinxing podbiegł do nich, a na jego ustach malował się niczym przyklejony szeroki uśmiech, ukazujący dołeczki w policzkach. Jego oczy błyszczały ognikami wesołości. Sehun czasami zazdrościł mu podejscia do świata, ale wraz za tą myślą przychodził fakt, że Yinxing jest tak weosły, dlatego że owego świata nie zna. Nie wie co go czeka i jak wiele można przejść. Co prawda Sehun również nie wiedział, przynajmniej nie do końca, ale zdecydowanie więcej niż on - Chodźcie, zająłem rampę - wskazał kciukiem za siebie.
    Dwie godziny i pietnaście minut później Sehun wpatrywał się w Jongdae, wykonującego triki na deskorolce wraz z dobrze zbudowanym wysokim chłopakiem o siwych włosach - jedym ze znajomych Yixinga. Drugi z nich - czerwonowłosy mulat wylegiwał się na ławce twarzą w stronę słońca niczym rasowy kot, w czasie, gdy kolejny z nich zajmował go swoją opowieścią o...właściwie Sehun nie słuchał, zbyt zajęty budowaniem wokół siebie muru z pasującego do otoczenia ostrokrzewu i kolczastych drutów.
- Sehun mówię do ciebie - głos Yixinga przywrócił go do rzeczywistości. Poprawił kaptur na głowie i spojrzał na chłopaka pytająco - Pytałem czy nie jest ci gorąco w tej bluzie. Czemu jej nie zdejmiesz? Ledwo skończyły się wakacje, ludzie przywykli do chłopców świecących gołą klatą
- Nie chcę - wyjął z kieszeni bluzy komórkęi począł przewracać ją pomiędzy palcami.
- Trudno się z tobą dzisiaj rozmawia, wiesz?
Wzruszył ramionami.
- Jak zawsze - odpowiedział, a przed oczami nagle pojawił się obraz jego własnego odbicia w lustrze. Wychudzone ramiona, sięgające ku niemu, szaleńczy błysk w oku, który przcież nie miał miejsca bytu, ale w wyobrażeniu wydawał sie tak realny, najrealniejszy z całego zdarzenia, choć rutynowo powtarzał go co kilka dni.
Potrząsnął głową i spojrzał na Yixinga, jednak ten już nie zwracał na niego uwagi. Klkał cos w telefonie, z którego nagle poczęły wydawać się przeróżne dźwięki powiadomień.
- Z kim tak piszesz? - zagadał
Yixing miał rację, tego dnia Sehun czuł się nieswojo i obco, bardzo obco. Zignorował jednak ten fakt i porzucając bycie nudnym, trudnym Sehunem stał się na nowo "sobą".
- Koledzy - mruknął chłopak, a jego palce wystukały szybko odpowiedź na jakieś pytanie pojawiające się na ekranie - Tylko nie mów Jongdae, będzie zazdrosny
- Zazdrosny? - Sehun zmarszczył brwi, posyłając zaskoczone spojrzenie w stronę Jongdae, który w tym momencie podnosił się z ziemi za  sprawdą upadku z deskorolki.
- Nie zazdrosny. Żartowałem - chłopak wywrócił oczami, kierując spojrzenie w tym samym kierunku, a na jego twarzy mignął cień nieookreślonego uczucia. Zagryzł wargę i wrócił do stukania w ekran komorki - Po prostu nie pochwala faktu, że mam konto na tym portalu - dodał po kolejnych trzech wiadomościach, które wymienił z znieznajomym. Chcesz? - spytał, podsuwając komórkę pod nos chłopaka.
- Co to właściwie jest?
- Miejsce, w którym poznajesz bratnie dusze - chłopak zaśmiał się, gdy Sehun odebrał od neigo przedmiot, a potem wyłożył położył się na nagrzanym, z pewnością niewygodnym betonie - Coś jak... portale randkowe, ale nikt nie chce w pierwszych wiadomościach umawiać się na noc. Nikt również nie szuka tam na siłę miłości
- Kontynuuj - Sehun wykonał nieokreślony gest dłonią, zachęcający chłopada do dalszego mówienia, czego Yixingowe oczy, zasłonięte dłonią nie widziały
- Logujesz się, wypełniasz ankietę, a automat przekirowuje cię do odpowiedniej wersji stronki, potem dodaje cię do grupy i wysyła link do aplikacji - mówił dalej, głosem znudzonym i niezaintereoswanym, choć Seehun wyczuwał dostrzegalne załamania w wypowiadaniu przez chłopaka niektórych sylab, które jednocześnie zdradzały jego fascynację opowieścią o wspomnianej stronie - Wcześniej jednak musisz pobrać i zainstalować w laptopie bądź telefonie odpowiednie sterowniki, które pozwolą na zablokowanie twojego IP.
- Blokowanie IP? Dark net?
- Tak. Ale zainstalowanie TOR-a to tylko kilka chwil... lub godzin, nie wiem jak twoje urządzenia znoszą nowe programy. - wzruszył ramionami, odsłaniając jedno oko, by spojrzeć na chłopaka. Sehun zmarszczył brwi, wpatrując się w chińskie znaczki pojawiające się wszędzie. Wszędzie. - Jednakże to całkiem fajna zabawa i nie tak niebezpieczna jak myślisz
- Więc po co strona jest w tej części internetu?
- Cóż.. - podniósł się, a jego dłonie, splecione ze sobą wylądowały na kolanach - Powiedzmy, że użykownicy cenią sobie anonimowość. Chciałbyś spróbować założyć tam konto? Możne znajdziesz kogoś ciekawszego niż ten tutaj - mówiac to wskazał ruchem głowy Jongdae, teraz próbującego wykonać kolejny trik, który skończył się fiaskiem i niezadowoloną miną na zgrzanej twarzy. Jongade nie był zły, nigdy nie był osobą, która zasługiwałaby na miano złego przyjaciela czy chociażby złego znajomego. Jongdae był jednak specyficzną osobą, do której charakteru trzebabyło sie przyzwyczaić. Jednakże był również osobą, któej Sehun nie potrafił powiedziec wszystkiego. Nikt nie był osobą, której Sehun potrafił powiedzieć wszystko.
- Przyjdź jutro rano, pomożesz mi - poinformował go, oddając własność w dłonie Yixinga. Wsparł się na rękach i zeskoczył z murku, po chwili kierując się w stronę Jongdae i jednego ze znajomych Yixinga.



<<>>

    Usiadł przy stole, wsparty towarzystwem jednookiego rudego kota i spojrzał na leżący przed nim talerz. Uważnie zbadał jego ształt, kolor, przyjrzał się białym kropkom na zielonej ceramicznej powierzchni. Potem jego wzrok powędrował na skromną kanapkę, a żołądek wydawałoby się  - skurczył się o połowę.
Złapał się za brzuch i westchnął.
- Nie patrz tak na mnie. Wiem, że muszę to zjeść - wymamrotał ze ścisniętym gardłem, zerkając ukradkiem na kota.
Nazywał się Church. Winston Churchil - tak brzmiało jego pełne imię, miał osiem lat, naderwane ucho, puchatą rudą sierść, a jego lewe oko było niemal całkowicie niesprawdne. Jednak dobrze polował na myszy, a ich było od groma w klatce starego bloku, w którym mieszkali  wraz z ojcem chłopaka.
Imię zaś nadała mu mama Sehuna, gdy ten był jeszcze mały i przyprowadził małą rudą kulkę, chowającą się w jego jeszcze mniejszych rączkach przed światem. Dwanaście lat temu był mały i uroczy, jednak biła od niego wyższość, mająca swoje źródło ze spojrzenia. Dokładnie to samo spojrzenie zadecydowało, że został ochrzczony imieniem jednego z Amerykańskich prezydentów.
Teraz, dwanaście lat później, patrzył na Sehuna z wyższością, oblizując się i machając puchatym ogonem.
- Powiedziałem nie patrz tak na mnie, staruchu - Sehun zmrużył oczy i pstryknął kota w zdrowe ucho. Musnął ledwo jego płatek, a kot pacnął jego wyciągniętą dłoń swoją łapą, nie pozostawiając żadnych śladów na bladej skórze chłopaka - Chcesz troszkę? - chłopak cofnął się i oderwał niewielki kawałek chleba, który po chwili znalzał się przy łapkach kota - No dalej, wiem, że chcesz. Jedz szybko, bo przyjdzie Yixing i ci - przerwał, słysząc pukanie do drzwi.
Z radością i jakimś rodzajem ulgi wstał z krzesła i ruszył do drzwi, po drodze wykonując gest "obserwuje cię" w stronę jedzącego zwierzaka.
Spojrzał przez wizjer i uniósł kąciki ust, widząc wyszczerzoną twarz Yixinga.
Szczęk zamka odbił się od ścian klatki schodowej i rozszedł na dwie strony dziwnym ehcem.
- Sehuna-ah - Yixing przeciągnął drugą część imienia i wszedł do mieszkania - Przyszedłem. Wszyscy w domu?
- Jeśli masz na myśli mnie i kota to tak, wszyscy obecni - Sehun odnalazł w umyśle swój najbardziej realistyczny uśmiech i użył go, ubierając na usta - W kuchni mam colę, przejdę się po nią, a ty idź do mnie. Drugie drzwi na prawo.
Chłopak sniknął głową, a Sehun ruszył do kuchni. Wyjął butelkę napoju z lodówki i spjrzał a kota, który teraz wylegiwał się w słońcu padającym na parapet i mielącego ostatnie kawałki  Sehunowej kanapki.
- Dobry kotek - parsknął pod nosem i przy okazji odłożył taerzyk do zlewu.

<<>>


    - Okej, gotowe - Yixing przeciągnął się w obrotowym fotelu, a jego kości palców strzyknęły niezdrowo, gdy wygiął je w stronę zewnętrzej części dłoni. Sehun skrzywił się na ten widok i przysunął bliżej biurka, gdy na ekranie stojącego nań laptopa pojawiła się strona główna przeglądarki.
- Co teraz? - uniósł brew, odruchowo naciągając rękawy na dłonie.
Yixing  opuścił dłonie i ułożył palce na klawiaturze. Kilkoma szybkimi ruszami wystukał "Deathbook" z odpowiednią domeną i wcisnął enter.
- Deathbook?
- Tak, wiem jak to brzmi - chłopak wywrócił oczami - Jednak pomyśl, czy ktoś zainteresowałby sie tym, gdyby nazwa brzmiała ponyland? Lub tweetbook?
- Pewnie nie - odparł niepewnie, skubiąc palcami brzeg rękawów. Poruszył się, gdy ekran zabarwił się na czerwony kolor, przechodzący leniwie w czarny, a ułamek sekundy później na środku pojawił się napis "Deathbook" - "Witamy w Deathbook, stonie, łączące bratnie dusze! Od dziś będziesz miał szansę porozmawiać z nastolatkami z twojego kraju zypełnie takimi jak ty! Pamiętaj, by szczerze wypełnić ankietę! Pamiętaj, że pogwałcenie regulaminu grozi poważnymi problem-" Hej, czytałem to! - podniósł głos, gdy ekran ponownie zabarwił sie na czerwono, a predtem kwadrat, teraz stał sięduzym prostokąem z wieloma pustymi polami.
Yixing posłał mu anielski uśmiech i ruchem głowy wskazał na ekran.
Login.
- Weź coś ciekawego, co zapamiętasz, a czego nie ma milion innych użytkowników - popowiedział mu głos siedzącego obok chłopaka
- Milion?
- Dobrze, przesadzaiłem. Pięćdziesiac innych użytkowników - poprawił się, wywracając oczami i sięgnął po butelkę coli,z której pociagnął dużego łyka. Sehun w tym czasie wziął klawiaturę odłaczoną do laptopa na kolana i zagryzł wargę, wstukując prowizoryczny pomysł na login, który ku jego zdziwieniu od razu okazał się być dostępnym.
- Sehunah? - Yixing uniósł brew i parsknął pod nosem
- Przynajmniej nie jest zajęty.
- To dlatego, że każdy Sehun jest kreatywniejszy od ciebie
Wzruszył ramionami, w głebi czując, że coś z jego słów może być prawdą, ale nie przejmował się tym. Przeszedł do kolejnego pola.
- Dlaczego chcą znać moją datę urodzenia? - pytając, spojrzał na siedzącego obok niego chłopaka, który wzruszym ramionami w odpowiedzi
- Pewnie dlatego, by wysłać ci życzenia na urodziny. Po prostu wypełnij wszystko jak leci - wykonał nieokreślony gest dłonią tuz przed ekranem starego, charczącego z przeciążenia laptopa, który niemal prosił o chwilę spokoju po nagłym zapchaniu pamięci - Jesteś tutaj anonimowy, więc co ci szkodzi? Poza tym, jeśli coś by się działo to wiedz, że jesteśmy w tym razem - zaśmiał się, a jego dłoń wylądowała na ramieniu Sehuna, po czym odłączyła przewód przenosnej klawiatury, a jego palce zawosły nad przyciskami - Oczywiście anonimowy dla użytkowników. Admini to inna kwesrtia, ale nimi się nie przejmuj, mają taki natłok danych, że zginiesz w tłumie po trzydziestu minutach. Dalej! Zainteresowania?
Sehun przyaknał na jego słowa, decydując się nie przejmować jakimikolwiek konsekwencjami i niedociągnięciami w informacjach, jakie przedstawiał mu jego dobry znajomy i skupił sie na pytaniu. Sehun nigdy nie miał konkretnych zainteresowań, choć w jego życiu przewinęło się wiele punktów, w które mógł się zagłebić, a swoje umiejętności pielęgnować, nie zrobił tego -u swojej uldze. Został osobą, która spędza czas na oglądaniu chmur i wdychaniu zpachu deszczu, bo tylko wted powietrze czuć w najlepszy sposób.
- Wpisz muzykę - kiedyś Sehun tańczył. Mając osiem lat został zapisany przez ojca na lekcje baletu i dancehallu, gdzie miał rozwijać swoje umiejętności do szesnastego roku życia, by wtedy móc wziąć udział w castingach do grup tanecznych. Nic z tego jednak nie wyszło przez sytuacje rodzinną - Taniec, myśle, że też będzie okej - zagryzł wargę
- Nie będzie okej. Musisz dodać jeszcze jedno, by rubryka została zaakceptowana - odpowiedział mu Yixing, wystukując kolejne wyrazy z charakterystycznym dźwiękiem.
- Więc wpisz pogodę - chłopak machnął ręką obojetnie i spojrzał na ekran - W rubryce lęki wpisz "Duże psy", a w kolejnej "bi"
- Jesteś bi? - czarnowłosy chłopak uniósł zdziwiony brwi, lokując swoje spojrzenie i Sehunie, który nagle stał się cichszy, a jego plecy bardziej przygarbione niż zwykle - Nie oceniam stary...
- Nie jestem. Po prostu nie ograniczam sie do rozmów z ludźmi hetero. Skończmy ten temat - warknął pod nosem i spojrzał na ekran - Ulubiona piosenka to The Kill, Trirdy Second To Mars. To wszystko?
- Tak, tak, teraz wklep tutaj swój numer i pobierz aplikacje przez link, który ci wyślą - Yixing przytaknął, odsuwając się od biurka. Przeciągnał sie ponownie, gdy Sehun wstukał swoj numer teleofonu w odpowiednią rubrykę i zatwierdził enterem cały formularz.
Prze moment nie działo się nic, zdawałoby się, że strona uległa zawieszeniu, jednak, gdy Sehun już zamierzał się do doświeżenia jej, coś się zmieniło. Prostokąty poczęły sie rozlewać, towrząc czarne tło, na której pojawiła się złoto brązowa książka, oprawiona w skóre z łacińskimi napisami wybitymi w grzbiecie. Nie ujrzał dokładnie co było tam napisane, bo książka otworzyła się na pustej stronie.
- O co chodzi? - Sehun spojrzał na Yixinga, który wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od ekranu, na którym znów zaczeło sie cos dziać.
Na górnejczęści, tuż przy postrzępionym brzegu starej graficznej kartki pojawiła się nazwa użytkownika, po czym zaraz pod nią informacje w formie zwykłych odpowiedzi na pytania sklejonych w całość. Poza tym na stonie pojawiły się dwie kolumny. Jedna, po prawej stronie książki wypełniona była nazwami chatów. Druga zaś, znajdująca sie po lewej stronie - nazwami użytkowników. Ponad książką mienił się napis "Deathbook"  a całość utrzymana została w czerwono-złoto-czarnej gamie kolorów.
- Później będziesz mógł ustawić swój avatar, ikonkę, jakkolwiek to nazwiesz - dodał po chwili, gdy komórka Sehuna, leżąca na łóżku zawibrowała - Aplikacje pobierzesz potem. Ja nie będę ci już potrzebny - powiedziawszy to, wstał i poprawił szorty - Jakbyś miał jakies problemy dzwoń lub pisz - uśmiechnął się szerokow stronę chłopaka i zarzucił na ramiona bluzę, jednocześnie kierując się w stronę drzwi - Ach i jeszcze... Nie mów Jongdae.
Sehun przytaknął, wstając.
- Jasne, bo zabije nas obojga - zaśmiał się, kręcąc głową.
-  Nie śmiej się, nigdy nie widziałem go tak poważnego, jeśli chodzi o tę stronkę - powiedział, unosząc brwi i westchnął głeboko. W głebi jednak Sehun czuł, że Yixinga bawi wizja poważnego Jongdae, ponieważ chłopak ten nigdy nie ściągał uśmichu z ust,  nie ważne jak bardzo sytuacja tego wymagała, on po prostu nie potrafił.
Sehun został sam, nie licząc Churcha, leniwie spacerującego przez korytarz.

_________________________________________________________________________
ROZDZIAŁ DRUGI: (3,817k)
DZIEŃ OSIEMDZIESIĄTY TRZECI

Słoneczne promienie przebijały ciężkie deszczowe chmury, ciążące nad miasteczkiem, malując jeżdżace samochody i nieustraszonych ludzi przechadzajacych się chodnikami złotym blaskiem. Sehun obserwował to zjawisko z zainsteresowaniem, którego brak było przeciętnej osobie, rozmawiającej na temat pogody, a prawdą było, że Sehun naprawdę lubił oglądać tak odprężające umysł zjawiska jak pojawiające się i znikające promienie słońca, które ginęły gdzieś za chmurami, a wraz z nimi kąpały świat w szarawej barwie, przeplatanej jasnymi liniami.
Church zaś był odwrotnoscią jego samego - z zapałem czyscił swój ogon, siedząc po drugiej stronie parapetu, nie racząc chociażby krótkim spojrzeniem zmieniajacej się pogody. Choć towarzysz był z niego naprawdę dobry, Sehun czasem potrzebował zająć się czymś innym niż monologami prowadzonymi w stronę swojego zwierzaka. Na przykład nocą, by przerwć jednostronną rozmowę o minionym dniu, w którym wcale nie było nic ciekawego i by nie wpatrywać się w niebo zbyt długo Sehun wziął do ręki komórkę.
Nie mógł spać, a niebo tej nocy było zbyt ciemne, mało gwieździste i nieciekawe - przynajmniej tak sobie tłumaczył, gdy jego palce klikały w linki odprowadzające dokolejnych stron.
Powoli zaczynał rozumieć sposób działania strony. Odnajdywał miejsca, o których wcześniej nie wiedział jak zakładkę pozwalającą na ułożenie playlisty z ulubioną muzyką, ustawienia, które były równie ciekawe co to niebo, które unosiło się nad blokiem i skarbnice zdjęć. Listy użytkowników i listy chatów nadal były dla niego owiane tajemniczością i sprawiające pewnego rodzaju drygnięcie i myśl z tyłu głowy brzmiącą: "Może jednak zostanę jednym z nich? Przypomnę sobie wtedy ten dzień i zaśmieje się z tego jak bardzo byłem zaciekawiony działaniem niektórych rzeczy"
Tak myślał.
Tak myślał również wtedy, gdy odnalazł miejsce oznaczone dużymi czerwonymi literami głoszące "Transmisje" i przeróżnymi kwadracikami ukazującymi przeróżne momenty z przebiegu nadawania. Większość nie miała nawet siedmiu minut, tylko niektóre, jak ta, oznaczona złotym iksem, ponad dwanaście. Pod nimi znajdowały się nazwy użytkowników, którzy prowadzili live, każdy z nich napisany kolorem szarym, niemal białym, a tuz przy nich znajdował się krzyżyk.
- Pewnie jakaś ranga - mruknął wtedy do Churcha, który leżąc w nogach łóżka chrapał w najlepsze.
Niektóre zakładki, w które klikał okazywały się być "Zablokowanymi dla nowych użytkowikow" Taką rzeczą był "Pokój spokojnego snu", który po otwarciu ukazał jedynie krótkie powiadomienie o terminie, w którym zosanie udostępniony dla użytkowników, którzy przejdą weryfikację oraz wspomnienie o konieczności wejścia na stronę przez wyszukiwarkę deep webu.
Opuścił to miejsce, zmartwienia i pytania układając w równy stosik gdzieś z tyłu umysłu, który był o tej godzinie zbyt zmęczony, by przejmować się takimi błahostkami jak konieczność bycia anonimowym czy czarne krzyżyki przy loginach użytkowników.
Sehun był zmęczony i głodny, ale to nie równało się z faktem pójścia po jedzenie czy pójścia spać. Wręcz przeciwnie - Sehun zasnął nad ranem, gdy niebo przybierało kolor jasnego różu, a ptaki rozpoczynały swój koncert.
Brutalnie przerywając jego rozmyślania, telefon zawibrował mu w dłoni, a na pasku powiadomień zawidniała ikonka nowej aplikacji, która wcześniej będąc białym kwadratem teraz zmieniła się w złotego iksa na środku czerwonego kwadratu.
Sehun potrząsnął głową, uświadamiając sobie, że przez nieokreślony, ale z pewnością długi czas wpatrywał się w antenę, stojącą na dachu budynku po drugiej stronie ulicy, gdy jego umysł coraz bardziej pracował nad rozszyfrowaniem znaczenia "pokoju spokojnego snu"
Teraz jednak porzucił swoje rozmyślania, klikając w zaproszenie do odwiedzenia strony.
    Strona główna była pusta, nie licząc pojedynczego zdjęcia, wrzuconego przez admina kilka minut wcześniej. Przedstawiało dziewczynę z naciągniętym kapturem na głowę, pod którą skrywała twarz oraz długie blond włosy. Stała na dachu starego, często widzianego w amerykańskich filmach, autobusu szkolnego na środku łąki. Poza tym zupełnie nic.
Wtedy ikonka koperty ugościła przy swym boku kółeczko z cyfrą dwa.
- O, coś się dzieje - powiedział, a na jego ustach zagościł mały uśmiech, jednak sytarczający, by zdradzić podekscytowanie na wiadomość od - "Pamiętaj, by odwiedzać nas codziennie! Nie pozwól, by twoi przyjaciele czekali na wiadomość od ciebie!" To zwykła reklama.. czy coś w tym stylu - westchnął i zerknął na kota. Church siedział wpatrzony w odległy punkt za okem, co jakiś czas śledząć loty kruków, które obsiadały dachy bloków i linie wysokiego napięcia - Church, staruchu, mówię do ciebie
Wtedy kot spojrzał na chłopaka i zamrugał niewinnie.
- Jesteś dla mnie okropny - powiedział mu z urazą w głosie, któa była udawana tylko w połowie. Bowiem Church był jedynym stworzeniem, z którym Sehun rozmawiał szczerze i mimo tego, że miał całe siedemnaście lat, potrzebował uwagi swojego zwierzaka niczym małe dziecko, zafascynowane zabawą z nimi.
Kot zaś nachnął ogonem i położył się na parapecie, zainteresowany krukiem, który przycupnął po drugiej stronie okna i wpatrywał się w nich siedzących, przekrzywiajac ciekawsko główkę.
Telefon dał o sobie znać ponownie, a na kopercie pojawiła się kolejna cyferka.
Sehun szybko stracił wątek podjety chwilę wcześniej i zajął się przeglądaniem wiadomości.
"Twoja weryfikacja przebiegła pomyślnie, już dziś zostaniesz przydzielony do odpowiedniego czatu, w którym poznasz osoby takie jak ty! Pamiętaj, by przestrzegać zasad REGULAMINU. Złamanie ich może grozić poważnymi problemami z prawem oraz...innymi siłami zła, będącym na tym świecie! Miłego dnia! ps. limit zmian czatów to dwa na miesiąc. "
Wywrócił oczami, choć w głębi duszy niemal dał się nabrać na tej chwyt, który z pewnością miał być dowodem na to, że strona ta jest przyjazna, a atmosfera niesamowita.
- Zobacz jak pragną mnie poznać - podjął kolejną próbę zagadania do zwojego kota i zwrócenie na siebie jego uwagi, zwracając ekran komórki w jego stronę. Church spojrzał na niego i miauknął, następnie zeskoczył z parapetu i machając leniwie ogonem ruszył w stronę drzwi - Jesteś dla mnie ostatnio naprawdę wredny - Skwitował, aglądając w ekra telefonu.
Kliknął w kolejną wiadomość, która okazała się grupowym czatem, do którego został przydzielony, a którego nazwy nie potrafił zrozumieć.

Hiraeth:
Dodano użytkownika Sehun_ah.
CreepySaladPCY: Czy ktoś ma link do filmiku, w którym ten typek robi tę fajną rzecz z bańkami i dymem?
KimKai: Oho, mamy nowego!
CreepySaladPCY: NOWY, W KOŃCU
Vivi_09 repy to message CreepySaladPCY: https:youtube.com/8765snzkci08...
CreepySaladPCY: Dziękuję!
Vivi_09: Heloł, kim jesteś?
Sehun_ah: Cześć. Jestem Sehun. Miło mi was poznać
Vivi_09; Jesteś nowy?
KimKai: Dziwne by było, gdyby nie był nowy
Vivi_09: Mógł odejść z jakiegoś innego czatu. Chcę się tylko dowiedzieć
Sehun_ah: To mój pierwszy czat
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Naprawdę dobrze trafiłeś
CreepySaladPCY: Zaopiekujemy się tobą :>
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Pycy, idź robić fajne rzeczy z bańkami i dymem. Twoje rzucanie podtekstami nie jest nam potrzebne
CreepySaladPCY: Zobacz, tylko ty ten podtekst zobaczyłaś :>
KimKai: Ja też
Vivi_09: I ja...
CreepSaladPCY: Ale tam nie ma podtekstu. Czepiacie się i macie shizy, tyle wam powiem :<
CreepySaladPCY: Idę robić fajne rzeczy z bańkami i dymem, papa
Vivi_09: Wracając... Kto ci o nas powiedział, Sehun?
Sehun_ah: Kolega. Jest na chińskiej wersji
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Ah, chińska wersja, tęsknie za tym brakiem patologii
KimKai: Pewnie czujesz się teraz jak ten dzieciak, któy przyszedł pierwszego dnia do szkoły
Sehun_ah: Coś w tym stylu
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Zaklimatyzujesz się
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Jednakże!! Musisz uważać na nietkóre osoby
KimKai: Krisa
Sehun_ah:Dlaczego?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Czasami czują się tutaj zbyt dobrze
KimKai: Kris
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Mają własne przekonania, a jeśli się pod nie nie dostosujesz będą wielce oburzeni
KimKai: Kris
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Jeszcze inni są po prostu... jakby to ująć tak, by ich nie urazić... Oni są troszeczkę zagubieni we własnej osobowości, przez co mogą pisać bardzo dziwne rzeczy
KimKai: Są po prostu pierdolnięci
KimKai: Czyli zdecydowanie Kris
Vivi_09: Tak wiemy że- ach, nie ważne. Lama cie tylko straszy
Sehun_ah: Chyba nie będzie takiej potrzeby. Jeśli nie będę miał co tutaj robić to usunę konto
KimKai: Chciałbym, żeby to tak działało
Vivi_09: Ale nie działa, nie ma się co nad tym rozwodzić
Sehun_ah: Co macie na myśli?
KimKai: To trudne do wyjaśnienia dla kogoś, kto jest tutaj pierwszy raz
KimKai: Ale jeśli już zrobiłeś tu konto to możesz uznać to miejsce za swój drugi dom
Sehun_ah: dobrze...
KimKai: Więc jeśli ta wywłoka będzie ci zatruwać dm swoją obecnością to go zignoruj
Vivi_09: Jeśli na Hiraeth jest Taoś to Kris również się tutaj pojawia, będziesz miał okazję go poznać
KimKai: Ta wywłoka
lLaMaInMyLiViNgRoOm: A propos Krisa...
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Nie piszcie nic teraz, muszę wam coś pokazać
lLaMaInMyLiViNgRoOm forwaded message z.tA0: Nigdy nie myślałem nad tym jak ta wiadomość ma wyglądać. Nigdy w sumie nie zastanawiałem się nad tym czy będę ją musiał pisać.
lLaMaInMyLiViNgRoOm forwaded message z.tA0: Ale ten dzień nadszedł. Jestem gotowy.
lLaMaInMyLiViNgRoOm forwaded message z.tA0: Kris też jest gotowy. W końcu mogę usunąć to konto. Kocham cię Lamciu, kocham każdego z was z Hiraeth i żałuję, że nie mogę wam tego powiedzieć osobiście, ale przekroczyłem limit zmian. Trzymajcie się i walczcie.
KimKai: Co tu się-
KimKai: Ja pierdole, co tu się właśnie stało?
Vivi_09: Kai, KAI, uspokój się, ej
KimKai: Czy to znaczy, ze-
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Miałam nadzieję, że nie, ale nadzieja matką głupich, nie?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Jego konto jest zawieszone. Jeśli do jutra nie wróci to będzie znaczyło, że nie wróci już nigdy
Sehun_ah: Co się dzieje?
Sehun_ah: Co się dzieje...?
Vivi_09 Nasz przyaciel, który opóścił Hiraeth dwa dni temu
CreepySaladPCY: Co za idiota-
KimKai: Krisa nie ma. Zawiesił konto, a jego nazwa jest na liście oczekujących do cmentarzyska
Sehun_ah: Oczekujących na co?
KimKai: Nie umiesz czytać gamoniu?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Kai, uspokój się
KimKai: Nie kurwa, jeszcze dwa dni temu  Tao mówił, że wszystko z nim okej, a teraz to?!
KimKai: Pierdolony Kris, pierdolone amory i oni sami
KimKai: Nie wierzę w to, że mu uwierzyłem
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Nawet nie próbuj myśleć, że to jest twoja wina, jasne?
KimKai: Jeśli ta wywłoka pociągnęła za sobą Tao to uduszę go własnymi rękami
Vivi_09: Nie da się udusić zwłok
KimKai: :)
KimKai: Co z tego? Z chęcia to zrobię

Sehun wpatrywał się w ekran komórki z wymalowanym zdziwieniem na twarzy. Nie rozumiejąc czego właściwie był świadkiem, przed oczami miał same  czarne scenariusze dotyczące zakończenia historii tego chłopaka.
- Jak mogę to nazwać? - spytał sam siebie, prychając pod nosem. Jakiś rodzaj strachu osiadł na jego ramionach i z minuty na minute ciążył coraz bardziej. Począwszy od słów Kaia przez przesłane wiadomości Tao aż do finalnego stwierdzenia Vivi, nie rozumiał tylko tego na jaką skale rozgrywała się tragedia tych osób. Yixing nie wspominał mu o takich ludziach, twierdził, że to osoby o wspólnych zainteresowaniach, przekonaniach i zachowaniach, tymczasem Sehun znalazł się pośrodku, jednak oglądając z boku, czegoś co mogło się wydawać rodem z filmu. Filmu, który był w zupełnie obcym języku.
Church miauknął, a Sehun automatycznie odwrócił głowę w stronę nadchodzącego dźwięku. Kot siedział na sehunowym łóżku, a jego oko wpatrywało się w Sehuna z uwagą. Wydał kolejny dźwięk i zeskoczył z charakterystycznym dźwiękiem uderzenia czegoś miękkiego o drewnianą podłogę. Podszedł  do chłopaka i stanął na tylne łapy, upominając się o uwagę.
- Teraz przychodzisz, tak? - spytał, chwilowo zapominając o problemie rozgrywającym się na czacie. Schylił się i wziął zwierzaka na ręce, a ten odnalazł sobie wygodne miejsce na klatce chłopaka. Skulił się w kulkę, a sierść pokrywająca jego głowę załaskotała szyję Sehuna.
- Pomożesz mi to zrozumieć, co? -  spytał, wyciągając nogi przed siebie. Oparł je o przeciwległą ścianę i spojrzał wkomórkę.

lLaMaInMyLiViNgRoOm: Dobrze. pamiętajcie, niczego jeszcze nie wiemy, a martwienie się na zapas nic nam nie da
KimKai: Jak mam sie nie martwić?
Vivi_09: Kai, tobie najlepiej zrobiłby teraz sen
KimKai: Nie martw się o mój sen.
Sehun_ah: Czy ktoś mi może wytłumaczyć co się dzieje?
KimKai: Wydawałeś się mniej tępy pół godziny temu
Vivi_09: KAI
Vivi_09: Przestań
Vivi_09: Po prostu przestań
Sehun_ah: W porządku. Właściwie ma rację, też czułem się mądrzejszy pół godziny temu
CreepySaladPCY: Look, przecież kazdy z nas zna Tao i zna również Krisa. Dobrze wiemy, ze Kris to jebany manipulant, ale w niektórych sytuacjach nie jest aż tak głupi jak Kai twierdzi
KimKai: Bierz jego stronę, a potem nie dziw się, że mam dość twojej obecności
CreepySaladPCY: Jasne. Doskonale wiesz, że mówię o fakcie, że chodzi tylko i wyłącznie o Tao. Kris nigdy by nie pozwolił, żeby jemu coś się stało
KimKai: Mam nadzieję
Vivi_09: A teraz, ładnie cię proszę, idź spać. Napiszę ci, jeśli coś będziemy wiedzieć, wiec nie spodziewaj się wiadomości wcześniej niż juro rano

- To zaczyna być coraz bardziej dziwne... - wymamrotał.
Church poruszył się, a jego sierść pozostawiła po sobie śald w postaci rudych włosów wczeionych w materiał ciemnej bluzy. Chłopak uniósł brew i ściągnął kilka z nich z ostrożnością strzepując je na podłogę.
- Cholerne linienie - westchnął, kładąc dłoń na puchatej sierści kota, by po chwili zacząć go głaskać. Donośne mruczenie wypełniło ściany pokoju - Starzejesz się, chłopie
Church wyciągnął się na jego klatce, a jego wylne nogi wylądowały wciśnięte w uda Sehuna. Chłopak mimowolnie uśmiechnął się na ten widok, jednak uśmeich ten równie szybko zszedł z jego ust jak się na nich poawił, gdy przed oczami zobaczył wiadomości czatu.
Coraz bardziej intrygowały go realcje, które łaczyłytych ludzi, a to był dopiero pierwszy dzień. Niemal widział siebie, za dwa lub trzy miesiące, powtarzającego sobie, że mógł być mniej ciekawski. To zadziałało niczym wizja przyszłości.
Chuda postać Sehuna siedząca na łóżku, z pasją przesuwająca palcem po ekranie komórki, by tylko zobaczyć kolejne posty, zobaczyć kolejne wiadomości. Wizja przyprawiająca o nagły uśmiech, nie mający nic wspólnego z wesołością, prędzej z rozbaweniem przez sam obraz jego samego.

Ekran jego komórki rozbłysł, ukazując zjęcie Jongdae (zrobione podczas ostatniego nocowania w szkole, w którym brali udział, a podczas którego chłopak nie potrafił rozstać się ze swoją nową bluzą z wizerunkiem pikachu). Jego twarz byla niemal w połowie zakrywa kapturem, ukazując jedynie szeroki uśmiech, i zaróżowione policzki.
Czego mógł chcieć w późne popołudnie, i najważniejsze - czy Sehun naprawdę chciał wiedzieć?
Otóż tak.
Odebrał po trzecim sygnale, leniwie unosząc komórkę do ucha, by zaraz potem odsunąć ją, wraz z rozlegającym się zeń entuzjastycznym przywitaniem.
- SEHUN-AH!
- Nie krzycz - mruknął, ściszając głośność rozmowy i oparł głowę o zimną szybę. Gdzieś w oddali zakraczał kruk.
- Przepraszam, przepraszam. Gdzie jesteś i co robisz? - spytał stłumiony głos w słuchawce - Dobra, nie ważne, po prostu ubieraj się, idziemy do parku
- Nie ma mnie w domu - mruknął w odpowiedzi, opierając głowę o szybę i wyciągajac wygodniej nogi
- Jak to nie? - głos Jongdae zabarwiło rozbawienie - A kto siedzi na parapecie w twoim pokoju?
Sehun zaklął pod nosem i wyjrzał przez okno.
Mała postać Jongdae będąca tylko kolorową rozmazaną planką w blasku zachodzącego słońca, machałado niego energicznie ręką, podczas, gdy druga z nich nieporadnie próbowała utrzymać komórkę i deskorolkę. Sehun rozejrzał się po pokoju jakby szukając dobrej wymówki na to, by resztę dnia spędzić w miłym towarzystwie ciszy i samotności, któa ostatnimiczasy przestała mu przeszkadzać tak bardzo jak jakiś czas temu.
- Dobra, schodzę

<<>>
Jongdae był osobą naprawdę chaotyczną i niezorganizowaną. Posiadał on całą gamę wad oraz sporą kolekcję zalet, o których (i jednych i drugich) Sehun miał szansę się przekonać. Była to także jedyna osoba, której Sehun w  jakimś stopniu ufał. Z drugiej strony jednak, cieżko nie mieć zaufania do osoby, która spędziła z tobą połowę życia, a o niej samej wiesz dokładnie tyle, ile powinien wiedzieć przyjaciel o przyjacielu.
Poznali się na tym samym osiedli i spędzili całe dzeiciństwo biegając po betonowych boiskach do koszykówki i piłki nożnej, huśtając się na huśtawkach stojących między blokami, któe teraz skrzypiały przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru, bawili się na placach zabaw, tych samych, które teraz opuszczone straszyły na skrajach osiedli. Dzielili ławkę w każdej klasie od szkoły podstawowej, przez gimnazjum aż po liceum, w którym siedzieli obok siebie.
Trudno nie mieć zaufania do kogoś, kto był przy każdym szczęśliwym momencie, jak ten, kiedy Sehun dostał się do tej samej szkoły co Jongdae, albo kiedy na urodziny dostał swoją pierwszą deskorolkę, oraz był przy każdym złym momencie. Jongade był przy Sehunie, gdy ten rezygnował z nauki tańca, zabrał do swojego domu tego sierpniowego dnia, kiedy mieszkanie państwa Oh wypełniło się krzykami, a podłoga, wtedy z nowych, idealnie pasujących do koloru ścian i mebli, paneli, pokryła się rozbitym szkłem, rozkruszonym kryształem, a z pudełeczka na pamiątki trzymanym przez panią Oh wysypały się trzy  mleczaki.
"Pamiątki są po to, by pamiętać o chwilach, których się nie doceniało"
Idąc przez te same miejsce, w których bawił się jako siedmio-ośmiolatek, zaastanawiał się czy w głowie Tao, kimkolwiek ten chłopak był, działy się podobne rzeczy. Wielu ludzi powiadało, że przed śmiercią widzi się swoje całe życie.
Może to tylko kwestia tego, że człowiek nagle docenia to, co miał, gdy jest na skraju stracenia czegoś?
"Czsami trzeba coś stracić, by docenić jego wartość", powiedziała dziewięć lat wcześniej pani Oh, patrząc na niedokończoną układankę syna, którą dzień wcześniej nakazałą dokładnie posprzątać, co do elementu. Oweo elementu kolejnego dnia zabrakło, a układanka już nigdy nie została dokończona.
Sehun myślał, że miała rację nie tylko w kwestii układanki.
Dlatego też możliwe, że Tao myślał o swoim życiu zanim wykonał ostateczny ruch. Może przypominał sobie szczęśliwe momenty z rodziną, może wspominał pierwszy pocałunek z dziewczyną jego marzeń, albo wygraną w meczu, w któym brał udział.
Sehun zagryzł wargę, czując wibracje rozlegające się w jego kieszeni.
- Sehun, co  z tobą? - szturchnięcie Jongdae niemal go przewróciło. Ten chłopak miał zaprawdę więcej siły niż sam się spodziewał. Sehun wykonał szybki krok ratujący jego równowagę i wzruszył ramionami, a jego palce ścisnęły mocniej schowaną w kieszeni bluzy komórkę.
- Wszystko okej - odpowiedział, rozgląając się. Słońce przestało rzać, a ciepłe powietrze ustąpywało chłodnym wieczornm podmuchom delikatnego wiatru.
- Markotny jesteś. Ostatnim razem też byłeś jakiś nie swój - Jongdae wpatrywał się w ziemię, uważnie śledząc tor jazdy deskorolki. Jechał powoli, w taki sposób, że Sehun idąc szybszym krokiem był z nim na równi.
- Wydaje ci się
Czy rzeczywiście był nieswój? Z pewnością, ale czuł, ba, wiedział, że to przejściowe i za kilka dni wszystko powinno wrócić do normy.
- Jasne - chłopak westchnął, zatrzymując się. Zeskoczył z deski i jednym zwinnym ruchem nodi wyrzucił ją w powietrze, by po chwili pewnie złapać ją pod pachę - Mówiłem o tym, że idziemy do parku. Yixing dzwonił, żeby cię ściągnąć. Przprowadzi znajomych, będzie piwo i pianki z ogniska. Nie mam pojęcia gdzie on chce zrobić ognisko, ale pozostawmy mu inwencje twórczą
Sehun przytaknął, czując jak jego żołądek nagle daje o sobie znać.
Wibracje wróciły w trzech krótkich seriach.

<<>>
W parku zjawili się niedługo po zamknięciu skate parku, przywitani skwaszonym wyrazem twarzy Yixinga, który tego wieczoru zamienił swoje typowe dla jego stylu koszulki koszykarskie na białą koszulkę i skórzaną kurtkę.
Tuż za nimi, w zbitej grupce siedziały trzy osoby - jedna z nich, czarnowłosa dziewczyna o zalotnym spojrzeniu, mająca na sobie odsłaniającą obojczyki i ramiona koszulkę w pionowe paski i trampki na koturnie, zmierzyła Sehuna spojrzeniem.
Tuż obok niej siedział blondwłosy chłopak z komórką w dłoni, nie zwracający żadnej uwagi na nowo przybyłych. Jego oczy uwaznie śledziły jakiś czytany tekst, a palce jednej z dłoni bawiły się leniwie fragmentem dolnej wargi.
Najbardziej zainteresowanym z zebranych okazał się jednak trzeci chłopak. Jego czerwone włosy opadały na czoło, w nonszalancki sposób, a ostre rsy twarzy niemal mogłyby przeciąć ewentualną gestą atmosferę. Jego oczy zaś w hipnotyzujący, a zarazem ciekawski sposób wpatrywały się w nowo przybyłych.
- To wasza wina, że musimy się przenieść w inne miejsce - Yixing dotknął piersi Jongdae, wygląającego na mocno zdezorientowanego, w oskarżycielski sposób
- To po co ja wziąłem deskę do cholery! - Jongdae wysunął wargę, wyglądając przy tym conajmniej jak dziecko.
- Skate park jest czynny całą noc i cały dzień jak cały park - Sehun spojrzał jeszcze raz w stronę furtki, na której wisiała tabliczka "Przepraszamy zamknięte", a tuż obok niej łańcuch i kłódka, skutecznie uniemożliwiająca wejście.
- Dzisiaj wymieniają jedną z ramp - Yixing pokręcił głową ze zrezygnowaniem i machnął ręką ruszając w tylko jemu znaną stronę  - Dacie wiarę, że jakiś dzieciak postanowił rozmontować jeden ze stelaży? Do tej pory nie wiadomo kim on był
Chcąc nie chcąc reszta ruszyła za nim, powoli zatapiając się w gestniejący mrok nadchodzącej nocy.


<<>>
Odnaleźli swoje miejsce pół godziny później, nad brzegiem jeziora rociągajacego się wzdłuż bocznej uliczki na przedmieściach, gdy po otrzymaniu odmowy wstepu do jednego z barów, zdecydowali nie pakować się w kłopoty. Miejsce wydawało się być idealne, tworzyło obraz odosobnienia, choć dźwięki ruchliwej ulicy znajdującej się dwa bloku dalej nie współgrały z dźwiękami cykających świerszczy i obrazem wzbijających się ponad krzewy świetlików.
Któż by pomyślał, że ich miasto posiada tak idealne miejsce na spędzenie sobotniego wieczoru? Cóź, z pewnością nie oni, choć blok Sehuna znajdował się w idealnej odległości, by stojąc przy barierce oddzielającej uliczkę od mini plaży, podziwiać jego płaski dach i kilka okien na ostatnim piętrze.
- Brakuje tylko gitary i harcerskich piosenek - stwierdziła czarnowłosa piękność imieniem Krystal, która okazała się być roześmianą szesnasolatką, naprawdę dobrze obeznaną w temacie współczesnej muzyki. Siedziała na jednym z dwóch koców, któe Yixing przytargał z mieszkania i rozłożył na najmniej kamienistym skrawku plaży, ze stopami pozbawionymi wysokich butów i ramionami zasłoniętymi przez bluzę.
- Nikt stąd nie potrafi grać na gitarze - odpowiedział jej Yixing z rozbawieniem w głosie, siadając obok. Sehun uśmiechnał się i ruszył w ich  stronę.
Krystal klepnęła chłopaka w ramię i wzięła z jego dłoni patyk z nadzianą na jeden z końców pianką.
- Wcale nie - odparła - Każdy z nas wie, że ty grasz bardzo dobrze
Sehun opadł na kolana po jej drugiej stronie i sięgnął po kilka porozrzucanych naokoło gałązek, przestając słuchać ich żartobliwej wymianie zdań. Wraz z czerwonowłosym chłopakiem, który jakiś czas wcześniej przedstawił się jako Taeyong, ułożył pozostałe drewno w mały stosik, a ten obłożyli kamieniami, tworząc prowizoryczne palenisko godne odznaki harcerskiej. Właściwie Sehun nigdy nie był harcerzem, ale za te palenisko z pewnością otrzymaliby odznakę.
- Yah, Sehun! - głos Junmyeona, trzeciego i ostatniego z nowo poznanych osób tego wieczora odwórcił jego uwagę od przyglądania się nieudolnym próbom rozpalenia ogniska przez Taeyonga. - Zgubiłeś coś?!
W jego ręku, w blasku ognia pochłaniającego coraz więcej gałązek i patyków błysnęła obudowa jego komórki.
Sehun podniósł się raptownie, dokłądnie obmacując i przeszukując każdą z kieszeni. Musiała wypaść mu, gdy wraz z Yixingiem mocowali się, by równo rozłożyć koce, a z tym był nie lada problem jak się okazało.
- Yah, oddawaj! - odkrzyknął i mimowolnie parsknął śmiechem, widząc Jongdae, zrywająćego się na nogi.
- Tylko mi się nie bijcie! - zaśmiał się, unosząc ramiona, by w razie potrzeby rozdzielić od siebie tę dwójkę. Potrzeby jednak nie było, bo Jumyeon byl niemal głowę niższy od Sehuna i odebranie mu jego własności było naprawdę prostym zadaniem.
Jednocześnie wraz z dotknięciem komórki przez dłoń Sehuna, urządzeniem wstrząsneła wibracja. Sehun wrócił na poprzednio opuszcozne miejsce i odblokował ekran, opierając się o wystający z ziemi pniak.
Deathbkook.
Wiadomości: 2
Kliknął w powiadomienie.
Hiraeth pozostawało w niemal nienaruszonym stanie, a na podglądzie toczyła się niewinna rozmowa międz Vivi a Lamą na temat wykonania piosenki przez jedną z koreańskich gwiazd popu, najprawdopodobniej dla rozluźnienia atmosfery. Jednakże najbardziej zdziwiła go druga wiadomość. Wiadomość prywatna.
Kolejne kliknęcie.
KimKai: Sehun
KimKai: Wiem, że jesteś nowy i nie rozumiesz niektórych rzeczy
KimKai: Wiem też, że to włściwie nic, ale ponosi mnie czasami i jest mi naprawdę głupio
KimKai: Nie spałem wiele, a teraz ten stres, ale nie będę się tłumaczył
Wszystkie poprzednie nawane były w dwóch seriach. Ostatnia była sprzed chwili.
KimKai: Przepraszam za te ostre słowa
____________________________________________________________________

ROZDZIAŁ TRZECI (3,398k)
DZIEŃ OSIEMDZIESIĄTY DRUGI

KimKai: Sehun
KimKai: Wiem, że jesteś nowy i nie rozumiesz niektórych rzeczy
KimKai: Wiem też, że to włściwie nic, ale ponosi mnie czasami i jest mi naprawdę głupio
KimKai: Nie spałem wiele, a teraz ten stres, ale nie będę się tłumaczył
KimKai: Przepraszam za te ostre słowa
Sehun wpatrywał się w ekran w mienym zaskoczeniu, mieszającym się z  czymś w rodzaju satysfakcji. Wprawdzie pozątkowo nie oceniał nikogo z góry, ale wraz z dołączeniem do czatu, widząc nazwy użytkowników i sposób w jaki pisali ze sobą, w jego głowie poczeły tworzyć isę wyobrażenia o ich wyglądzie w zachowaniu w prawdziwym życiu. Teraz jednak widok Kaia był zachwiany.
Rozejrzał się, a gdy upewnił się, że Jongdae jes odpowiednio daleko, zajęty rozmową z Junmyeonem, kliknął w odpowiedź.
Sehun_ah: Nic się nie stało. Nawet nie oczekiwałem przeprosin
Odpowiedź nadeszła zadziwiająco szybko.
KimKai: Wiem, ale chcę być z tobą fair, bo nie zawiniłeś niczym. Po prostu na przyszłość pamiętaj, że w stresujących sytuacjach mówię to, co ślina przyniesie mi na język
KimKai: Właściwie to piszę też*
Sehun_ah: To brzmi tak, jakbyś planował ze mną pisać i był pewny, że nie zniknę po dniu
KimKai: Bo tak będzie, dlatego piszę
Sehun_ah: Co masz na myśli?
 KimKai: Nie odejdziesz stąd
Sehun marszczył brwi.
- Bez sensu - mruknął do siebie, odruchowo pocierając wskazującym palcem podbródek.
- Co jest  bez sensu? - czyjś głos rozległ się tuż obok jego ucha.
Sehun poczuł jak przez jego ciało przechodzi dreszcz przerażenia, a jego palce nagle wiotczeją, oczami wyobraźni widząc pytające spojrzenie Jongdae i pełen wyrzutu wzrok Yixinga. Niemal poczuł jak krew odpływa mu z twarzy, choć w świetle trzaskającego ognia i kilku odległych ulicznych lamp nikt nie mógł tego stwierdzić.
Sehun wzdrygnął się, słysząc nagłą salwę śmeichu Yixinga, który przez ten czas zaglądał mu przez ramię. Yixing złapał się za brzuch i pokręcił głową, palcem drugiej dłoni wskazując na Sehuna.
- To nie było śmieszne - odparł głosem pełnym wyrzutu. Naciągnął rękawy na dłonie, widocznie speszony i sięgnął po komórkę, samotnie lezącą na kocu pomiędzy jego zgiętymi nogami.
Chłopak otarł niewidzialną łzę i pokręcił głową.
- Żebyś widział swoją minę - zaśmiał się - Jakbyś zobaczył ducha
- Nie strasz mnie tak więcej - wmamrotał w odpowiedzi, rzucając w stronę Jongdae dyskretne spojrzenie. Chłopak wydawał się nawet nie zauważyć sytuacji, a Sehun uświadomił sobie jak bardzo beznadziejnie czuje się z tajemnicą, któą z pewnością jego umysł yolbżymia niemiłosiernie.
- Więc co takiego jest bez sensu? - Yixing spojrzał mu przez ramię, a gdy ujrzał otworzony cza, na jego ustach zagościł szeroki, naprawdęszeroki uśmiech - Czyżby nowy znajomy z Deathbook?
- Shh - syknął, wystukując odpowiedź - Nie chcę, żeby Jongdae się dowiedział. Poznałem ich wszystkich dzisiaj. Dodano mnie na jakąś grupę i...
Krystal była niczym zjawa nagle pojawiająca się  w najmniej oczekiwanym momencie.
- Co to Deathbook? - spytała, patrząc swoimi ciekawskimi oczami to na twarz Sehuna to na Yixinga, a na jej ustach zakwitł delikatny, przyjazny uśmiech, na którego widok w Sehunie coś się przwróciło. Krystał była w porządku osobą, jednak niektóre jej zachowania wydawały się być zbyt dziecinne lub zbyt wyniosłe, jak te, gdzie patrzyła na któregokolwiek z nich, z wyrysowaną wyższością w oczach. Zupełniejak Church.  - Jakiś portal randkowy?
Yixing parsknął śmiechem i zdjął zarumienioną piankę z ostrego końca patyka.
- Niezupełnie, po prostu portal jak każdy inny, z tym, że  dla chińczyków - odpowiedział jej z anielskim spokojem, dyskretnie mrugając do Sehuna, który jedynie posłał mu uśmiech i wrócił do stukania odpowiedzi.
Sehun_ah: Nie odejdę stąd? Skąd ta pewność?
KimKai: Stąd nie da się odejść. To pierwsza rzecz, którą musisz pamiętać - jeśli zakłądasz tutaj konto, jesteś tu do końca
Sehun_ah: Końca czego...?
Sehun_ah: Zresztą, to nie jest coś co chcę wiedziec.
Sehun_ah: Czujesz się już lepiej po tej informacji o Tao?
KimKai: Czuje się beznadziejnie, ale próbuję wysiedzieć na miejscu.
KimKai: I tak nie wiem gdzie mieszka
Sehun_ah: Pojechałbyś do niego?
KimKai: Czego się nie robi dla przyjaciół, prawda?
Czy Sehun był w stanie zrobić coś specjalnie dla przyajciół? Oczywiście. Czy zrobiłby to, nawet jeśli wymagałoby to przejechania całęgo kraju? Tego nie był pewny. Nie był pewny również tego, czy zdecydowałby się na to przed czy tuż po tym jak zbeształby siebie za to jakim jest człowiekiem i ostatecznie spakował manatki.
Sehun_ah: Pewnie wiele, jak się domyślam
KimKai: Z pewnością ty też byś to zrobił
Sehun spojrzał na komórkę zdziwionym wzrokiem, zupełnie jakby chcąc ujrzeć twarz siedzącego po drugiej stronie chłopaka. W jego głowie nawet narodziła się myśl, że ten w jakiś sposób go widzi i jakimś, jeszcze innym sposobem czyta z jego twarzy. Myśl ta jednak była zbyt absurdalna, by się nad nią rozwodzić. Przypadki przecież istniały.
Sehun_ah: Myślę, że masz rację, choć do tej pory nie miałem okazji się o tym przekonać
KimKai: Obyś nigdy nie musiał
(Jak bardzo się wtedy mylił :>>> - A/n)
KimKai: Tak właściwie to... coś robisz?
Sehun_ah: Jestem na spotkaniu z kilkoma znajomymi. Wiesz, ognisko, jakiś tani alkohol i rozmowy
KimKai: Pamiętam te wypady. Nie będę ci już zajmował czasu na głupie rozmowy. Korzystaj z życia póki możesz. Miłego wieczoru
KimKai: I jeszcze raz przpraszam za to co pisałem
Sehun_ah: Jeśli jeszcze raz przeprosisz to ci nie odpiszę i odejdę z chatu. Nie pamiętam o czym mówisz-!

<<>>

Sehun usłyszał skrzek wodnych ptaków.
Dźwięk ten był niczym ostre igły przekłuwająe cienką barierę otaczajacej go ciszy, coraz bardziej i bardziej, aż przez dziury, które stworzyły, wdarły się jasne promienie słońca.
Sehun dźwignął się na ręce, czujac pod materiałem zmiętego koca wgłłębienia, które utworzyły jego ramiona oraz głowa i rozejrzał się wokół.
Rześkie ranne powietrze smagało jego twarz i otrzeźwiało zamroczony snem umysł. Wokół panował półmrok, a niebo przygotwywało się na przyjęcie słońca,  malującego chmury na pomarańczowo, które nieśmiało wyglądało zza horyzotu.
Ognisko tliło się przyjemnym blaskiem, pośród ciszy poranka, zmąconej jedynie odgłosami natury. Wokół walały się puszki po piwie i papierki po paczkach pianek. Niewiarygodne jak wiele zjedli ich poprzedniej nocy. Sam Sehun czuł ciążące na żołądku słodyczne i był niemal pewny, że jeśli poruszy się zbyt gwałtownie, wszystko znów znajdzie się na wolności.
Nie miał kaca, choć bolała go głowa i kark, przewidywał, że to od niewygidnie twardego podłoża, na którym odleciał, gdzieś pod koniec ich zabawy. Nie pamiętał kiedy zasnął, pamiętał jedynie śmiech ich paczki, z którą podczas jednego wieczoru zżyli się aż nad zbyt, dźwięk zgniatanych puszek i szelest opakowań oraz jakąś muzykę, grającą w tle z telefonu Krystal.
Położył się, gdy ognisko zostało zapomniane, a Taeyong wraz z Krystal i Yixingiem oglądali niebo, fachowo (lub mniej fachowo) nazywając poszczególne konstelacje, lub wymyślając własne. Pamiętał jeszcze urwane strzępki rozmowy Junmyeona z Jongdae i to niesamowicie nieprzyjemne uczucie pełna, choć wypił tylko dwa piwa i zjadł trzy pianki.
Uczucie te powróciło, gdy powoli podniósł się do siadu. Zakręciło mu się w głowie, a żołądek podszedł do gardła. Jego oczy wypełniły się łzami, a umysł w zawrotnym tempie obliczał czas oraz sposób dobiegnięcia do  najbliższych krzaków.
Przełknął jednak to uczucie po trzeciej próbie zignorowania go i zamkął oczy.
- Sehun - cichy szept z jego prawej strony.
 Pośród śpiących na kocu, wpatrywała się w niego jedna para oczu, która w świetle poranka wydawała się być dwoma błyszczącymi kuleczkami.
- Dlaczego wstałeś? - sptał ten sam głos i Sehun dopiero wtedy rozpoznał do kogo on nalezy. Junmyeon wydawał się być rozbudzony, zupełnie jakby wcale nie spał.
Jasne promienie słońca, które wydawało mu się, że widział, okazały się być wyświetlaczem komórki, na której widniał obrazek słuchawki, a tuż nad nią podpis "Tata"
- Komórka mnie obudziła - odszepnął, sięgajac po urządzenie.
Była czwarta trzydzieści nad ranem. Cóź takiego robił jego ojciec i dlaczego nie był tym na tyle zajęty, by po prostu dać Sehunowi spokój? Nie miał pojęcia, ale coś podpowiadało mu, że rozmowa nie będzie należeć do przyjemnych. Dlatego też podniósł się, nie chcąc robić przy tym hałasu i po raz kolenjy zdusił w sobie potrzebę zwrócenia wszystkiego co zjadł poprzedniego dnia. Przestąpił ponad ramieniem pogrążonej we śnie Krystal i przeszedł przez nogę Taeyonga, by następnie znaleźć się na piasku i przesunąć słuchawkę.
- Tak? - sytał zaspanym głosem. Zimne powietrze uderzyło w niego, potrząsając materiałem szerokiej bluzy. Na jego ramionach pojawiła się gęsia skórka.
- Dlaczego nie odbierasz?! - krzyknął ostry głos do słuchawki. Sehun skrzywił się słysząc jego ton i odsunął komórkę od ucha, czekając aż jego ojciec skończy - Dzwoniłem do ciebie piętnaście razy! Przychodzę do domu, a ciebie nie ma! Nie wspomniałeś, że gdzieś wychodzisz i nie wracasz na noc! Jak ty się zachowujesz? Czy ty masz siedemnaście lat czy może pięć? Ja mam się o ciebie martwić, kiedy ty balujesz ze swoimi kumplami?
- Nie udawaj, że się przejmujesz - ziewnął, zasłaniajac usta i zarzucił kaptur na głowę. Jego głos był obojętny jak niemal w każdej rozmowie z ojcem i miał pozostać już taki na zawsze - Jestem cały i zdrowy. Wrócę po południu.
- Jak ty się do mnie odzywasz?!
- Normalnie - wzruszył ramionami - Skoro już łaskawie wróciłeś do domu to w lodówce masz jedzenie. Rano zrobiłem zakupy. Coś jeszcze?
W słuchawce przez chwilę panowała cisza. Sehun cierpliwie czekał.
- Jakie "po południu"? - sptał w końcu pan Oh, spokojniejszym głosem, choć w jego tonie czuć było dużą dawkę pretensji i zniechęcenia.
- Po dwunastej, mogę iść spać?
Znów cisza. Tym razem krótsza, trwająca dwa oddechy.
- Gdzie jesteś?
- U Jongdae
Właściwie to nie było kłamstwo, był z Jongdae przez cały wieczór, noc i będzie z nim przez najprawdopodobniej cały poranek, aż wybije godzina pójścia jego ojca do pracy, a wtedy będzie móg spokojnie wrócić do domu i podładować baterie po spędzieniu kilkunastu godzin w towarzystwie ludzi.
- Dobra - usłyszał w odpowiedzi, a potem był tylko przerwany sygnał.
Sehun odsunął komórkę od ucha i zablokował ją, po czym wsunął w kieszeń bluzy.
Przez dłuższą chwilę stał wpatrrzy w horyzont, obserwując jak kolejne promienie słońca pochłaniają kolorowe niebo i walczył z chęcią wypicia kolejnego piwa. Z pewnoscią znalazłby je gdzieś pomiędzy zgniecionymi puszkami, ale nie chciał ryzykować. Jego żołądek protestował już na samą myśl.
Złapał się za brzuch i ruszyłw  stronę najbliższych krzaków.

<<>>
Próg mieszkania przekroczył cztery i pół godziny później i po uprzednim zaryglowaniu drzwi,  ulgą skierował się w stronę łazienki. Zapalił światło i z przesadną dokładnością umysl zęby i przepukał gardło.
Przez cały ranek czuł nieprzyjemny posmak wmiocin, które tylko prowokowały kolejne. Te jednak były na tyle słabe, że Sehun przez całe cztery i pół godziny mógł nad nimi zapanować, a teraz, będąc w końcu samemu w domu, pozbyć się ich.
Wypłukał usta i sięgnął po ręcznik.
Wyprostował się, a jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem chudego chłopaka, stojacego po drugiej stronie lustra.
Sehun prychnął pod nosem i wywrócił oczami.
- Czemu się tak gapisz, co? - spytał, odkładając ręcznik na pralke. Oparł dłonie na umywalce i zmrużył oczy - Dobrze wiesz, że nie powinieneś pokazywać mi się na oczy.
Sehun po drugiej stronie lustra nie odpowiedział, a jakby naigrywając się z niego, mówił wtym samym momencie, tym samym głosem i tym samym tonem.
Sehun pokecił tylko głową i odsunął się od lustra, obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
Jego telefon leżał na biurku, tuż obok siedzącego na nim Churcha.
Kot wpatrywał się w zbliżającego się Sehuna szerokim okiem, a jego uszy, nawet to naderwane, nasłuchiwały każdego najmniejszego dźwięku.
- Cześć, staruszku - chłopak pogłaskał go po puchatym grzbiecie, a ogon kota zadrgał z uciechą - Napisał ktoś coś do mnie? - spytał, chwytajac komórkę w dłoń i odblokowując ekran.
Deathbook.
Wiadomości: 2
Kliknął w powiadomienie, a następnie w ikonkę wiadomości.
W jego krzynce znajdowały się dwie wiadomości, jedna - ta od Kaia - jeszcze z poprzedniego dnia, życząca dobrej nocy, a druga, a właściwie kilkanaście innych należących do czatu. Teaz w okienku podglądu wiadomości zmieniały się niczym szalone.

Hiraeth
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Rozmawiałam z jego rodzicami, rozumiecie?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Rozmawiałam z jego rodzicami jakieś trzy minuty, ale tyle wystarczyło
Vivi_09: I co się dowiedziałaś?
KimKai: Powiedz mi, że nie stało się to co myślę
CreepySaladPCY: Jakim cudem znalazłaś kontakt do nich?
CreepySaladPCY: Dał ci kiedyś numer do jego rodziców?
Vivi_09: przecież on nawet nie pozwalał używać jego włąsnego imienia
KimKai: CO CI POWIEDZIELI?
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Czekam aż się zamkniecie, żebym mogła powiedzieć
Sehun_ah: Cześć. Coś się stało?
KimKai: Taak, Kris dał znak życia
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Dobrze, skoro jesteśmy w pełnym składzie pozwólcie, że zacznę od początku
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Dobrze wiemy jaka wczoraj wydarzyła się sytuacja oraz jak NIEKTORZY na nią zareagowali
KImKai: Wiem, że o to mnie
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Powiedzieliśmy wtedy, że Kris oraz Tao zgłosili swoje konta do pokoju snu, znanego również jako Cmentarzysko (to informacja dla ciebie, Sehun przyswój to) Dzisiaj, gdzieś o godzinie ósmej, może jakiś czas później, admin przywrócił konto Krisa
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  A co za tym idzie,  pomyśleliśmy, że to jakiś błąd, a admin znów wyśle go do Pokoju, gdy tylko będzie miał pewne źródła co tak właściwie stało się z Krisem
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Źródeł żadnych niestety nie było. Ba, można rzec nawet, że jedno sie pojawiło, w postaci posta Krisa, który potem usunął. W każdym razie wiemy to, że Kris żyje, bo nikt, poza nim nie ma dostępu do konta
Sehun_ah: A co z Tao?
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Tu zaczynają się schody. Nie możemy być w stu procentach nczego pewni, ale mamy jeszcze większe nadzieje
Vivi_09: od wczoraj nie znalazłam żadnej informacji w internecie o śmerci jakiegokolwiek nastolatka
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Właśnie. Rozmawiałam dzisiaj z rodzicami Tao, a jak to zrobiłam, już wam wyjaśniam. Kiedyś miałam pewien układ z jednym z adminów, więc spłacając swój dług, podał mi numer Tao. Po prostu zadzwoniłam na jego komórkę z nadzieją, że ten idiota stroi sobie żarty i odbierze, ale jego komórka została w domu.
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Na nasze szczęście
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Rozmawiałam z jego mamą. Podałam się za jedną z jego koleżanek ze szkoły, mając nadzieję, że właściwie chodzi do tej szkoły, a moja przykrywka nie będzie zdemaskowana tak szybko. Jego mama powiedziała mi, że Tao uciekł z domu, choć już to wiemy. Powiedziała również, że sprawa zgłoszona jest na policję. Takie sprawy rzadko są traktowane poważnie, jednak teraz, tę, i jak myślę, nie tylko tę, patrząc na ich słowa, które jego mama mi przekazała. Okazało się, że w ostatnim czasie dochodzi do zbyt wielu samobójstw, by przejsć koło tego obojętnie, i w sumie mają racje, ale do rzeczy.
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Zaczęli przeszukiwać teren, domy, w których  mógłby przebywać i póki co nie ma dowodów na to, że z Tao coś się stało, poza zniknięciem. Znamy go, wiemy jaka z niego... jaka z niego osoba i jak reaguje na niektóre rzeczy. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że mógł przeżyć szok, spowodowany czymkolwiek, bo przecież nie zaczniemy podejrzewać Krisa o zabójstwo, prawda?
KimKai: Ja bym zaczął
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Kai, nie przerywaj
CreepySaladPCY: Kai, proszę... Nie mówmy tutaj o zabójstwach drugiej osoby
Vivi_09: Znacznie lepiej mówić o zabójstwach samego siebie, prawda?
CreepySaladPCY: Jasne, że nie, ale to środowisko jest takie...
Vivi_09: Czas spojrzeć prawdziwe w oczy, Chanyeol
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Właściwie to skończyłam, ale nie chciałam, by rozpętałą się tutaj kolejna kłótnia, co widać jest nieuniknione
Sehun_ah: Dlaczego napisałaś, że nie dziwisz się, że policja uważa samobójstwa za coś poważniejszego niż zawsze?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Pani mama Tao powiedziała, że uważają to za działalność jakiejś sekty
Vivi_09: Co do tego ma rację
KimKai: Nie musimy się martwić na zapas, prawda? O Tao?
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Myślę, że nie Nini. Jeśli coś by się stało Kris by nam o tym powiedział. Może i jest idiotą i manipulantem jak twierdzisz, ale wiedział, że się  z nim przyjaźnimy

Gdy Sehun po kolei czytał wiadomości, co jakiś czas dodając coś od siebie, czuł jakby coś ciężkiego, pokrywajacego do tej pory jego serce nagle zniknęło. Nagle poczuł się spokojniejszy, choć tak naprawdę nie powinno go obchodzic to, co stałoby się z Tao. W końcu ani razu ze sobą nie rozmawiali, nie móiac o zawarciu jakiejkolwiek znajomości.
Teraz, gdy wszystko się wyjaśniło i jedyną rzeczą na jaką wszyscy czekali było pojawienie się Tao na grupie i wyjaśnienie im wszystkiego, Sehun pozwolił sobie na westchnienie ulgi.
- Wiesz, Church - zaczął. Church nadstawił uszu - Czuję, że to nie pierwsza i nie ostatnia takiego rodzaju akcja

<<>>
Vivi napisała do niego późnym popołudniem, gdy Sehun siedział zakopany w podręcznikach i czytał notatki, starając się wyprzeć z umysłu przypomnienie o obowiązku jedzenia. Nadal czuł jak jego żołądek dochodzi do siebie po dawce alkoholu i słodyczy poprzedniego dnia. Co prawa nie był głodny - od dłuższego czasu znów nie odczuwał głodu, ale umysł podsuwał mu pomysł, ze to włąśnie ta godzina, by coś zjeść, więc żołądek się go słuchał. Sehun myślał o nim w niektóych momentach jak o konfidencie mieszkającym w środku niego, potem zazwyczaj myślał o tym co doprawdy jest z nim nie tak, że zaczyna traktować jakiś organ wewnętrzny jako coś w rodzaju przeciwnika.
W przeciwności do żołądka, Sehun był asertywny i  nie miał zamiaru ruszyć się zmiejsca, do wybicia godziny dziewiętnastej. Wtedy miał zamiar pójść po jogurt i uciszyć nieznośny organ, a potem w towarzystwie Churcha przygotować kolację dla ojca tak jak robił to każdego dnia. Prawdą było, że każde zajęcie było lepsze od czytania notatek z historii Korei i streszczania wojen.
Dlatego też nowa wiadomość w skrzynce ucieszyła go jeszcze bardziej niz mogłaby zazwyczaj. Z ulgą odłożył książkę na bok i sięgnął po komórkę.
Vivi_09: Hello, Sehunnie~
Sehun_ah: Dzięki ci, nie muszę się uczyć. Cześć
Uśmiechnął się do ekranu, czując jak jakaś część niego w środku skacze z radości. Wyciagnął nogi na łóżku, z małego stosiku książek tworząc podpórkę pod stopy i rozejrzał się po pokoju, czekając na odpowiedź. Wzrokiem odszukał Churcha, a widząc, że jego ukochany kot wpatruje się w latające ponad dachami pobliskch bloków ptaki, wrócił wzrokiem na komórkę.
Vivi_09: Przepraszam. Z pewnością uczysz się bardzo długo i kilka minutek przerwy zrobi dobrze twojej pamięci!
Vivi_09: Pamiętaj, kobieta ma zawsze rację, więc tak jest!
Zaśmiał się.
Sehun_ah: Oczywiście. Racja
Vivi_09: Wybacz, że przeszkadzam, po prostu chciałam z tobą porozmawiać. Wiesz, nowa osoba, dołączająca do naszego chatu to naprawdę nowość. Szok, że inni nie traktują cię jak okazu
Sehun_ah: Dlaczego mieliby? Przecież to chyba normalne...
Vivi_09: Niby tak. Aczkolwiek Lama, jak wspomniała, jest w układach z adminem i zastrzegła sobie prywatność grupy dla nowych użytkowników. Fajnie, nie?
Sehun_ah: Ona chyba niezbyt lubi nowe osoby...
Vivi_09: Długo by oopwiadać, ale my wszyscy niezbyt przepadamy za nowymi członkami Hiraeth
Sehun_ah: A jednak mnie przyjęliście lepiej niż rodzina. To się ceni :( Dlaczego ich nie lubicie?
Vivi_09: To osobiste powody, po prostu każdy z nas woli zostać w takim składzie jaki jest. Właściwie to jak ci się tu żyje?
- Chyba powinienem się przyzwyczaić, że ludzie tutaj są troszkę dziwni - mruknął, wystukując odpowiedź na klawiaturze - W końcu to Yixing - westchnął, klikając "wyślij"
Sehun_ah: Oprócz ciebie pisałem z Kaiem i... to tyle. Ale myślę, że będzie jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że się zadomowię
Vivi_09: WOah! Kai z tobą pisał?
Sehun_ah: No tak...
Vivi_09: Dlaczego? Co mu się stało?
Sehun_ah: Przeprosił za "ostre słowa"
Vivi_09: To do niego niepodobne... Pisanie do kogoś nowego i to jeszcze w przyjaznym znaczeniu
Sehun_ah: Przyszedłem zmieniać świat. Może, cokolwiek zrobił, było mu głupio. Kto wie
Vivi_09: Kto wie, a teraz powiedz mi coś o sobie! Wydajesz się być ciekawy

<<>>
Podczas gdy na przedmieściach Seulu w jednym z betonowych bloków Sehun starał się wymyśleć najbardziej korzystnie brzmiacy opis siebie, który jednocześnie byłby wystarczająco krótki, by nie posądzić go o brak umiejętnośći w doborze  słów, a w gorszej wizji - narcyzm, po drugiej stronie kraju, tuż przy wyjezdzie z Gimhae w małym jednorodzinnym domku, przy laptopie siedział Jongin. 
Słaba stróżka światła dnia wpadała przez umieszony pod sufitem lufcik, oświetlajac bladą poświatą poszarzałe sciany, na których przyklejone plasteliną wisiały żółkniejące fotografie i wyblakłe notatki, mające grubo ponad kilkanaście lat.
Niegdyś, za czasów liceum, pomieszczenie to należało do jego ojca, teraz jedna tworzyło swoistą oazę dla niego samego.
Jongin opierał się o ścianę. Nogi miał wyciągnięte na rozkładanej kanapie, którą przed siedmiona miesiącami przytahał z salonu, a na jego udach spoczywał laptop z otwartą stroną główną Deatbooka. Od kilkunastu minut na drugiej karcie przeglądarki otworzone miał wiadomości, a wśród nich użytkownika, którym interesował się najbardziej. A głównym powodem tego był fakt, że admin bez uprzedzenia dodał go na ich własny grupowy chat.
Sehun wydawał się być wynikiem z kostek rzucanych przez los, który przysłał go do nich. Przecież każdy doskonale wiedział, że nic, ale to nic nie dzieje się bez przyczyny, więc, poddawszy się swoim myślom, które w końcu nie krążyły wokół Krisa, Hiraeth ani tej jednej, jedynej osoby, wystukał krótką wiadomość w okienku czatu i wcisnął enter.
KimKai: Cześć! Jesteś zajęty?
___________________________________________________________________________

ROZDZIAŁ CZWARTY
Odgłos stukania wybudził go z płytkiego snu, którym sypiał przez poprzedni tydzień. Słaby blask dnia zatapiał jego pokój w swojej szarości, idealnie kompunującej się z tym samym odcieniem ścian, gdy Jongin podniósł się do pozycji siedzącej i sięgnął po okulary. Założył je na nos i rozejrzał się po pokoju, w którym od kilku miesięcy nie zmieniło się zupełnie nic.
Szybka jedynego okienka w pokoju pozostawała tak samo przybrudzona, ciuchy, które zmieniał tylko po kąpieli leżały porozwalane przy niedużej szafie, stojącej w rogu pomieszczenia, a laptop caly czas leżał obok niego.
- Nie ma mowy, żebym teraz wstawał - mruknął spojrzawszy na godzinę i opadł na łóżko z charakterystycznym dźwiękiem porwanej przez powietrze poszewki.
- Jongin, synku - głos jego mamy, zmusił opadające powieki do walki ze zmęczeniem.
- Czego chcesz?
- Nie bądź dla mnie niemiły - odparła, podczas, gdy po drugiej stronie drewnianych drzwi zamykanych na klucz, który leżał bezpiecznie pod jonginowym budzikiem, coś stuknęło o podłogę - Przyniosłam ci śniadanie, gdy przyjdę tutaj po raz drugi mam widzieć czyste talerze, jasne?
Jej głos wydawał się być srogi i groźny, jednak Jongin wyczuwał w nim nutę rozbawienia i czystej troski, za którą ją podziwiał. Jego mama była naprawdę specyficzną kobietą, dla której przede wszystkim liczyłą się rodzina i jej dobro, a Jongin był podobny. Wielu mówiło, że są niemal idealnymi kopiami charakteru. Nie potrafił jej odmówić wielu rzeczy, dlatego też uśmiechnął się delikatnie, patrząc wprost na drzwi, gdy jego dłoń poszukwiała kluczyka.
- Dziękuję mamo - odpowiedział, a gdy oddalające się kroki upewniły go, że jego mama wróciła do kuchni, by zająć się śniadaniem dla jego straszej siostry i ojca, odetchnął i otworzył drzwi.
Zapach ciepłego jedzenia wypełnił jego pokój i sprawił, że chłopak niemal od razu zrobił się głodny. Wciągnął tackę wypełnioną zbyt dużą ilością jedzenia, by mógł zjeść wszystko na raz i zamknął z trzaskiem drzwi.
Oprócz talerza z jajecznicą i miseczki z owocami otrzymał też dwa kubki herbaty i trzy maślane rogaliki. Ułożył wszystko na biórku i siegnał po laptopa. Miał zamiar zjeść to później. Jego mama i tak przyszłaby przed obiadem, jak codziennie.
Na Deathbook czekały na niego cztery nieprzeczytanie wiadomości. Kliknął w pierwszą z nich.
Sehun_ah: NIE MOGĘ SPAĆ
Sehun_ah: Mam jutro ważny test, a nie mogę zasnąć
Vivi_09: Może mleko i ciastka pomogą?
CreepySaladPCY: To na Mikołaja działa, nie na sen, choć z tym mlekiem możesz spróbować
CreepySaladPCY: Albo przestań się stresować, idioto
Sehun_ah: Wcale się nie stresuję, tydzień uczyłem się do tego tesu
Vivi_09: Więc nawet nie marudź, tylko idź spać, jest trzecia w nocy
Sehun_ah: Nie krzycz na mnie :(
Sehun_ah: Jeśli nie zasnę, to znów napiszę
Jongin uniósł brew z rozbawieniem, czytając kolejne wiadomości. Nie spodziewał się niczego innego jak zwykłych przyziemnych spraw z życia jego przyjaciół. Zapowiadał się kolejny spokojny, być może spokojny, dzień.

KimKai: Wstałem, w końcu jestem wyspany
Vivi_09: W końcu. Czy ty wiesz, która jest godzina?
Jongin spojrzał na zegarek i wywrócił oczami.
KimKai: Trzy po dziesiątej. Jak tam nasz baby, usnął?
Vivi_09: Z pewnością, skoro nie marudził XD
Vivi_09: Znikam, oglądam film
KimKai: Miłego oglądania!
Jongin wyszedł z Hiraeth i kliknął w kolejne okienko, ukazujące nieprzeczytaną wiadomość. Ta konkretna była od Sehuna, z którym pisał regularnie od ponad tygodnia. Wprawdzie nie wiedział, że uda im się utrzymać rozmowę dłużej niż kilka godzin, góra dzień, jednakże los czasami lubił go zaskakiać miłymi niespodziankami. Tą jedną była regularna rozmowa z Sehunem, z którym naprawdę dobrze mu się pisało.
Początkowo nie miał dobrego zdania o nim, kiedy po raz pierwszy ujrzał go na czacie. W końcu nikt z nowych użytkowników nie miał prawa dołączać do ich czatu, ale nie miał zamiaru wyżywać się na Bogu ducha winnemu nastolatkowi, który i tak z pewnością nie miał pojęcia w jakie bagno się pakuje. Był zmęczony, pamiętał, że nie spał tamtej nocy więcej niż półtorej godziny, podirytowany, rozdrażniony, zdenerwowany i finalnie zmartwiony do takiego stopnia, że nie pootrafił znaleźć sobie miejsca w tej klitce, która teraz była jego pokojem. Nie mogąc się skontaktować z przyjacielem, począł przeglądać wszelkie foraz z najnowszymi wiadomościami i pisać do admina z pytaniami, na które była oczywista odpowiedź - "To jego decyzja"
Przez tydzień przyzwyczaił się do uczucia zmartwienia ciążącego mu na sercu do tego stopnia, że funkcjonował niemal tak samo jak przed zniknięciem Tao. Jongin był doprawdy elastyczny, jesli chodziło o przstosowanie się do realiów. Może włąśnie dlatego do tej pory nie zwariował.
Spojrzał na ekran i ignorując poprzenie wiadomości Sehuna, wystukał nową wiadomość.

KimKai: Jak poszedł ci test?
Odpowiedź od chłopaka przyszła nade prędko.
Sehun_ah: WŁAŚNIE GO PISZĘ
Sehun_ah: Jaka jest data ustanowienia granicy między dwiema Koreami???

Jongin zaśmiał się i pokręcił głową. Czasami tęsknił za momentami spędzonymi w szkole. .


<<>>
Tydzień po pierwszej rozmowie z Vivi, drugiej próbie podjęcia rozmowy przez Kaia i trzy godziny po napisanym teście z historii, Sehun przekroczył próg domu z ulgą wymalowaną na twarzy. Temeratura, mimo nadchodzącej jesieni, nie ustępowała, a wokół można było widzieć dzieci, mniejsze i większe, te chodzące do przedszkola, jak i te, które przedszkole skończyły kilkanaście lat temu, ubrane w krótkie ciuchy. Nastolatki ubrane w jeszcze skąpsze bluzki, z koronkami lub bez, na ramiączka; szerokie, krótkie, a wśród nich Sehun - ubrany w czarną bluzę z długim rękawkiem, długie jeansowe spodnie i maseczce na twarzy, odprowadzany niemal pod same drzwi bloku przez zdziwione i zdegustowane spojrzenia otoczeni zarezerwowane dla dziwaków spotykanych na ulicy..
Już w korytarzu odetchnął z ulgą, gdy otoczył go przeyjemny chłód, przebijająćy się przez warstaę ubrań, a w mieszkaniu, niemal uśmiechnął się, widząc dwa z trzech okien w salonie i jedno w kuchni otwarte na całą szerokość, oraz wiatr targająćy pożółkłymi od dmu papierosowego firanami
Church leżał wyciągnięty na oparciu kanapy, pod niewyobrażalnie ostrym kątem, igrając z zasadami fizyki i całą formułką mówiącą o grawitacji.
Sehun rozejrzał się po korytarzu i z precyzją przedostał się przez rzucane od strony południowej salonu oraz kuchni snopy słonecznych promieni, sięgajacych aż do korytarzowych paneli.
Kątem oka ujrzał stojącą na kuchennym stole butelkę z przyczepioną karteczką, ale zignorował ją, odkładając sprawdzenie jej na później.
Wrzucił plecak wypełniony książkami do pokoju i zdjął bluzę, czując jak zimny podmuch porywa materiał jego koszulki. Momentalnie zrobiło mu się zimno, co przyjął z uciechą i wyciągnął komórkę z kieszeni jeansów, odrzucając w międzyczasie bluzę na obrotowe krzesło stojące przy jego biórku. Pierwszym jego ruchem było okienko z wiadomościami od Kaia.
Sehun_ah: Dlaczego nie napisałeś mi daty podziału Korei?
Sehun_ah: Przez ciebie nie zdam, wiesz?
Odpowiedź tym razem nadeszła po chwili, w której Sehun zdążył otworzyć okno i poskładać zmietą pościel.
KimKai: Dlatego że powinieneś się uczyć, a  nie pytać o to innych
Sehun_ah: Okropny /wzdech/
KimKai: Tak naprawdę nie znam tej daty. Właściwie to nie mam pojęcia o historii, zapomniałem nawet jak wygląda podręcznik
Sehun_ah: I kto to mówi o uczeniu się, kiedy sam nie pamięta jak wygląda podręcznik?
KimKai: Nie zrozuimesz. Możemy już o tym nie mówić?
Sehun_ah: Nie jestem głupi, ale w porządku. Jak się czujesz?
KimKai: Niedawno wstałem, po tym jak ci odpisałem
Sehun_ah: Dobrze ci tak. Nie byłeś dzisiaj w szkole?
KimKai: Dlaczego najpierw nie spytasz mnie o wiek? :>
Sehun zamrugał kilka rozy i pokiwał głową. Kai - Sehun jeden zero. Fakt, że w tekście reklamującym stronę widniało słowo "nastolatkowie" było znikomym potwierdzeniem na to, iż na grupie rzeczywiście byli sami nastolatkowie.
Sehun_ah: Masz rację...
KimKai: Nie chodzę do szkoły, a to kolejny z tematów, na które nie chcę rozmawiać. Po prostu tam nie chodzę i już
Sehun_ah: Ale dlaczego?
KImKai: To nie jest miejsce, w którym wytrzymałbym psychicznie
- Może to przez szkołę tutaj jest? - spytał sam siebie, marszcząc brwi. Łóżko ugiło isę pod dodatkowym ciężarem, a ciche mruczenie wypełniło pokój. Stawiając delikatnie kroki, Church wspiął się na jego uda, a potem na brzuch, gdzie zakręcił kółko i ułozył się wygodnie - Jak myślisz, Churchie?
Nim wystukał odpowiedź, na ekranie pojawiła isę nowa wiadomość.
KimKai: Masz dzisiaj dzień zadawania złych pytań. Niemal czuję jak myślisz nad kolejnym. Lepiej go nie zadawaj tylko powiedz mi jak ty się czujesz
- Szlag, przejrzał mnie - mruknął do siebie
Sehun_ah: Niedawno wróciłem do domu. Na dworze dzieje się prawdziwe piekło
KimKai: Słyszałem, że temperatury skaczą-
Sehun_ah: Nie skaczą! Są dzień w dzień tak samo wysokie
KimKai: Lama mówiła, że skaczą, zresztą, zobacz co pisała na Hiraeth
 Posłusznie wyszedł z czatu prywatnego i kliknął w ten grupowy. Wiadomości nie było zbyt wiele, a rozmowa nadal się toczyła.

Hiraeth
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Słuchajcie, bo pogoda u mnie to komedia. Chciałam sprawdzić jaka jest dziś rano pogoda, więc otworzyłam okno, mam tam termometr przyczepiony do ściany, a ten pokazywał dzisiaj jakieś 25 stopni. Myślę sobie, że to super, ubiorę lekkie ciuchy i może w końcu krótki rękaw. Wyszłam na dwór, ubrana, a tu jak nagle nie jebnie piorunem i nie zaleje deszczem-
lLaMaInMyLiViNgRoOm: W ciągu minuty stałam się przemoknięta do ostatniej nitki
CreepySaladPCY: HAHAHAHA, Dobrze ci tak, Lamciu
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  To nie koniec!
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Kiedy wróciłam do domu, żeby się przebrać, nagle burza minęła, a zza chmurek wyszło słoneczko
Vivi_09: Pogoda w Nowym Orleanie to stan umysłu, prawda?0
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Cieszę się, że niedługo wracam do Korei. Trzy dni mnie wykończyły
Vivi_09: Ciesze się, że nie muszę dzisiaj nigdzie wychodzić
KimKai: Ani ja
CreepySaladPCY: X D
Vivi_09: H5, Kai. Nie wyjdźmy kiedyś razem
KimKai: W porząsiu
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Chłopcy
Vivi_09: EKHM
lLaMaInMyLiViNgRoOm: I dziewczęta*
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Lecę spać, żegnam się
CreepySaladPCY: JUŻ?!
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Mam tutaj za kwadrans pierwsza... Przydałoby mi sieiść spać, jeśli jutro mam wyjść z Jacksonem na zmianę
Sehun_ah: Tak właściwie to po co tam poleciałaś?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Jednorazowo do pracy. Muszę opłacić semestr w szkole. Jeśli tego nie zrobię to mnie wyleją, rodzina mnie znienawidzi jeszcze bardziej niz teraz (o ile to możliwe xD) a ja skończę na bruku, bo mieszkanie opłacam z weekendówki
Vivi_09: Ja to bym napisała "Bo tak"
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Bo tak!*
Sehun_ah: Wow, nie wiedziałem, że ktoś z was mieszka sam...
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Mieszkam z Jacksonem, ale to nie zmienia faktu, ŻE muszę opłacić swoją połowę mieszkania
CreepySaladPCY: Poczułem się jak dziecko, bo w tym momencie moja mama spytała czy mam coś do prania
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Idź robić pranie Pycy, nie podsłuchuj, gdy dorośli rozmawiają
CreepySaladPCY: Dorośli-
Vivi_09: Jestem tylko rok młodsza od ciebie
KimKai: A ja dwa
CreepySaladPCY: Jestem w wieku Vivi...
Sehun_ah: Zastanawiam się czy jestem od was bardzo dużo młodszy
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Ile masz lat?
Sehun_ah: 17
CreepySaladPCY: Nie masz się czym martwić
CreepySaladPCY: Kai też ma 17!
Kris.sirK dołączył do konwersacji.
Vivi_09: Kai, bądź spokojny
KimKai: Czego chcesz, wywłoko?
CreepySaladPCY: Kai, proszę cię
Kris.sirK: Yeol, czy możesz na chwilę uspokoić swojego przyjaciela? Przyszedłem, żeby wam coś powiedzieć, ale widzę, że jesteśmy w powiększonym składzie.
Sehun_ah: Cześć...?
Kris.sirK: Cześć. Jeszcze się nie znamy, jak mniemam?
Sehun_ah: Nie było okazji
KimKai: Nie rozmawiaj z nim. Ponawiam pytanie; czego chcesz?
Kris.sirK: Jaki buntowniczy, mr.
Kris.sirK: Zawiesili poszukiwania Tao na podstawie braku dowodów w sprawie.
KimKai: Ty sobie z nas żartujesz, prawda?
Kris.sirK: Czy ja kiedykolwiek żartuję?
KimKai: Nienawidzę cię
Kris.sirK: Masz prawo
KimKai: Kolejna osoba, pogratulować ci?
KimKai: Pewnie już masz na celowniku swoją nową ofiarę
Kris.sirK: Może. Może, kto wie.
CreepySaladPCY: Przestancie obydwoje
KimKai: Jakim prawem on w ogóle jest na Hiraeth, co?
Sehun_ah: Kai, jest w porządku, tylko przekazuje wiadomość
KimKai: Nie broń go do cholery
Kris.sirK: Dziękuję Hunnie, nie wiem co tego osobnika ugryzło
Vivi_09: Jeśli już skończyłeś to stąd wyjdź. Myślę, że dla atmosfery będzie to najlepsze
Kris.sirK: Przekroczyłem limit zmian. Chwilę tutaj z wami pobędę.
KimKai: Ja pierdole XDD
KimKai opuścił grupę.
<<>>
Siedząc na podłodze tuż obok łóżka, na którym zmięta kołdra tworzyła prowizoryczny ogromny kokon, Kim Jongin
Sehun_ah: Tylko się nie denerwuj, dobrze?
KimKai: Nie uspokajaj mnie
KimKai: Mogę cię do cholery o to prosić?
Sehun_ah: Tak... Tylko  naprawdę nie chciałbym, żebyś miał zły humor przez niego
KimKai: Tao może teraz leżeć gdzieś w lesie, wyziębiony, może na wpół żywy, a ten kretyn, ta wywłoka, każe mi sobie gratulować?
KimKai: Tacy ludzie nie powinni żyć, dlaczego nie targnął się na siebie za pierwszym razem, co? Byłby taki spokój
Sehun_ah: Wiem, ale na pewno go zgarną. Nie ujdzie mu to na sucho


ROZDZIAŁ CZWARTY
Odgłos stukania wybudził go z płytkiego snu, którym sypiał przez poprzedni tydzień. Słaby blask dnia zatapiał jego pokój w swojej szarości, idealnie kompunującej się z tym samym odcieniem ścian, gdy Jongin podniósł się do pozycji siedzącej i sięgnął po okulary. Założył je na nos i rozejrzał się po pokoju, w którym od kilku miesięcy nie zmieniło się zupełnie nic.
Szybka jedynego okienka w pokoju pozostawała tak samo przybrudzona, ciuchy, które zmieniał tylko po kąpieli leżały porozwalane przy niedużej szafie, stojącej w rogu pomieszczenia, a laptop caly czas leżał obok niego.
- Nie ma mowy, żebym teraz wstawał - mruknął spojrzawszy na godzinę i opadł na łóżko z charakterystycznym dźwiękiem porwanej przez powietrze poszewki.
- Jongin, synku - głos jego mamy, zmusił opadające powieki do walki ze zmęczeniem.
- Czego chcesz?
- Nie bądź dla mnie niemiły - odparła, podczas, gdy po drugiej stronie drewnianych drzwi zamykanych na klucz, który leżał bezpiecznie pod jonginowym budzikiem, coś stuknęło o podłogę - Przyniosłam ci śniadanie, gdy przyjdę tutaj po raz drugi mam widzieć czyste talerze, jasne?
Jej głos wydawał się być srogi i groźny, jednak Jongin wyczuwał w nim nutę rozbawienia i czystej troski, za którą ją podziwiał. Jego mama była naprawdę specyficzną kobietą, dla której przede wszystkim liczyłą się rodzina i jej dobro, a Jongin był podobny. Wielu mówiło, że są niemal idealnymi kopiami charakteru. Nie potrafił jej odmówić wielu rzeczy, dlatego też uśmiechnął się delikatnie, patrząc wprost na drzwi, gdy jego dłoń poszukwiała kluczyka.
- Dziękuję mamo - odpowiedział, a gdy oddalające się kroki upewniły go, że jego mama wróciła do kuchni, by zająć się śniadaniem dla jego straszej siostry i ojca, odetchnął i otworzył drzwi.
Zapach ciepłego śniadania wypełnił jego pokój i sprawił, że chłopak niemal od razu zrobił się głodny. Wciągnął tackę wypełnioną zbyt dużą ilością jedzenia, by mógł zjeść wszystko na raz i zamknął z trzaskiem drzwi.
Oprócz talerza z jajecznicą i miseczki z owocami  otrzymał też dwa kubki herbaty i trzy maślne rogaliki, które postanowił zostawić sobie na później. Ułożył wszysto na biórku i sięgnął po laptopa z zamiarem sprawdzenia wiadomości. Śniadanie miał zamiar zjeść później, bo doskonale wiedział, że jego mama i tak przyjdzie przed obiadem, jak każdego dnia, by zostawić mu kolejną tackę. Czasami czuł się winny dlatego, że kobieta, która kocha go całym sercem musi spotkać się z jego chłopdnym zachowaniem i widokiem zamkniętych na klucz drzwi.
Ale Jongin nie miał wyboru, nazywał to siłą wyższą.
Wszedł na odpowiednią stronę i kliknął w odpowiednie zakłądaki i linki, by po chwili mieć ekran wypełniony powiadomieniami o wiadomościach. Nie było ich wiele - zaledwie cztery, w tym jedna z grupowego czatu. Kliknął właśnie w tę, chcąc wiedzieć co się działo, gdy on smacznie spał.
Hiraeth
Sehun_ah: NIE MOGĘ SPAĆ
Sehun_ah: Mam jutro ważny test, a nie mogę zasnąć
Vivi_09: Może mleko i ciastka pomogą?
CreepySaladPCY: To na Mikołaja działa, nie na sen, choć z tym mlekiem możesz spróbować
CreepySaladPCY: Albo przestań się stresować, idioto
Sehun_ah: Wcale się nie stresuję, tydzień uczyłem się do tego tesu
Vivi_09: Więc nawet nie marudź, tylko idź spać, jest trzecia w nocy
Sehun_ah: Nie krzycz na mnie :(
Sehun_ah: Jeśli nie zasnę, to znów napiszę
Jongin zaśmiał się pod nosem, sięgając po kubek herbaty. Nie słodził. Kolejne wiadomości dotyczyły fabuły filmu, którego i tak nie oglądał, więc przewinął stronę do samego końca, a potem wystukał wiadomość.
KimKai: Wstałem, w końcu jestem wyspany
Vivi_09: W końcu. Czy ty wiesz, która jest godzina?
Jongin spojrzał na zegarek i wywrócił oczami.
KimKai: Trzy po dziesiątej. Jak tam nasz baby, usnął?
Vivi_09: Z pewnością, skoro nie marudził XD
Vivi_09: Znikam, oglądam film
KimKai: Miłego oglądania!
Jongin wyszedł z Hiraeth i kliknął w kolejne okienko, ukazujące nieprzeczytaną wiadomość. Ta konkretna była od Sehuna, z którym pisał regularnie od ponad tygodnia. Wprawdzie nie wiedział, że uda im się utrzymać rozmowę dłużej niż kilka godzin, góra dzień, jednakże los czasami lubił go zaskakiać miłymi niespodziankami. Tą jedną była rozmowa z Sehunem, z którym naprawdę dobrze mu się pisało.
Początkowo nie miał dobrego zdania o nim, kiedy po raz pierwszy ujrzał go na czacie. W końcu nikt z nowych użytkowników nie miał prawa dołączać do ich czatu, ale nie miał zamiaru wyżywać się na Bogu ducha winnemu nastolatkowi, który i tak z pewnością nie miał pojęcia w jakie bagno się pakuje. Był zmęczony, pamiętał, że nie spał tamtej nocy więcej niż półtorej godziny, podirytowany, rozdrażniony, zdenerwowany i finalnie zmartwiony do takiego stopnia, że nie pootrafił znaleźć sobie miejsca w tej klitce, która teraz była jego pokojem. Nie mogąc się skontaktować z przyjacielem, począł przeglądać wszelkie fora z z najnowszymi wiadomościami i pisać do admina z pytaniami, na które była oczywista odpowiedź - "To jego decyzja"
Przez tydzień przyzwyczaił się do uczucia zmartwienia ciążącego mu na sercu do tego stopnia, że funkcjonował niemal tak samo jak przed zniknięciem Tao. Jongin był doprawdy elastyczny, jesli chodziło o przstosowanie się do realiów. Może włąśnie dlatego do tej pory nie zwariował.
Spojrzał na ekran i ignorując poprzenie wiadomości Sehuna, wystukał nową wiadomość.
KimKai: Jak poszedł ci test?
Odpowiedź, ku jego zdziwieniu nadeszła nade prędko
Sehun_ah: Właśnie go piszę!
Sehun_ah: Nie mam pojęcia jaka jest data ustanowienia granicy między dwiema Koreami
Sehun_ah: To był 30 południk czy równoleżnik?
Jongin zaśmiał się i upij herbatę. Czasami przyłapywał się na tęsknoscie za przyziemnymi sprawaim jakimi była szkoła testy, zaliczenia przedmiotów i wszystkie inne rzeczy, z którymi ma problem przeciętny nastolatek.


<<>>
Tydzień po pierwszej rozmowie z Vivi, drugiej próbie podjęcia rozmowy przez Kaia i trzy godziny po napisanym teście z historii, Sehun przekroczył próg domu z ulgą wymalowaną na twarzy. Temeratura, mimo nadchodzącej jesieni, nie ustępowała, a wokół można było widzieć dzieci, mniejsze i większe, te chodzące do przedszkola, jak i te, które przedszkole skończyły kilkanaście lat temu, ubrane w krótkie ciuchy. Nastolatki ubrane w jeszcze skąpsze bluzki, z koronkami lub bez, na ramiączka; szerokie, krótkie, a wśród nich Sehun - mający na sobie czarną bluzę z długim rękawkiem, długie jeansowe spodnie i maseczkę na twarzy, odprowadzany niemal pod same drzwi bloku przez zdziwione i zdegustowane spojrzenia otoczenia zarezerwowane dla dziwaków spotykanych na ulicy, którzy nosili ekologiczne ubrania ze śmieci.
Już w korytarzu odetchnął z ulgą, gdy otoczył go przyjemny chłód, przebijający się przez warstaę ubrań, a w mieszkaniu, niemal uśmiechnął się, widząc dwa z trzech okien w salonie i jedno w kuchni otwarte na całą szerokość, oraz wiatr targający pożółkłymi od dymu papierosowego firanami.
Church leżał wyciągnięty na oparciu kanapy, pod niewyobrażalnie ostrym kątem, igrając z zasadami fizyki i całą formułką mówiącą o grawitacji i najprawdopodobniej miał gdzieś, że jego pan wrócił do domu.
Sehun rozejrzał się po korytarzu i z precyzją przedostał się przez rzucane od strony południowej salonu oraz kuchni snopy słonecznych promieni, sięgajacych aż do korytarzowych paneli.
Otworzył drzwi pokoju z cichym skrzypnięciem i wślizgnał się do środka. Zdjął bluzę, czując jak zimny podmuch porywa materiał jego koszulki. Momentalnie zrobiło mu się zimno, co przyjął z uciechą i wyciągnął komórkę z kieszeni jeansów, odrzucając w międzyczasie bluzę na obrotowe krzesło stojące przy jego biórku. Niemal odruchowo kliknął w okienko z wiadomościami od Kaia.
Sehun_ah: Zignorowałeś moją prośbę o pomoc. Jeśli nie zdam - to twoja wina
Odpowiedź tym razem nadeszła po chwili, w której Sehun zdążył otworzyć okno i poskładać zmietą pościel.
KimKai: Powinieneś się uczyć, a nie prosić o pomoc innych
Sehun_ah: Uczyłem się cały tydzień!
KimKai: Więc nie powinieneś mieć kłopotu z napisaniem prawidłowej odpowiedzi
Sehun_ah: Jesteś dla mnie dziś okropny /wzdech/
KimKai: Właściwie to z chęcią bym ci pomógł, ale nie mam pojęcia jaka jest odpowiedź
KimKai: Nawet nie wiem jak wygląda podrecznik
Sehun_ah: I kto to mówi o uczeniu się, kiedy sam nie pamięta jak wygląda podręcznik?
KimKai: To jest naprawdę ciekawa historia, której ci nie opowiem
Sehun_ah: A to dlaczego?
KimKai:  Ponieważ
Sehun_ah: Ponieważ?
KimKai: Nie chcę sobie psuć humoru bardziej niż jest
Sehun_ah: Znów myślałeś o Tao?
KimKai: Zdarzyło mi się, choć dla własnego zdrowia próbuję tego nie robić
Ktoś mógłby nazwać Kaia egoistą, ale nie Sehun, który doskonale wiedziął jak chłopak się czuje. Może nie był w takiej samej sytuacji, nawet nie miał do czynienia z podobnym podłożem problemu, ale gdy ktoś odchodzi, wiedział, że najlepszm rozwiązaniem jest zajęcie myśli zupełnie czymś innym.
Sehun_ah: Chciałbyś o tym porozmawiać?
KimKai: Nie. Daję radę. Lepiej powiedz mi jak się dziś czujesz
Zanim Sehun odpowiedział, odsunął kciuki od ekranu komórkowego, zastanawiając się jak się czuje.
Czuł się dobrze, jednocześnie czując się przygnębionym. Pozytyne uczucia jednak były o kilka stopni większe, zaś negatywne, zwłaszcza zmartwienie, które zaczęło mu towarzyszyć, silniejsze.
Sehun_ah: Jest w porządku. A ty?
KimKai: Przed chwilą ci to powiedziałem. Poza tymi myslami jest chyba dobrze. Czuje się tak, jakbym był poza ciałem, jeśli wiesz o czym mówię
Sehun wiedział. Czasami czuł się podobnie "poza ciałem", był w pomieszczeniu jedynie ciałem i myślami, jednak on, ta osoba, siedząca w środku niego, czułą zupełnie inne powietrze, widziałą zupełnie inne kolory i wtedy wszystko wydawało się być lepsze. Zadziwiające, jak bardzo Kai trafił w sedno z nazwaniem tego uczucia.
Sehun_ah: Wiem, to całkiem przyjemnę
KimKai: Zależy dla kogo. Wróciłeś już ze szkoły?
Sehun_ah: Tak, a ty?
KimKai: Nie byłem w niej. Poza tym dlaczego najpierw nie spytasz mnie o wiek?
Sehun zamrugał kilkakrotnie, czując się przyłapany na oczywistym błedzie. Każdy użytkownik internetowych witryn wiedział, że nie zawsze słowo "nastolatki" w haśle portalu oznaczało, że użytkownicy to same nieletnie osoby.
Sehun_ah: Masz rację. Mój błąd
Zanim zaś Sehun zdążył napisać kolejną wiadomość, na ekranie pojawiła się jedna dłuższa, zupełnie jakby Kai nie spodziewał się odpowiedzi na poprzednie zdanie.
KimKai: Nie chodzę do szkoły, dlatego też nie wiem jak wyglądają podręczniki i nie pamietam podstawowych dat z historii, pojęć z biologii i wzorów matematycznych
Sehun_ah: Więc tak po prostu uczymy się, by mieć papierek?
Minęła chwila, potem kolejna i kolejna, zanim odpowiedź nadeszła, a wraz z nią uśmiech na ustach Sehuna. Nagle zaczął wyobrażać sobie siedzącego po drugiej stronie ekranu Kaia, mającego ponad dwadzieścia pięć lat, który mimo wszystko rozmawiał z takim dzieciakiem jak on.
KimKai: Mniej więcej tak. Jaka jest u ciebie pogoda? Słyszałem, że temperatury skaczą.
Sehun_ah: Nie skaczą! Są dzień w dzień tak samo wysokie. Jest piekło na ziemi
KimKai: Lama mówiła, że skaczą, zresztą, zobacz co pisała na Hiraeth
Sehun wyszedł z konwersacji z Kaiem i kliknął w grupowy czat, na którym nadal działa się rozmowa.

Hiraeth
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Słuchajcie, bo pogoda u mnie to komedia. Chciałam sprawdzić jaka jest dziś rano pogoda, więc otworzyłam okno, mam tam termometr przyczepiony do ściany, a ten pokazywał dzisiaj jakieś 25 stopni. Myślę sobie, że to super, ubiorę lekkie ciuchy i może w końcu krótki rękaw. Wyszłam na dwór, ubrana, a tu jak nagle nie jebnie piorunem i nie zaleje deszczem-
lLaMaInMyLiViNgRoOm: W ciągu minuty stałam się przemoknięta do ostatniej nitki
CreepySaladPCY: HAHAHAHA, Dobrze ci tak, Lamciu
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  To nie koniec!
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Kiedy wróciłam do domu, żeby się przebrać, nagle burza minęła, a zza chmurek wyszło słoneczko
Vivi_09: Pogoda w Nowym Orleanie to stan umysłu, prawda?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Cieszę się, że niedługo wracam do Korei. Trzy dni mnie wykończyły
Vivi_09: Ciesze się, że nie muszę dzisiaj nigdzie wychodzić
KimKai: Ani ja
CreepySaladPCY: X D
Vivi_09: H5, Kai. Nie wyjdźmy kiedyś razem
KimKai: W porząsiu
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Chłopcy
Vivi_09: EKHM
lLaMaInMyLiViNgRoOm: I dziewczęta*
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Lecę spać, żegnam się
CreepySaladPCY: JUŻ?!
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Mam tutaj za kwadrans pierwsza... Przydałoby mi sieiść spać, jeśli jutro mam wyjść z Jacksonem na zmianę
Sehun_ah: Tak właściwie to po co tam poleciałaś?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Jednorazowo do pracy. Muszę opłacić semestr w szkole. Jeśli tego nie zrobię to mnie wyleją, rodzina mnie znienawidzi jeszcze bardziej niz teraz (o ile to możliwe xD) a ja skończę na bruku, bo mieszkanie opłacam z weekendówki
Vivi_09: Ja to bym napisała "Bo tak"
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Bo tak!*
Sehun_ah: Wow, nie wiedziałem, że ktoś z was mieszka sam...
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Mieszkam z Jacksonem, ale to nie zmienia faktu, ŻE muszę opłacić swoją połowę mieszkania
CreepySaladPCY: Poczułem się jak dziecko, bo w tym momencie moja mama spytała czy mam coś do prania
lLaMaInMyLiViNgRoOm:  Idź robić pranie Pycy, nie podsłuchuj, gdy dorośli rozmawiają
CreepySaladPCY: Dorośli-
Vivi_09: Jestem tylko rok młodsza od Lamy
KimKai: A ja dwa
CreepySaladPCY: Jestem w wieku Vivi...
Sehun_ah: Zastanawiam się czy jestem od was bardzo dużo młodszy
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Ile masz lat?
Sehun_ah: 17
CreepySaladPCY: Nie masz się czym martwić
CreepySaladPCY: Kai też ma 17!

- Hej, co to ma być? - mruknął do siebie, wracając na prywatne wiadomości wymieniane z Kaiem.
Sehun_ah: Mówiłeś, że nie chodzisz do szkoły!
KimKai: Bo tam nie chodzę
Sehun_ah: Więc nie rozumiem, dlaczego?
KImKai: To nie jest miejsce, w którym wytrzymałbym psychicznie
- Może to przez szkołę tutaj jest? - spytał sam siebie, marszcząc brwi. Łóżko ugiło isę pod dodatkowym ciężarem, a ciche mruczenie wypełniło pokój. Stawiając delikatnie kroki, Church wspiął się na jego uda, a potem na brzuch, gdzie zakręcił kółko i ułozył się wygodnie - Jak myślisz, Churchie?
Nim wystukał odpowiedź, na ekranie pojawiła się nowa wiadomość.
KimKai: Masz dzisiaj dzień zadawania złych pytań. Niemal czuję jak myślisz nad kolejnym. Lepiej go nie zadawaj tylko powiedz mi jak ty się czujesz
- Szlag, przejrzał mnie - mruknął do siebie
Sehun_ah: Już o to pytałeś. Bez zmian
Westchnął i w wyniku kilku kliknięć ponownie znalazł się na grupowym czacie, mając nadzieję na jakiś temat, w którym będzie mógłwziąć udział, a który nie będzie dotyczyć urody amerykańskich aktorów i gwiazd muzyki. Jednakże najwidoczniej zbyt mocno liczył na nowości, bo pierwsze co mu się rzuciło w oczy to nowa nzwa użytkownika.

Hiraeth
Kris.sirK dołączył do konwersacji.
Vivi_09: Kai, bądź spokojny
KimKai: Czego chcesz, wywłoko?
CreepySaladPCY: Kai, proszę cię
KimKai: Jestem spokojny
CreepySaladPCY: Prowokujesz
KimKai: W jego przypadku to jest komplement i słowa uznania
Kris.sirK: Yeol, czy możesz na chwilę uspokoić swojego przyjaciela? Przyszedłem, żeby wam coś powiedzieć, ale widzę, że jesteśmy w powiększonym składzie.
Sehun_ah: Cześć...?
Kris.sirK: Cześć. Jeszcze się nie znamy, jak mniemam?
Sehun_ah: Nie było okazji
KimKai: Nie rozmawiaj z nim. Ponawiam pytanie; czego chcesz?
Kris.sirK: Jaki buntowniczy, mr.
Kris.sirK: Przyszedłem was poinformować o przebiegu sprawy zaginiecia Tao. Stwierdziłem,  że skoro nazywaliscie się jego znajomymi to chcielibyscie wiedzieć.
KimKai: Do rzeczy i możesz wyjść
Kris.sirK: Zawiesili poszukiwania Tao na podstawie braku dowodów w sprawie.
KimKai: Ty sobie z nas żartujesz, prawda?
Kris.sirK: Czy ja kiedykolwiek żartuję?
KimKai: Nienawidzę cię
Kris.sirK: Masz prawo
KimKai: Kolejna osoba, pogratulować ci?
KimKai: Pewnie już masz na celowniku swoją nową ofiarę
Kris.sirK: Może. Może, kto wie.
CreepySaladPCY: Przestancie obydwoje
KimKai: Jakim prawem on w ogóle jest na Hiraeth, co?
Sehun_ah: Kai, jest w porządku, tylko przekazuje wiadomość
KimKai: Nie broń go do cholery
Kris.sirK: Dziękuję Hunnie, nie wiem co tego osobnika ugryzło
Vivi_09: Jeśli już skończyłeś to stąd wyjdź. Myślę, że dla atmosfery będzie to najlepsze
Kris.sirK: Przekroczyłem limit zmian. Chwilę tutaj z wami pobędę.
KimKai: Ja pierdole XDD
KimKai opuścił grupę.
Kris.sirK: Chyba go zdenerowowałem... xD
Vivi_09: Zwykle nie przeklinam, bo staram się utrzymać swój wizerunek w nienagannym stanie, ale
Vivi_09: Wypieprzaj stąd póki jestem spokojna
Kris.sirK: Stara dobra Vivi, tęskniłem za tym
Vivi_09: Nie zmuszaj mnie do tego
Kris.sirK: Zastanawiam się dlaczego wszyscy jesteście na mnie wściekli, skoro nie wiecie zupełnie nic, a to, co powiedziała Lamie matka Tao to bujdy
CreepySaladPCY: Bujdy?
Sehun_ah: Co za bujdy?
Kris.sirK: Nie znaliście Tao tak dobrze. Nikt z was, nawet ta pchła Kai, nie był jego przyjacielem. Przyszedłem tutaj tylko po to, by przekazać wam coś, co uświadomiłoby was, że to koniec, nawet jeśli to kłamstwo.
Kris.sirk: Tao już od dawna was nie dotyczy i dajcie mu w końcu spokój. Nie ma go i już go nie będzie
Sehun_ah: Dlaczego po prostu nie powiesz im co się stało tak naprawdę?
Kris.sirK: Hahah, wiesz dlaczego?
Kris.sirK: Bo jestem tym złym, czarnym charakterem, który robi wszstko, by utrudnić życie innym, zupełnie tak, jak sobie mnie wyobrażacie
<<>>

Jongin uderzł dłonią w śliski blat biurka z charakterystycznym plaskiem. Potem znów i znów. Powtarzał tę czynność aż do momentu, w którym jego dłoń pulsowała bólem, a kolor skóry wahał się na granicy różu i czerwieni. Wtedy zacisnął oczy i siłą woli wyparł wsztstkie myśli dotyczące Hiraeth, dotyczące Krisa oraz dotyczące Tao. Te ostatnie szczególnie nie potrafiły znaleźć ujścia z jego zaplątanego umyslu, spowitego zbyt negatywnymi emocjami, by uzyskać stabilość.
Był wściekły, przede wszystkim wściekły, a wściekość ta przewyższała wszystkie inne kotłujące się emocje, które nagle zalały jego ciało i wprawiły w początkowy stan osłupienia, by potem, powoli, w miarę kolejnych wysłanych wiadmości odnalazły swoje miejse i wcisnęły czerwony guzik autodestrukcji.
Czerwony guzik migał krwistą czerwienią, pulsował, przyprawiając o zawroty głowy i zabierł całą jasność umysłu, którą Jongin starał się utrzymać przez poprzedni tydzień - od wiadomości o domniemanym samobójstwie - a potem sprecyzowanym do zaginięcia Tao.
- Cholerny idiota - warknął pod nosem, podczas, gdy palce bez jego wiedzy wbijały paznokcie we wnetrzne dłoni, tworząc wgniecione półksiężyce.
Poza wściekłością, która zdecydowanie próbowała przejąć nad nim stery, wokół jego głowy wirowało zdezorientowanie i strach, które z chwili na chwilę rosły do rozmiarów najwyższego budynku na świecie, z odpowiadającym mu ciężarem, który tak po prostu opadał mu na ramiona i zdawałoby się - wbijał w ziemię.
Czuł, że panikuje, choć nad atakami paniki zaczął panować kilka tygodni wcześniej, podczas gdy jego życie stało się łańcuchem niepowodzeń, upstrzonym znienacka wybuchającymi koralikami, w postaci nagłych przykrych wydarzeń, które, mimo iż były codziennością, przytłaczały go do tego stopnia, że zaczerpnięcie pełnego, nie urywanego oddechu graniczyło z cudem.
Jak przez mgłę dotarł do niego dźwięk, który wprawił go w zaskoczenie, gdy tylko uświadomł sobie, że otrzymał nową wiadomość. Hiraeth już go nie totyczyło - przynajmniej przez jakiś czas, przynajmniej przez czas, w którym Kris tam był, a z Vivi pożegnał się kilka godzin temu, gdy ta postanowiła zająć się rozmową przez kamerkę z jednym z jej znajomych z Deathbook.
Jongin pozwolił sobie jeszcze przez chwilę przysłuchiwać się ciszy, która przerywana jedynie jego własnym oddechem wypełniała ściany piwnicy.
Potem otworzył oczy i położył dłoń na myszce.
Deathbook powiadamiało go o jednej nieprzeczytanej wiadomości, poza pozostałymi piętnastoma, które po prostu zignorował. Tak jak ignorował nieprzeczytane wiadomości, starał się ignorować fakt, że przynajmniej jedna trzecia tych osób nie jest wśród nich, a ich user zajmuje kolejne miejsce w Pokoju Spokojnego Snu. "Cmętarzysku" jak zwykli żartować inni użytkownicy. Jongin uważał,  że ta nazwa jest trafniejsza, lecz brzmi zbyt dosłownie i nie zawiera w sobie ani grama tajemniczości.
Sehun.
Sehun. Znów Sehun.
- Czego chcesz, dzieciaku? - spytał zdenerwowany. Kliknął w odpowiednią ikonę, by na ekranie pojawiła się ich rozmowa oraz nowa krótka wiadomość od Sehuna, który najwidoczniej nie miał pojęcia, że Jongin nie chce, naprawdę nie chce z nikim nie rozmawiać.
Sehun_ah: Możemy porozmawiać?
KimKai: Nie
Odpowiedź była równie posta co pytanie i wyszła spod jego palców niemal automatycznie.
Sehun_ah: Proszę, chcę ci zadać tylko jedno pytanie
KimKai: ...
KimKai: Czego chcesz?
Spodziewał się wszystkiego i tak naprawdę jego mózg bawił się z nim w strzał w dziesiątkę, wertując  najgłupsze i najbardziej oczywiste pytania, jakie Sehun mógł wymyślić. I tu również, został zaskoczony.
Sehun_ah: Church położył się na moim brzuchu i miauczy zupełnie jakby coś do mnie mówił, jak myślisz, czego może chcieć?
Jongin schował głowę w dłoniach i westchnął głośno. Następnie wystukał treść wiadomości.
KimKai: Kto to Church?
KimKai: I kimkolwiek to coś jest, dlaczego dałeś mu tak na imię?
Sehun_ah: To mój kot, jest taki puchaty i rudy. Moja mama go ta nazwała, to zdrobnienia od jakiejś ważnej osobistości
KimKai: Umarł ci już? Czy jeszcze nie?
Sehun_ah: Co...?
Usta Jongina drgnęły, widząc, że chłopak po drugiej stronie nie miał zielonego pojęcia o czym do niego mówi. Postanowił skupićsię na wątku rozmowy, by skutecznie wyprzeć złość, wściekłość, bezradność i strach zw swoich myśli. Zamiast tego poszukiwał spokoju pośród kolejnych odpisów.
KimKai: Wybacz. W jednej z książek mojego ulubionego autora jest taki motyw. Jeśli kicia ci umrze to grzebiesz ją w takim specjalnym miejscu, a potem ona wraca
Seun_ah: Prawie jak zombie... Lubisz czytać?
KimKai: Zdarza mi się.
Sehun_ah: Co najbardziej?
Mimo iż początkowo nie chciał wdawać się w dyskusje, by móc w samotności się uspokoić - odpisał. Książki były jednym z  ulubionych tematów do rozmowy. Pośród kilku znajomych, którymi się otaczał o książkach rozmawiał tylko z jedną osobą, dlatego też, gdy podczas ich rozmowy padały kolejne tytuły, widział przed oczami szeroki uśmiech sercowatych ust, błysk w ciepmych oczach i cichy szept pośród szarego świtu. I właśnie to działało na niego kojąco.
Uspokoił się, choć trwało to kilka godzin, aż doszczętnie pozbył się wszystkich gnegatywnych uczuć i pojął jaki cel miało głupie pytanie Sehuna, i poczuł wdzięczność wobec niego, że po prostu napisał mimo jego własnych protestów.
Był wdzięczny, kiedy jego ciałem zawładnął chwilowy nużący spokój.
Był naprawdę wdzięczny.
______________________________________


ROZDZIAŁ PIĄTY
Wrzesień miał się ku końcowi, gdy Jongdae po raz pierwszy stanął w progu mieszkania Sehuna ze swoją zmartwioną miną. Miał na sobie szeroką bluzę, w której jego małą postać tonęła, sprawiając, że i tak niski chłopak, stawał się jeszcze mniejszy, a jego przydłgą powykręcaną w każdą z możliwych stron czuprynę przykrywala czapka z daszkiem odwrócionym do tyłu.
- Jest twój ojciec? - spytał, stawiając na podłodzę deskorolkę. Sehun pokręcil głową, wpuszczjaąc go
- Jest u jednej ze swoich księzniczek - westchnął w odpowiedzi, zamykając drzwi na klucz.
Jongdae w tym czasie rozpiął bluzę, zdjął buty i ułożył je na specjalnej szafeczce przeznaczonej na obuwie, a czapkę odwiesił na wieszak. Sehun przygladał mu się z nieukrywaną ciekawością, rejestrująć każdą z małych pomyłek widocznie roztargnionego chłopaka.
- Coś się stało? - zaczął, ale Jongdae uniósł dłoń, jakby nasłuchując - Zachowujesz się dziwnie - stwierdził, chwytająć chłopaka za nadgarstek. Zmusił go do ruszenia się z miejsca i przekroczenia progu kuchni, w któej temperatura ulegała drastycznej zmianie. Wchodząc do kuchni można było poczuć się niczym pieczeń wsuwana do piekarnika przez wprawionego kucharza. Sehun wskazałodsunięte od stołu krzesło, zupełnie jakby od kilku godzin czekało aż Jongdae zajmie miejsce, i odwrócił się do syczącego na patenii dania.
Church miauknął i pomachał ogonem, siedząc tuż obok. Wlepił spojrzenie w Jongdae i poruszł uszami.
- Jongdae, mówię do ciebie - Sehun westchnął, przewracając przywierającąmięsną papkę do pateli i zmarszczył nos. Zwykle kucharz był z niego przeciętny, ale tego dnia widocznie zgubił gdzieś swoje umiejęności gotowania.
- Wszystko w porządku - usłyszał w odpowiedzi. Nie uwierzył. Głownie dlatego, że głos Jongdae zadrgał pomiędzy sylabami.
Sehun wyłączył gaz i pozwolił, by Church wyprzedził go i wskoczył na kolana siedzącego chłopaka, którego dłonie zdawałoby się atomatycznie poczęły głądzić puchate futro zwierzaka.
- Mów - polecił, odsuwając krzesło i zajmując miejsce na przeciwo niego. Twarz Jongdae nie zdradzała szczególnego wyrazu, zupełnie jakby coś wewnątrz niego nie potrafiło się zdecydować jaką w jaką emocję ubrać jego oblicze. Jedynie jego oczy zdradzały jego skołowanie, jakby dopiero teraz dotało do niego, że siedzi w kuchni rodziny Oh i wdycha swąd przypalonego mięsa, parząc na swojego przyjaciela i gładząc najbardziej miękkie futro jakie dane było mu dotknąć.
- Pamiętasz ten dzień, ponad dwa tygodnie temu? - zaczął, lokując spojrzenie ciemnych oczu w Sehunie. Kilka kosmyków jego loków opadło na czoło, przesłaniając je częściowo, a w głowie Sehuna narodzilło się pytanie od kiedy Jongdae tak włąściwie miał kręcone włosy?
- Ten, kiedy z Krysta, Taeyongiem i Yixingiem spędziliśmy noc nad jeziorem?
- I z Junmyeonem
- I z Junmyeonem - powtórzył
- Tak, chodzi o ten dzień
Następne kilka minut Sehun poswięcił na zrozumienie opowieści Jongdae, nie dopowiadając sobie żadnych szegółów, poza tymi, które usłyszał.
Kiedy Jongdae wczesnym rankiem został obudzony przez Junmyeona, Sehun już nie spał. Zajęty był rozmową ze swoim ojcem przez komórkę, więc nie zauważył jak drobna postać jego przyjaciela przesuwa sie w stronę Yixinga, uważnie obserwując otaczające ich krzaki i nadzbyt spokojną taflę wody. Choć mogłoby mu sie wydawać - w końcu nie często bywał tak wcześnie w takich miejscach. Wydawało mu się, że widzi pośród ciemnozielonych liści błysk, migotanie, niczym zepsutej laratki, z której ktoś poprzez uderzanie w otwartą dłoń i przeklinanie pod nosem, probował wyiskać resztki życia.  Migotanie ustało wraz z szybkimi krokami Sehuna, biegnącego dokładnie w tę samą stonę, zupełnie jakby coś lub ktoś się przestraszyło nagłego ruchu i uciekło.
Kiedy Sehun się położył, walcząc z kolejną falą mdłości, zamknął oczy, nie mogąc zauważyć podnoszącego się Junmyeona, przewrócił się na bok, zaś Junmyeon po udaniu się na stroę wrócił pobladły na twarzy, zupełnie jakby ujrzał ducha, bądź coś tak samo przerażajacego, co skutecznie potrafiłoby mu odebrać zdolność mowy na kilka minut. Jongdae pytał, podpowiadał i nakłaniał do dalszych słów i rzeczywiście, udało się mu po piętnastu minutach, gdy chłopak otrząsnął się z pierwszego szoku.
- Poszedłem tam z nim, gdy już wróciłeś do domu - kontynuował, wpatrując się w szklankę. Jego oczy były skupione i czujne, z uwagą obserwujące sok, kołyszący się we wnętrzu szklanki- Nocą nie zobaczył wiele, więcej poczuł. Fetor zgnilizny, poza odorem wymiocin. Mówiłem, że może to po prostu jakieś zwierzę, może zdechło ze starości albo zostało zagryzione. Ludzie są czasami na tyle leniwi, że swoich przyjaciół ostawiają w lasach, by ich szczątki się rozłożyłyły i wydawały ten charakterystyczny gnijący zapach - skrzywił się. Potrząsnął głową. Kilka loków zafalowało, przykuwając uwagę Churcha. Kot wyciągnął łapę, by dotknąć przydługich włosów chłopaka, lecz ten mocnym ruchem go powstrzymał - Yixing zabrał Krystal i Taeyonga do siebie. Mieli dokończyć ostatnio zaczęty film albo grę w monoplony, nie ważne, nie obchodziło mnie to. Chciałem tylko sprawdzić co w tych krzakach tak przeraziło Myeona - Sehun móglby przysiądz, że zauważył jak oczy jego przyjaciela na chwilę zmieniają wyraz, stają się cieplejsze, mniej zdezorientowane i prawie wcale nie pokrywał ich strach. Po chwili jednak to zniknęło, a Sehun doszedł do wniosku, że to jedynie przewidzenie - Poszliśmy, kiedy nie kręciło się tam zbyt wiele ludzi. Przedarliśmy się przez gałęzie, wchodząc od drugiej strony, od tej, by móc cokolwiek ujrzeć.
- I co dalej? - Sehun uniósł się nienzacznie, przysuwając do chłopaka i z uwagą słuchając jego słów. Poczuł jak włosy na karku stają mu dęba, a na ramiona wstępuje gęsia skórka.
- To rzeczywiście był pies - powiedział w końcu - Był na wpół przysypany ziemią, ale i tak robale wyżarły jego wnętrzności. Widziałem jego zakrwawione flaki, w których roiło sięod larw. Próbowały przebić tę ziemię... - potrząsnął głową, najprawdopodobniej deycując, że widok ten był zbyt obleśny, by go opisywać - Ale nadal coś mi nie grało. Junmyeon podszedł bliżej i potarł podeszwą ziemię, by zabić te wstrętne robactwo, ale gdy tylko jego but natrafił na kępę trawy, od razu odskoczył, a jego twarz znów pobielała. Sam przeraziłem się nie na żarty, gdy tak na mnie wpadł, ale to jeszcze nie koniec. Wtedy nie mogłem mieć pojęcia co to przerażenie, aż do momentu, w którym kępa trawy okazała się być garścią zerwanej trawy gdzieś nieopodal i idealnie ułożoną tak, by przypominała prawdziwie rosnącą w tym miejscu. - mówiąc ostatnie zdanie, wzrok Jongdae powędrował na twarz Sehuna,teraz tak samo pobielałą jak Junmyeona dwa tygodnie wcześniej, choć nie miał pojęcia czy przy jasnej skórze przyjaciela to możliwe - Tam była dłoń, Sehun.
Po kręgosłupie chłopaka przeszedł zimny dreszcz.
- Dłoń dziewczyny wystajaca z ziemi. Wyglądała jakby ktoś przez nieuwagę nie przysypał jej ziemią i miał nadzieję, że kawałek trawy załatwi sprawę - prychnał pod nosem. Zaczął głądzić Churcha, chcąc zająć czymś dłonie - Ale tak się nie stało, w końcu kawałek trawy znalazł się pod podeszwą buta Myeona i odkryliśmy to
- Nikt inny o tym nie wie? - Sehun nie poznał swojego głosu
Jongdae potrząsnął głową.
- Nie wie. Nie chcę, by ktokolwiek się dowiedział, ani Yixing, ani Krystal, a już na pewno nie twój ojciec -  jego głosie pobrzniewał powagą, która nijak się miała do codziennie spotkanego Jongdae, który jeżdził na deskorolce i ściągał na klasówkach z matematyki.
- Więc dlaczego mi o tym mówisz? - usiadł, a krzesło zaskrzypiało pod nim. Church wskoczył na stół i przeskoczył na blat kuchenny, ale Sehun zdawał się tego nie zauważać
- Bo noszę to w sobie od dwóch tygodni, a ty jesteś moim przyjacielem

<<>>
KimKai: Coś się stało?
Sehun_ah: Nie, dlaczego?
KimKai: Wydaje mi się, że coś cię gryzie
Sehun_ah: Wydaje ci się to słowo klucz, poza tym od kiedy wnikasz mi w umysł?
KimKai: To raczej ja powinienem cię spytać od kiedy w nim siedzę?
Sehun_ah: Nie żartuj, jestem zajęty
Sehun spojrzał na przypalone mięso, leżące na papierowym ręczniku na talerzu obok gazówki i zmarszczył nos. Jongdae nadal siedział przy kuchnennym stole, grając w nową odmianę łapek z Churchem, która polegała na złapaniu dłoni Jongdae, gładzącej jego puchate łapki, zanim je zabierze. 
Sehun myślał o rzeczach, które powiedział mu Jongdae i przyłapał się na tym, że nie potrafi uwierzyć w niektóre z jego słów. Nie potrafił również uwierzyć w samo zdarzenie znalezienia zwłok przez nastolatki wcześniej niż ktoś z dorosłych ludz ratowników, ale coś w postawie jego przyajciela,  wyrazie jego oczu i chwiejnym głosie mówiło mu, by uwierzyć. Dlatego też z całych sił, podcas ratowania kolacji, próbował uświadomić sobie, że takie coś stało się naprawdę i żadna z rzeczy, które usłyszał nie jest fragmentem filmu, a rzeczywistym światem.
- Wszystko okej? - usłyszał w końcu, kiedy olej zaczął strzelaćć na patelni. Odsunał się, żałując, że nie ma na sobie kombinezoru, któy by go uchronił przed rozgrzanymi kropelkami
- Tak, wszystko dobrze - wymamrotał - Myślę o tym, co mi powidziałeś. Chyba muszę to sobie przyswoić do końca
Jongdae nie odowiedział, bądź odpowiedział skinieniem głowy, ale Sehun nie patrzył. Wrzucił mięso na rozgrzany olej i odskoczył od gazówki, przykładając ścierkę na nadgarstek, którym dotknął gorącej patelni. Teraz, po rzeczach, które usłyszał i fakcie iż dzień wcale nie należy do niego, mógł zapomnieć o skupieniu.
Poczuł wibrację i wyjął komórkę z tlnej kieszeni jeansów.
Powiadomienie z Deathbook ukazyo dwie nieprzeczytanie wiadomości. Skupił się na jednej.
KimKai: Co robisz?
Sehun_ah: Próbuję gotować. Za choinkę nie wychodzi mi dzisiaj nic, a ty?
KimKai: Znów gotujesz? Idziesz na kucharza? Odkądpiszemy codziennie o tej samej godzinie gotujesz i narzekasz tak samo
Sehun_ah: Skoro narzekam to mnie nie pytaj o to co robię
KimKai: Już się nie denerwuj. Czytam książkę, dostałem ostatnio z wyprzedaży. Właściwie to już ją czytałem, ale gdy usłyszałem o twoim Churchu jakiś czas temu poprosiłem siostrę, by mi ją kupiła
Sehun_ah: Przekaże kici, że jesteś mu wdzięczy od odciągnięcia od ekranu laptopa. Miłego czytania
KimKai: Kiedyś mógłbym ci o niej opowiedzieć
Sehun_ah: Jasne, miłego czytania
KimKai: Dziękuję, pogadamy później?
Sehun_ah: O czym?
KimKai: Jesteś smutny, czuję to
Sehun_ah: Pogadamy później
- Sehun, przypala się - Jongdae znikąd pojawił się tuż obok niego i zanim Sehun zdążył jakkolwiek zareagować, chłopak zmniejszył gaz i wysunął szczypce z dłoni młodszego. Sprawnie, co było doprawdy zadziwiające w przypadku umiejętności kuchennych Jongdae, obrócił mięso na drugą stronę i przeruszał naczyniem.
- Przepraszam - przeczesał dłonią włosy - Zwykle idzie mi lepiej
- Z kim tak piszesz, co? - Jongdae zdawał się nie słyszeć jego słów, gestem podbródka wskazał na wibrujący na blacie telefon, infromujacy o nowych widaomościach na Hiraeth lub tej jednej od Kaia.
Sehun zamarł, zupełnie nie wiedząc co odpowiedzieć. Wprawdzie odpowiedź sama nasuwała się na język; "Z Kaiem, chłopakiem, z którym ostatnio rozmawiam częściej niż z Churchem, chcesz go poznać?" ale przyponiawszy sobie słowa, które kierwał do niego Yixing niecaly miesiąc wcześniej oraz okoliczności, w których Jongdae przyszedł do jego domu włąśnie tego dnia o tej godzinie świadczyły o tym, że jedynym wyjściem byłoby kłamstwo. Okropne kłamstwo, choć niewinne, potrafiące pociągnąć za sobą niczym domino kolejne kłamstwa i kolejne, aż ich sidła zaciną się na gardle Sehuna, aż ten nie będzie potrafił odróżnić realnego śwaita od świata, który stworzył kłamstwami. Możliwe, że popadał w parajone, a paranoja ta odbijała swój znak na jego twarzy tak jak nocne strachy odbijały cienie pod oczami Jongdae. A on, jako jego przyjaciel nie chciał go martwić jeszcze bardziej, przynajmniej nie w tym momencie.
Tuż po grzecznej prawdzie do głowy napłynął mu obraz Krystal, a uszy wypełnił jej głos, opowiadjaący zabawną historię, która przydarzyła się jej i jej przyjaciółce Irene podczas letniego obozu. Pochwycił się tej myśli niczym tonący brzytwy.
- Koleżanka Krystal - odpowiedział, pilnując, by jego głos zabrzmiał zaturalnie, a żadna sylaba nie zadrgala niebezpiecznie zdradzając kłamstwo.
Zerknął na Jongdae, którego brwi powędrowały ku górze. Sehun czasami myślał, że dzieje się to bez świadomości chłopaka. Po prostu, działały jak uśmiech, podczas rozmowy z osobą, kórą darzyło się sympatią, tylko w tym przypadku podłoże miały inne emocje.
- Koleżanka, ta? - szturchnął Sehuna w bok biodrem i oddał mu szczypce - Co to za koleżanka?
Zaśmiał się speszony, bo tak wypadało. W głębi duszy pragnął zakończyć temat.
- Zwykła dziewczyna - odpowiedział, ruszając przez kuchnie, by wyciągnąć kolejne dwa talerze - Zostaniesz na kolacji?
Pokręcił głową w odpowiedzi, a jego nogi zawisły nad podłogą, gdy wskoczył zwinnym ruchem na blat mebli.
- Nie mogę. Obiecałem cioci, że wrócę na kolację, a potem umówiłem się z Junmyeonem nad  - chrząknął - Idziemy nad wodę z piwem. Zgarniemy po drodze Taeyonga...
Komórka znów zawibrowała. Sehun powstrzymał się przed sięgnięciem po nią w nawyku nabytym w ciągu ostatniego miesiąca. Jongdae uśmiechnął się, zauważając to.
- No dalej, odpisz jej, bo będzie smutna - zagadał
- Przestań, to tylko koleżanka
- Aż koleżanka, Sehun
- Tylko
Jongdae otworzył usta, by dodać coś jeszcze i wygrać tę potyczkę słowną, jednak zarz został uciszony dłonią Sehuna, który odblokowywał komórkę. Spojrzał na wyświetlacz, ale nie zoabczył za nim nic więcej niż krótkiej wiadomości;
KimKai: Czekam.
Westchnął i wrzucił komókę do tylnej kieszeni jeansów.
- Coś nie tak? - sptał Jongdae, unosząc brwi w mimowolnym geście.
- Wszystko w porządku. Pomóż mi z przygotowaniem kolacji

<<>>

Kris.sirK
To naprawde wspaniałe, że psy są tak wiernymi przyjaciółmi człowieka. To również naprawdę okropne, że jeden człowiek nie może być tak samo wierny drugiemu.
A.
To zawsze była moja wina i teraz, w świetle lampy przemawia do mnie uczucie mające smak wina i zapach ziemi.
Przepraszam.

KimKai commented: Biedny pies. Aż mu współczuje, że musi twoich żali wysłuchiwać
Kris.sirK reply to comment KimKai: Masz coś do mojego Kikeo?
KimKai reply to comment Kris.sirK: Nie mam. Do ciebie też nie mam nic, nawet jebanego szacunku
Kris.sirK reply to comment KimKai: To dokładnie tak samo jak ja do ciebie.
Mikakoimi: Możecie przestać?
Kris.sirK reply to comment Mikakomi: Widzisz, żebym coś zaczynał? To moja tablica i jeśli mam ochotę wylewać żale, kiedy jestem pod wpływem i mam wszystko w  dupie to dokładnie to bedę robil
KimKai reply to comment Kris.sirK: Ciesze sie, że się rozumiemy
KimKai reply to comment Mikakomi: Niech wyjdzie z mojej grupy i zniknie z życia to może zacznę go tolerować
Mikakomi reply to comment KimKai: Jak ja współczuje Vivi tego co musi z wami przechodzić
Vivi_09 reply to comment Mikakomi: Kochanie, uwierz, że to co dzieje się na Hiraeth jest o wiele ciekszawsze
Mikakomi reply to comment Vivi_09: Czasami aż żałuję, że wyszłam stamtąd xD

Jongin warknął pod nosem, zamykając okienko z powiadomieniami. Gdzieś wewnątrz niego coś sie gotowało i temperatura tego paliła go od środka, powoli czaiła się, grożąc nieuchybnym wybuchem. Ostatnimiczasy często miewał ataki agresji lub paniki i czuł się tym wykończony.
Naprawdę wykończony.
I tak mocno jak czuł sie źle, tak mocno potrzebował porozmawiać z Sehunem. Choć nie mógł powiedzieć, że czuł to całym sobą - coś w jego wnętrzu biło na alarm i ostrzegało go przed szybkim zaufaniem, ale nie potrafił się poddać tej jednej iskierce, która ową iskierką była w stosunku do płomienia zaufania do Sehuna który z dnia na dzień rósł.
Ale nie zrobil z tym nic. Nie ułożył dłoni na klawiaturze i nie napisał pierwszy. W końcu mieli porozmawiać wieczorem, kiedy świat spowija mrok, a wszystkie słowa nabierają specjalnego znaczenia i pozostają tylko miedzy nimi.
Czekał.
<<>>
KimKai: Nie wiem gdzie jest, ale się martwię. Mam głupie wrażenie, że zrobi coś głupiego
Vivi_09: Nie zrobi. Nie martw się tak, bo wyłysiejesz, jasne?
KimKai: Przepraszam, po prostu chciałem z nim o czymś porozmawiać
Vivi_09: Myślę, że dzisiaj już nie przyjdzie. Pójdź spać, Nini, jest prawie trzecia w nocy, powinieneś się wysypiać
KimKai: Traktujesz mnie jak matka
Vivi_09: I co z tego? Jesteś moim młodszym braciszkiem, jasne? Muszę o ciebie dbać przynajmniej na odległość
KimKai: Kocham cię
Vivi_09: A ja ciebie i wysyłam ci dużo miłości skoro już wpadłeś w mood czułości
Vivi_09: O CHOLERA, ZOSTANĘ POETKĄ
Jongin zaśmiał się cicho i pokręcił głową, chowając nogi pod kołdrę. Czuł zmęczenie, ale nadal łudził się, że nagle otrzyma wiadomość od Sehuna, czuł, że nagle może się tak stać, a uczucie to było jak najbardziej podsycane chęcią, by do niego napisać.
Kiedy Vivi poszła spać, to zaczy, kiedy trzy minuty po czwartej nad ranem wysłała ostatnią wiadomość do Jongina, chłopak przekręcił sie z boku na bok i potarł oczy dłońmi. Ziewnął potężnie i skulił się pod kołdrą w poszekę ze spranym superbohaerem, którego uwielbiał  czasie dzieciństwa. Był zmęczony, po raz pierwszy od długiego czasu walczył z sennością, a uczucie to przypopminało mu o najlepszych czasach jego młodości, która prawdopodobnie trwała nadal. Nie wiedział, nie sprawdzał.
Kiedy dryfując pomiędzy snem a jawą, wsłuchany w śpiewające za oknem ptaki i nieczęsto przejeżdżające ulicą auta, widział pod powiekami, we wszystkich odcieniach szarości mieszkających w jego pokoju uśmiech, który wyrył sie wjego pamięci i dotknął jego serca. Widział błysk oczu, które uwielbiał i czuł, że może trwać w ten sposób przez resztę życia - wspominajac czasy, w których czuł się bezpiecznie, w których otaczał go świat, a nie cztery szare ściany piwnicy.  Wspominając czasy, w któych nie miał pojęcia co to zmartwienia, w których tworzył plany i w których dążył do celów.
I możliwe, że trwałby tak dalej, tracąc poczucie czasu, widząc ukochany uśmiech i czekając na wiadomość od Sehuna, gdyby nie słaby dźwięk powiadomienia, wyrywający go z tego stanu trzy godziny później.
Sehun.


_________________________________________________________________________

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Sehun obudził się wczesnym rankiem, gdy zegar w salonie wybijał godzinę szóstą trzydzieści. Blask wstawającego słońca oświetlał budynek widoczny z okna jego pokoju i korony drzew z pobliskeigo parku. Delikatny wiatr poruszał nieporadnie zawieszonymi zasłonami, a Sehun, siedząc w zmiętej pościeli i przecierając zaspane oczy, starał się przypomnieć poprzedni wieczór.
Pomiędzy kartami jego wspomnień przewijały się kolejne sceny, które wyrwane z kontekstu nie mówiły mu wiele; widział spokojną taflę jeziora i słuszał urywane śmiechu tłumiące brzdęk butelek. Czuł zapach papierosów i smak dymu. W kolejnych seriach przypływających obrazów i dźwieków słyszał głos ojca i obraz piękności w krwistoczerwonej sukni z przerażąjąco chytrym uśmiechem na twarzy.
Ją pamiętał dobrze. Wyryła się w jego wspomnieniu jako niemy obraz, poruszający ustami w słowach, których nie potrafił zidentyfikować. Zbyt dużo wypił poprzedniego dnia. Zbyt długo był na nogach i nadal czuł się pijany. Był pewny, że jeśli podniesie sie z łóżka, zatoczy się niczym stary pijak i upadnie na podłogę.
Jego powieki ciążyły niemiłosiernie, kiedy rozkazał sobie wstać i z pomocą dłoni opartych o materach podniósł się powoli do siadu.
Kręcilo mu się w głowie, ale o wiele mniej niż się spodziewał. Zamiast wirującego świata, obraz jedynie rozmaywał mu się delikatnie i kołysał, co potrafił znieść. Rozejrzał się.
Miejsce Churcha było puste, a kot pozostawił jedynie wgniecenie w poduszce, znikając mu z pola widzenia, z pewnością zajmując się swoimi kocimi sprawami jak wylegiwanie się na słońcu, leżąc na parapecie w kuchni.
Jego ciuchy zaś leżały niedbae porozrzucane na podłodze. Rozbierał się w drodze do łóżka, nie patrząc na to gdzie lądują kolejne zęści jego garderoby. Stojąc tak pośrodku własnego bałaganu i patrząc za zmiętą kołdrę, miał na sobie jedynie bokserki. Przez moment w jego głowie pojawiła się przerażająca myśl, że jego ojciec mógł wejść do pokoju w każdej chwili, gdy spał, i teraz, gdy tylko dojdzie do siebie i skieruje się do kucni będzie na niego czekał z okularami na nosie, kubkiem czarnej kawy i gazetą w dłoni oraz przygotowaną pogadanką na temat dojrzewania i zabezpieczania się. Wzdrygnął się i omótł spojrzeniem pokój jeszcze raz. Zgarnął ciuchy pod łóżko, a gdy upewnił się, że nic nie wygląda jakby właśnie przeżył upojną noc z... kimkolwiek mógłby to być, otworzył drzwi pokoju i ruszył do łazienki masując skronie. Ból głowy był potężny, a suchość w gardle nie do zniesienia. Wszedł do łazienki i zamknął się na klucz.
Czuł jak jego żołądek protestuje przy każdym gwałtowniejszym ruchu i tego ranka, jak nigdy wcześniej, Sehun słuchał się go potulnie. Zanim spoglądnął w lustro oparł dłonie na umywalce i wziął kilka niepewnych łyków wody, następnie napawając się jej wilgocią i chłodem, przymykając oczy.
Dopiero później, gdy chwilowo zażegnał pragnienie, uniósł wzrok, a jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem stojącego po drugiej stronie tafli lustra chłopaka. Miał on niebywałe cienie pod oczami, a jego skóra ciasno opinała linię szczęki i kości policzkowe. Włosy tamtego chłopaka byly posklejane i rozczochrane, a jego spojrzenie mętne, jeszcze nie w pełni świadome.
Sehun wzdrygnął się potężnie, czując narastajace obrzydzenie, które podpuszczało jego żołądek do ożycia.
- Szlag by to - warknął pod nosem, nachylając się nad muszlą i wyrzucił z siebie cały ciężar dnia poprzedniego.
Dziesięć minut i trzy bolesne skórcze żołądka później, poczuł się lżej. Zupełnie jakby pozbył się ciężaru z ramion, który ściągał go w dół. Wyprostował się i przepukał usta, by następnie otworzyć maleńkie okienko mieszczące się tuż nad pralką.
Poza wspomnieniami, które w leniwy sposób powoli układały się w jego głowie w logiczna acz niezbyt przyjemną całość, zobaczył również siebie - dziewięcioletniego Sehuna, który mając na sobie jeansowe ogrodniczki i żółtą bluzkę z krótkim rękawem siedział na pralce i oglądał przejeżdżające ciężarówki z logo przeróżnych słodyczy, na które potem naciągał mamę w sklepie. Było to zanim wokół miasta wybudowano obwodnice, a ciężarówki już nigdy nie pojawiły sie na tej drodze oraz zanim ojciec surowo rozkazał dziecku dorosnąć.
Zobaczył tego małego chłopca bardzo wyraźnie, zaglądającego na wtedy ruchliwą ulicę, która teraz o godzinach porannych świeciła pustkami, i malującego kolorowanki. Widział go i chciał go złapać za rękę i powiedziec na co powinien uważać w ciągu kolejnych lat, by nie doprowadzić siebie do bycia tym, kim stał się teraz. Chciał go ostrzec przed ludźmi, którzy wcale nie byli tak dobrzy jak dorośli mówili i przed tym, by dbał o siebie póki wszystko czego potrzebuje to tylko trochę jedzenia i snu.
Chciał go ostrzec, ale przypomniał sobie słowa, które gdzieś słyszał, mówiące o tym, że każda z decyzji podjętych w przeszłości doprowadziła nas do miejsca w jakim się znajdujemy i nigdy nie wiemy jak źle moglibyśmy trafić jeśli tego jednego feralnego wieczoru wyszlibyśmy z pracy godzinę później.
Potrząsnął głową, a świat zawirował. Nie spojrzał w lustro.
Wszedł pod prysznic i puścił gorącą wodę.
Musiał odpocząć.
<<>>
Pół godziny potem Oh Sehun siedział na muszli klozetowej, wdychając zapach poranka wpadający przez okienko z komórką w dłoni i wyrzutami sumienia z tyłu głowy. Miał na sobie ręcznik zawinięty wokół bioder i rozpinaną bluzę zarzuconą na nagie ramiona, a w ustach trzymał niedopałek papierosa. Choć obiecał sobie nigdy nie palić, tej nocy jego postanowienia trafiło, a on sam był zbyt bezbronny wobec pokusy sięgnięcia po fajkę.
Kiedy siedzieli wraz z Taeyongiem i Yixingiem nad brzegiem jeziora, w miejscu, które uznawali za swoje, a wódka lała się strumieniem, błahe postanowienia, które kiedyś miały miejsce, nagle stały się nic nie warte.
- Nawet nie trzeba cie namawiać - Yixing poklepał go po plecach, a Sehun przypomniał sobie swój szeroki uśmiech. Nie ciekawiło go jaki poranek miał Yixing, wiedział, że dzwoniąc o niego ze słowami, informującymi, że ma problem i musi odreagować skońćzą pijąc i paląc gdzieś w cholerę, mając wszystko gdzieś. Interesowało go zaś to, jaki poranek miał Kai i jak bardzo zły jest na niego, nie otrzymawszy żadnej obiecanej wieczornej wiadomości. Coprawda przeszło mu przez myśl, by do niego napisać, gdy wychodził, ale wiedział, że to byłby gorszy pomysł niż, gdyby nie napisał.
Siedział, patrząc na otwarty dymek czatu i zastanawiał się co napisać. Zwykle nie miał tego problemu, jednak teraz z jakiegoś powodu czuł stres.
Sehun_ah: Kai
Sehun_ah: Miałem napisać. Przeprzaszam.
Westchnął i odłożył komórkę na umywalkę. Zaciągnął się dymem i przymknął oczy niespiesznie wypuszczając go z ust.
Ciszę przerwało pukanie. Zerwał się z muszli, wyrzucając papierosa przez okno i zakaszlał kilka razy.
- Zajęte - powiedział dość głośno, w odpowiedzi uzyskując głos, który niemal sprawił, że chłopak po raz kolejny doznać ścisku żołądka.
- Przepraszam - odpowiedział kobiecy głos jak gdyby nigdy nic, a tuż potem zabrzmiał dźwięk oddalających się głosów.
Piękność w krwistoczerwonej sukience i błyszczącymi powiekami. Piękność z szyderczym uśmiechem i oceniającym spojrzeniem. Kobieta, która na dzień dobry przejrzała go na wylot i odebrała mowę, wysłała na całą noc poza dom, teraz mówiła mu "przepraszam"
Odchrząknął, pokonując mdłości. Miała obrzydliwy głos. I była obca. Obca w jego domu.
Poczuł się nieswojo. Bardziej nieswojo niż poprzedniego wieczoru, gdy Jongdae go opuścił, a w mieszkaniu pozostał tylko on, Church i jego ojciec wraz z nieznajomą, którą przyprowadził na kolację.
Stojąc tak w progu kuchni i połyskując umalowanymi brokatowymi cieniami powekami i diamencikami mieniącymi is na czerwonej sukni na kolano wyglądała niczym gwiazda filmowa. Biła od niej aura wyższości. Jej pukle kołysały się, gdy stukała obcasami, idąc przez kafelkową podłogę do stołu, a jej kolczyki, dotykające ramion plątały niektóre z jej kosmyków włosów. Wzrok kobiety zmierzył osobę Sehuna spojrzeniem, odrobinę za długo zatrzymując się na jego ramionach, a  całość uwieńczyła dźwiękcznym prychnięciem. Sehun wyczuł pogardę. Odwrócił się tyłem bez słowa i wyłączył gaz pod gotowym daniem.
- Nawet się nie przywitał - powiedziała z obrazą. Jej głos był nienaturalnie dumny. Sehun wzdrygnął się słysząc go - Zero wychowania - skomentowała, wzdychając.
Sehun odwrócił się i ukłonił, by naprawić swój błąd. Nie po raz pierwszy widział w ich progu kobietę, ale po raz pierwszy była to kobieta tak piękna i tak pełna dominacji.
- Lepsze to niż, gdybyś stał jak ten słup soli i się gapił - założyła nogę na nogę, przechylając głowę,  a jej świdrujący wzrok znów spoczął na Sehunie. Zdał sobie sprawę, że jest sam. Bez Churcha, który czując zagrożenie oddalił się gdzie pieprz rośnie i bez ojca, który po pracy zamknął się w łazience. Dolatywał do nich dźwięk prysznica. - Jesteś synem Sanghoona, prawda?
Przytaknął.
Kobieta uśmiechnęła się. Nie przedstawiła się, więc w jego umyśle pozostała jako Piękne Straszydło.
- Marny jesteś - stwierdziła, a w jej głosie nie potrafił wyczuć ani krzty obojętności, wyczuł zaś nutę rozbawienia - Widząc Sanghoona, myślałam, że to naturalne, byś był przystojny. Jednakże... może z twoją matką było coś nie tak? Musiałeś się wdać w nią. Jesteś taki chudy... Zero mięśni. - zacmokała z dezaprobatą - I taki bladziutki... - zacisnął palce na raczce patelnii. Pożałował, że nie ma na sobie jedenej ze swoich szerokich bluz, które zakryłyby jego ciało - Te ramiona, niczym dwa patyki - zaśmiała się dźwięcznie i podnosła z krzesła - Czy dziewczyny zwracają na ciebie jakąkolwiek uwagę?
Odwrócił się cując jak jej wzrok pali go w kark, kiedy ruszyła w jego strone. Jej sposób poruszania się emanował gracją, a włosy delikatnie poruszały się pod wpływem kroków, choć zrobiła ich zaledwie cztery. Staneła tuż przed nim. Poczuł zapach jej perfum, a na jego gardle zaplótł się więzeł. Zwinne palce kobiety chwyciły jego podbródek. Choć Sehun górował nad nią niemal o głowę, poczuł się malutki i skrempowany. Jej dotyk był niczym zaciśnięte sznury na jego ciele.
- Zadbamy o ciebie - uśmiechnęła się, oglądając jego twarz. Sehun poczuł jak jego ciało zaczyna się trząść. Nikomu nie pozwalał być tak blisko siebie, nikomu również nie pozwalał patrzeć na swoje odsłonięte ciało.
Pamiętał, że chwycił jej nadgarstek i odsunął od siebie, patrząc na nią spod przymrużonych oczu. Wewnątrz czuł panikę, która groziła wymknięciem się spod kontroli, jeśli ta osoba miała przebywać tak blisko bez jego pozwolenia, ale chwilowo opanowała go wściekłość.
Odsunął ją i odwrócił się bez słowa, chcąc odejść i chcąc zapomnieć o słowach, o faktach, o któych doskonale wiedział.
Wpadł na ojca, który z ręcznikiem założonym na szyję zatrzymał go w progu. Jego twarz nie wyrażała nic, jego twarz była niczym maska, udająca obojętność i Sehun w tym momencie przeraził się tego.
- Jak potraktowałeś naszego gościa? - spytał surowym tonem, a chłopak spuścił głowę, chcąc uciec. Dłonie jego ojca zacisneły się na jego chudych ramionach.
- Chcę wyjść - odpowiedział, patrząc na szpachelkę do mięsa trzymaną w dłoniach. Zapomniał ją odłożyć, ale to nie było najważniejsze. Zacisnał na niej dłonie, a kostki pobielały z wysiłku.
- Przeproś ją
- To ona powinna przeprosić mnie - podniósł głowę, a jego oczy musiały błyszczeć od łez. Oh Sanghoon znieruchomiał, patrząc na syna przez niedługą chwilę.
- Chcę ci tylko przypomnieć, niewychowany chłopcze, że nie jesteśmy na "ty", a za prawdę nie powinno się przepraszać - odparła kobieta lekko, a dźwięk jej kroków poprowadził w ich stronę - Nie zamierzam cię przepraszać
- Wyjdź stąd - warknął
Kobieta uniosła brwi zaskoczona.
- Wyjdź stąd - powtórzył, czując jak bolą go palce od ciągłego ściskania rączki szpachelki.
Ich pierwsze spotkanie zakończyło się ostrą kłótnią, któej zwieńczeniem dla Sehuna było trzaśnięciem drzwiami wejściowymi. Wyszedł z mieszkania, czując łzy wściekłości spływające po policzkach i czując się jak przegrany zawodnik na oczach tłumów. Usiadł na schdach i zadzwonił do Yixinga, a potem...
Sehun zwilżył usta.
Ona nadal była w ich mieszkaniu. Spędziła noc z jego ojcem i spędziła noc w sypialni, którą kiedyś dzielił z jego matką. Zatruła powietrze swoimi perfumami i przedmioty swoim dotykiem. Wzdrygnął się, gdy usłyszał dźwięk wibracjii. Wyjął komórkę z kieszeni i spojrzał na ekran. Migała do niego mała jedynka przy ikonce wiadomości na Deathbook. Kliknął. 
KimKai: Coś się stało, że nie napisałeś? Czekałem...
Sehun_ah: Wiem, przepraszam. Mam nadzieję, że nie czekałeś długo
KimKai: Nie. Około północy poszedłem spać
Westchnął i sięgnął dłonią do klamki, pisząc odpowiedź.
Sehun_ah: Wyspałeś się? Idziesz dziś do szkoły?
Nacisnął klamkę i otworzył drzwi. Wychylił głowę, zapominając nagle o pulsującym bólu i rozejrzał się po niewielkim korytarzu. Był pusty, dlatego też bezszelestnie przedostał się do pokoju i rzucił komórkę na łóżko. Odnalazł pośród swoich ciuchów dresy i szeroką czarną bluzę wkładaną przez głowę i ubrał na siebie, czując się w końcu bezpiecznie. Nikt nie miał szansy oglądać jego szpetnego ciała.
Sięgnął po komórkę zaraz po tym, gdy połknął tabletkę przeciwbólową.
KimKai: Nie chodzę tam, nie pamiętasz?
Sehun_ah: Ani jednego dnia?
KimKai: Po sprsssn
KimKai: Po prostu nie chcę, nie wyspałem się. Nie pytaj mnie o to. Ty nie idziesz?
Sehun_ah: Nie, nie mam na to siły, szczerze mówiac
KimKai: Coś się stało?
Sehun_ah: Nie. Wszystko w porządku. Idź spać
KimKai: Będziesz tu później?
KimKai: Powinieneś iść spać, bo sen jest dobry na wszystko
KimKai: Idź spać, a ja upewnie się za godzinę czy śpisz
Sehun_ah: Okej...
KimKai: do
KimKai: DDo poteem
Sehun_ah: Wszystko w porządku?
KimKai; taa
Sehun_ah: Na pewno?
Wysłał wiadomość, ale Kai nie odpisał. Nie odpowiedział pięć minut później ani gdzinę później.

<<>>
Kim Jongade znany był ze swojego wesołego usposobienia. Uchodził za klauna i wesołka, a przynajmniej tak mówili o nim ludzie, którzy zamienili z nim mniej niż dziesięć zdań. Ci bliżsi jak Sehun i Yixing mieli szansę poznać go naprawdę. Dlatego więc Kim Jongdae, pod maską wesołka ukrywał swoją prawdziwą twarz inteligentnego i pozytywnego chłopca, o ambitnych marzeniach i naturze kombinatora i rzeczywiście czuł, że właśnie za to ludzie go akceptują.
Niekiedy jednak przychodziły momenty, w których przechadzał się po swoim malutkim pokoju w mieszkaniu na drugim piętrze, w bloku stojącym na przeciwko wejścia do parku i nerwowo skubał brzegi rękawów. Miał ten nawyk od dziecka, kiedy jego umysłem władał stres, któremu nie mógł być oporny. Każdy w końcu puszcza blokadę na skrzynię z emocjami i każdy radzi sobie na inny sposób. Dla Jongdae radzeniem sobie ze stresem i problemami było towarzystwo Sehuna - Jednego z jego dwóch przyjaciół (choć Yixinga nie zawsze tak nazywał) którzy pozostali dłużej w jego życiu. Jednakże co mógł począć, gdy jednym z jego problemów był ów przyjaciel, a on czuł falę bezradności, za każdym razem, gdy spogląał na jego zmęczoną twarz?
Poznali się początkiem jesieni kilka lat wcześniej, która tego roku nijak miała się do urokliwych złotych i słonecznych jesienii opisywanych w książkach lub pokazywanych w filmach. Tego roku jesień była smuta i ponura, a o słońcu można było conajwyżej pomarzyć, bo po raz ostatni pokazało się  pod koniec września, a ostatecznie przegoniły je grudniowe mrozy.
Sehun był przyprowadzany codziennie przez kobietę o długich nogach, lecz sylwetce gruszki, któtą często próbowała naprawić szerokimi płaszczami i rozpuszczonymi rudymi lokami. Nie miała azjatyckich rys twarzy, ale Jongade uważał jąza piękną, domyślał się, że to była mama Sehuna. Osobiście poznał ją dopiero trzy miesiące później, podczas gdy w czasie zamieci śnieżnej przesiedział w mieszkaniu państwa Oh cały dzień i noc aż do kolejnego ranka. Wtedy jeszcze wszystko było w porządku, a Sehun był chodzącym szczęściem. Wydawałoby się, że to było tak niedawno, a pawdą było to, że od tamtego czasu dzielił ich szmat czasu (Powiedzmy sobie szczerze dla nastolatka szmat czasu to inna miara niż dla dorosłego) podczas którego zżyli się ze sobą tak mocno, że aż do początku liceum nazywali siebie braćmi. Byli dla siebie nawet jeśli targaly nimi rozetki emocjonalne. Nie zawsze rozmawiali o problemah, o wiekszości po prostu nie wiedzieli, ale zawsze dla siebie byli, mimo wszystko.
Właśnie dlatego ich przyjaźń przetrwała tyle lat. Kiedy Jongdae tryskał energią, Sehun był tym , który go hamował, kiedy zaś Sehun zbyt mocno przynudzał i stawał się zanadto flegmatyczny obowiązkiem Jongdae było go rozruszać i przywołać do stanu używalności.
Teraz jednak zauważał zbyt wiele. Widział spadające oceny Sehuna i widział puste miejsce obok niego, na któym powinien siedzieć Sehun. Nie działo się tak codziennie, jednak zdecydowanie zbyt często. Zdaałoby się, że wszystko jest w porządku. Sęk w tym, że widział zmiany w jego zachowaniu i widział co tak naprawdę się zmieniło; sposób w jaki witał się z nieznajomymi bądź ludźmi, których już znał, sposób w jaki naciągał rękawy na dłonie i chował się pod tymi wszystkimi warstwami ubrań, któe tak naprawdę nie były mu zupełnie potrzebne.
 Martwił się, ale czekał na odpowiedni moment.
Z Yixingiem sprawa miała się inaczej. Nie byli ze sobą blisko. Jeśliby porównać, to Sehun był tym, któy częściej spędzał czas z nim niż Jongdae - on miał już swoje pięć minut i to mu wystarczyło. Nie znaczyło to również, ze ze sobą nie rozmawiali - rozmawiali i to wiele. Zwłaszcza poprzedniego wieczoru, gdy pijany Yixing odprowadził rónie pijanego Sehuna do domu i sporządził mu cały plan wydarzeń tego wieczora.
Yixing nigdy nie był idelany. Nosił miano tego, który otacza się aurą, przyciągającą ludzi do siebie. Miał swoje problemy, które rzucały na niego cienie, ale Jongdae nie mógł mu zarzucić tego, że nie dbał o najbliższych, a tak się składało, że najbliższy dla niego był Sehun i Jongdae.
Otworzył okno, by wpuścić pojedynczy powiew zimnego wiatru do pokoju i zamknął je szczelnie, decydując się nie wyziębiać pomieszczenia. Zerknął na leżącą na łóżku komórkę i zagryzł wargę. Milczała.
- Dlaczego mi po prostu nie odpiszesz? - westchnął zrezygnowany i opadł na materac, sięgajac po urządzenie. - Wszystko byłoby prostrze, gdybyś mi odpisał, więc to zrób i mnie nie denerwuj
Jak na zawołanie ekran komórki rozbłsł, a na twarz Jongdae wpełzła mina zaskoczenia i zdezorientowania, po chwili zmieniając się w uśmiech pełen satysfakcji.
- Mogłem wcześniej użyć takiego tonu - parsknął śmiechem, odblokowując komórkę.
543-325-xxx: Jasne, jeśli chcesz możemy się spotkać przy skrzyżowaniu obok parku wieczorem o dziewiętnastej. Do zobaczenia. J.
Jongdae uśmiechnął się szeroko i spojrzał przez okno, a jego wzrok utkwił w złączeniu dwóch głównych ulic.
Teraz musiał tylko upewnić się co u Sehuna.

____________________________________________________________________
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Tak naprawdę Kai nie odezwał się do niego przez cały dzień, podczas którego Sehun nie zrobił nic, by doprowadzić się do stanu używalności. Nie wziął prysznica, nie uczesał włosów, nie posprzątał walających się na podłodze ciuchów ani nie ugotował kolacji. Zignorował również poannego smsa Jongdae, jak i kolejne trzy wysłane po południu. Nie zjadł, choć dopilnował, by Church otrzymał swoją porcję karmy, bo nie czuł potrzeby. Za każdym razem, gdy choć mijał lodówkę lub widział leżące na blacie kuchennym warzywa czy owoce, czuł nieprzyjemny uścisł żołądka, a potem słyszał te kilka słów wypowiedzianych wysokim okbiecym głosem, który miał go prześladować jeszcze bardzo długi czas. Pozostał w pokoju i odczekał odpowiednio dług, by upewnić się, że Piękne Straszydło i jego ojciec już są gdzieś daleko.
Zignorował równie nieprzyjemne co ścisk, choć nadal znośne, ssanie w żołądku i spędził połowę dnia na rozmowie z Vivi.
Słyszał głos ojca, który wrócił z pracy, jedak nie słuchał go. Nie chciał go słuchać i nie czuł obowiązku, by słuchać słów kogoś, kto nie stanął w jego obronie, gdy poprzedniego dnia został naruszony jego najczulszy punkt.
Zaszył się w pokoju, kiedy Church odnalzał wygodne miejsce obok jego uda na łóżku, a Vivi wysłała kolejną wadomość do ich wspólnego czatu.
Vivi_09: Tak poza tym co mówiłam ci wcześniej - chodzi mi o prawdopodobieństwo końća świata - to tak naprawdę wolałabym żeby w tę ziemię w końcu jebło i było po sprawie
Vivi_09: Tyle razy jaram się tym końcem świata, odliczam, czekając na jakieś rewelacje, a tutaj klapa
Sehun_ah: Jeśli byłby koniec świata, moglibyśmy również umrzeć
Vivi_09: I tak umieramy, wystarczy wejść na live albo pokój spokojnego snu aka cmętarzysko jak zwykł nazywać to Kai i masz tam wszystko czarno na białym wypisane, a i nawet pokazane
Sehun_ah: Nie rozumiem tego, znaczy, pamiętam te stronki, ale były dla mnie zablokowae
Vivi_09: Wiem, one są zablokowane dla każdego, kto wchodzi przez ściągniętą aplikację. Jeśli wejdziesz przez tor-a na deep web, a potem wklepiesz deathbook i klikniesz na jedno z powyższych wymienionych wszystko będziesz miał
Vivi_09: Działa to tylko przy zweryfikowanym koncie, a jeśli byłeś na Hiraeth to znaczy, że już ci je zweryfikowali
Vivi_09: Z tą weryfikacją to tez śmeiszne rzeczy są, bo strona ma ograniczone mozliwości, jeśli wejdziesz przez zwykłą przeglądarkę, a rozbudowane opcje kiedy wejdziesz przez zAkAzANy iNtErNeT XD
Vivi_09: Cool jak dla mnie, chociaż sama weryfikacja polega na zapisaniu twoich danych osobowych ze zwykłej przelądarki przez adminów strony działającej na jednej i na drugiej. Zwykle to są ci sami, ale kto wie, każdy serwer, znaczy wersja językowa działa trochę inaczej
Vivi_09: Na przykład na chińskiej nie ma takiej patologii, a strona na deep weebie praktycznie nie jest uczęszczana. Przez ludzi, którzy używają koreańskiej jest wręcz przeciwnie
Sehun_ah: Więc..
Sehun_ah: Czekaj, buforuje
Sehun_ah: Więc po prostu jakiś człowiek ma moje dane osobowe, ale po co?
Vivi_09: Możesz uznać to za chore, ale jeśli ktos poda swoje konto do cmętarzystka i zrobi live, admin szukając przez te dane, daną osobę, upewnia się, że naprawdę popełniła samobójstwo
Sehun_ah: Mówisz o tym tak lekko...
Vivi_09: Jestem tutaj od czterech lat, od dwóch i pół ta strona to siedlisko chodzącej depresji i załamań psychicznych, myślisz, że w ciągu dwóch lat nie można się przyzwyczaić do takiego czegoś?
Vivi_09: To tak jak ze śmiercią oswajasz dziecko - jako małe boi się tego, choć tego nie rozumie, potem zaczyna rozumieć i boi się, że mamusia albo tatuś kiedyś odejdą, bo Pan z Góry będzie tak chciał, a potem rodzice włączają im Power Rangers, w których widzą, że ta śmierć w sumie nie jest taka straszna, że to wcale nie jest tak bolesne i okropne, bo aktor łąpie się za pierś i upada
Vivi_09: I dla nich staje się to normalne tak samo jak dla nas staje się normalne obcowanie ze śmiercią. Tak samo jak początkowo boimy się ludzi, którzy zdiagnozowane mają jakieś zaburzenia psychiczne lub zachowują się inaczej od reszty. Choć tak naprawdę nie są groźni - boimy się ich. Tak samo na początku baliśmy się tego, żę śmierć może zapukać do okna naszej przyjaciółki albo  przyjaciela, że Hiraeth może się zmniejszyć. Myśleliśmy, że ludzie po prostu nie odejdą, bo to nie jest normalne, bo to decyzja, od której zależy wszystko i uwierz mi Sehun, jeśli jesteś wyrzutkiem, który nie potraf znaleźć pomocy nawet pośród tych ludzi to naprawdę koniec
Vivi_09: Dajmy na to Kai jest aspołeczny, ba, to nie znaczy, że woli czytać książki niż iść ze znajomymi do kina. Kai po prostu odciął się od świata, nikt tak naprawdę nie zdiagnozował tego co siedzi mu w głowie, bo po co? Póki jest bezpieczny dla otoczenia nikomu papierek nie jest potrzebny.
Sehun_ah: Co to znaczy, że odciął się od świata?
Vivi_09: Kai nie chodzi do szkoły, ba on nawet nie wychodzi z pokoju.. Dam głowę, że zapomniał nawet jak wygląda jego matka czy siostra.  Siedzi całe dnie w tej swojej piwnicy i rozmawia z nami, traktuje to jako terapie, ale... Ale czuję że to mu przestaje pomagać
Sehun_ah: Przestaje pomagać?
Sehun_ah: Jak to? Co to znaczy?
Vivi_09: Przejmujesz się, co?
Musiał przyznać, że tak, cholera, przejmował się, bo złapał dobry kontakt z Kaiem i naprawdę w głębi serca nie chciał, by ktoś z kim dobrze mu się rozmawia działa się jakakolwiek krzywda. Przyanjmniej tak sobie to wyjaśnił. Możliwe, że nie wiedział dlaczego tak się dzieje, ale dowiedzieć miał się kilka tygodni później. Vivi nie odpisał nic, czekając na dalsze wiadomości i posyłając w jej stronę wymowne milczenie.
Vivi_09: Kris i Kai kiedyś byli zwykłymi ludźmi aż pewnego razu ich losy się skrzyżowały. Nie mogę ci powiedzieć co się wydarzyło, nie mogę również powiedzieć ci dlaczego tak się stało, ale wiedz, że towarzystwo Krisa na Hiraeth, zwłaszcza po zaginięciu Tao nie działa dobrze na Kaia
Vivi_09: Cholera
Vivi_09: Wydaje mi się, że jestes zesłany z nieba. Pojawiłeś się w najodpowiedniejszym momencie, kiedy miało się stać najgorsze, a on, ten nasz mały dzieciaczek nie spał całą noc tylko dlatego, że obiecałes mu rozmowę
Vivi_09: Jesteś stróżem Kaia!
Sehun_ah: Nie przesadzaj... Naprawdę czekał całą noc, zeby ze mną porozmawiać?
Vivi_09: Tak, wydaje mi się, że naprawdę cię polubił. Mam na myśli to, że on nie jest ufny, właściwie to dlatego Lamcia załatwiła brak wolnch miejsc w Hiraeth na starcie, a tu nagle zakradł sie błąd i pojawiłeś się ty. Mało tego, Kai tak po prostu ci zaufał

Sehun poczuł jak dziwne, niezidentyfikowane uczucie będące połączeniem wstydu, zdezorientowania i jakiejś namiastki szczęścia zalewa jego ciało. Nie miał pojęcia, że ten chłopak tak potraktuje jego obietnicę, której swoją drogą nie dotrzymał. Był niemal pewny, że właśnie teraz odsypiał nieprzespane godziny, podczas których Sehun siedział nad jeziorem i wlewał w siebie kolejne butelki piwa, przeganiając z głowy upierdliwy głos powtarzający w kółko te same zdania tym samym znienawidzonym przez niego tonem. Było mu wstyd i jednocześne czuł się zaskoczony.
Również ciekawość zagościła gdzieś pomiędzy wstydem i dezorientacją, gdy po raz drugi przeczytał wiadomości Vivi, która najwidoczniej nie miała większego zajęcia i z racji tego iż była naprawdę dobrą rozmówczynią postanowiła go zalać falą nowych informacji.
Sehun_ah: Wracając do tematu Deathbook...
Sehun_ah: Co się stanie jeśli ktoś tak naprawdę nie popełni samobójstwa tylko będzie chciał usunąć to konto?
Vivi_09: Cóż...
Vivi_09: Krążą legendy, że jeden z adminów jest naprawdę... jakby to ująć... psychiczny. Pierwsze osoby, które zaczęły korzystać z Deathbkook przez deep weba powiedziały, że sam odnajduje te osoby i sam z nimi kończy
Sehun_ah: Myślisz, że to Kris? Kai mówił, że Tao to jego kolejna ofiara...
Vivi_09: Pytasz czy Kris jest adminem?
Vivi_09: Myślałam nad tym swego czasu i naprawdę wiele rzczy mogłoby na to wskazywać, ale czuję, że to nie on. Mogę się mylić. Poza tym cała ta legenda nie musi być prawdziwa. Jeszcze nie znam osoby, która by przeżyła. Owszem, zdarzają się takie przypadki, ale admin weryfikuje wszystko i jeśli owa próba samobójcza była - wszystko jest w porządku, a konto zostaje przywrócone.
Sehun_ah: To jest chore
Sehun_ah: Więc jeśli będę chciał usunąć konto będę musiał się po prostu zabić?
Vivi_09: Oj kochanie, każdy z nas kiedyś zawiśnie na linie
Sehun_ah: Nie zamierzam...
Sehun_ah: Co jeśli ktoś po prostu przestanie wchodzić na konto?
Vivi_09: My też nie, ale teraz wiesz dlaczego Kai mówił ci, że usunięcie konta nie jest łatwą rzeczą
Vivi_09: Nie da się tak po prostu przestać tutaj wchodzić. Jasne, możesz zrobić sobie przerwę na dzien, dwa, może nawet tydzień, ale w głowie nadal będziesz miał to miejsce. Myślami będziesz wracać do tych rozmów, a strona przywoła cię niczym jakaś zła moc. Stąd nie da się uciec i prędzej czy później wrócisz ze świata, w którym czujesz się źle do świata w  którym wszyscy cię akcpetują
Sehun_ah: Coś mi nie gra. Jeśli to wszystko jest takie trudne, dlaczego ktoś może tak po prostu założyć konto? Nie ma żadnego ostrzeżenia ani nic...
Vivi_09: Stronę tę możesz znaleźć tylko przez wystukanie odpowiedniego adresu, a owy adres musisz zdobyć. Jeśli jest ktoś kto ma ci go podać również powie ci co i jak. Robisz wszystko na własną odpowiedzialność w pełni świadomie.
Sehun dokonał szubkiej analizy w głowie, skutecznie odtrącając strach, czający się w odmętach umysłu gdzieś na bok. Przed jego oczami pojawiła mu się twarz Kaia - twarz, którą sobie wyobraził - i dziwne uczucie bezradności. Potem zobaczył Vivi, ciemnooką, niziutką, czarnowłosą, niespecjalnie piękną dziewczynę z okularami na nosie. Przede wszystkim pomyślał o nich, zanim dotarło do niego, że teraz jest jednym z nich i słowa dziewczyny dotyczą go w takim samym stopniu jak ją czy Kaia.
Zaczął zastanawiać się co tak naprawdę skłoniło ich do założenia konta w tej pułapce, co skłoniło ich do tak drastycznego kroku niczym świadome zarażenie się śmiertelną chorobą i powolne czekanie na nagłą śmierć. Nie śmiał zapytać. Coś w jego głowie  mówiło mu, że to jeszcze nie ten etap zaufania, by mówić o swoich problemach - on sam nie potrafiłby powiedzieć nawet Kaiowi o ostatnich wydarzeniach, które tak na niego wpłynęły i miał wrażenie, że oni względem siebie myślą podobnie. Dlatego wystukał krótką odpowiedź i odłożył komórkę na poduszkę.
<<>>
Pół godziny przed pierwszą wiadomością Vivi do Sehuna, Kim Jongdae stał na skrzyżowaniu mieszczącym się na ukos do wejścia parku i pocierał dłonie o siebie, rozglądając się nerwowo. Noc zapowiadała chłone powietrze i zimne powiewy wiatru, zwastujące nadciągającą jesień. Jego mała postać gineła pod materiałem szerokiej bluzy, w którą, gdyby tylko chciał mógłby zmieścić się wraz z Sehunem.
Nie lubił takich nocy - nie lubił zimna, ale zaś lubił Junmyeona i lubił spotkania z nim, więc perspektywa spędzenia z nim czasu wypierała świadomość wszechobecnego chłodu. Jednakże ostatnimi czasy nie lubił nocy z jeszcze jednego powodu.
Wraz z zapaleniem się ulicznych lamp, w każdym cieniu widział potencjalnego mordercę lub potencjalnego pomocnika mordercy, który zakopał ciało dziewczyny tuż przy jeziorze. Tafla wody miała finalnie zmyć piach przykrywający dłoń, a oficerowie z całego Seulu mieli wszcząć poszukiwanie winnego tego czynu, ale teraz, niecały tydzień wcześniej, kiedy Jongdae czekał na Junmyeona w umówionym miejscu, martwe ciało pozostawało niezauważone, a jedyne oosby, które o nim wiedziały bały się poruszać ten temat.
W końcu go ujrzał. Szedł nonszalanckim krokiem typowym dla nieco bogatszego wybijającego się w dorosłość nastolatka. Na jego ramionach spoczywała ciężka skórzana kurtka, spod spodu światło odbijała biała koszulka i tu właściwie kończył się obraz, który każdy widzi przy pierwszym wrażeniu. Jongdae jednak patrzył dłużej, a im bliżej Junmyeon był tym wyraźniej widział jego zarumienione wiatrem policzki, szeroki uśmiech ukazujący szereg białych zębów i zmierzwione dłonią włosy, fignarnie opadające na czoło.
- Junmyeon - uśmiechnął się, czując z odległości czterech niedużych kroków charakterystyczny zapach jego perfum. Chłopak odpowiedział mu uniesieniem brwi. Jongdae przyłapał się na zbyt szerokim uśmiechu. Zmył go z ust i wsunął dłonie w kieszenie, czując jak ciepło materiału delikatnie ogrzewa jego zmarznięte dłonie.
- Miło cię znów widzieć - odparł tamten, podchodząc bliżej - Przejdziemy się?
Jongdae skinął głową i ruszyli. Szli wzdłuż muru porośniętego bluszczem, zza którego dochodziły śmiechu i nawoływania grupki ludzi, tórzy tak jak oni postanowili się spotkać pod wieczór.
Prawdę mówiąc ulice nie były poste, a lampy nie świeciły całą swoją mocą. Niebo zaś szarzało, pozwalając przebić sie przez swoją szarość kolorom zachodzącego słońca. Szli w milczeniu, stawiając kroki równo i niespiesznie, zupełnie jakby mieli jeszcze wiele czasu przed sobą na rozmowy i pytania o samopoczucie. Skręcili w uliczkę prowadzącą nad jezioro. Była to uliczka wąska, z obu stron otoczona wysokimi budynkami z drewnianymi drzwiami i okiennicami, teraz tylko gdznieniegdznie pootwieranymi. Widzieli zwisające z parapetów kwiaty i pojedyńce, a potem coraz liczniejsze rozbłyski świateł w oknach.
- Idziemy tam - odezwał się Junmyeon, przerywając ciszę swoim obojętnym tonem, w którym kryła się bezradność. Zupełnie jakby świadomy był mocy, jakie nimi kierowały podczas tego wieczoru, jakby wiedział, że nie może przeciwstawić się temu co zaraz miało się wydarzyć, a przecież tak nie było. Mogli zawrócić w każdej chwili i ruszyć przez park lub iść w stronę blokowisk.
- Wiem - mruknął Jongdae w odpowiedzi. Nie wiedział co mógłby jeszcze powiedzieć, słowa jakoś przestały wydwać mu się potrzebne.
- Boisz się?
Jongdae zmarszczył brwi. Czy się bał? Nie miał pojęcia, bał się wielu rzeczy; bał się samotności w ciemności, bał się wielkich tirów, ale, wbrew temu co czuł wcześniej, nie czuł obawy przed pójściem nad jezioro.
Pokręcił głową, a Junmyeon uśmiechnął się kącikiem ust.
- Nie możemy tak tego zostawić - powiedział w końcu i JOngdae się z tym zgadzał. Właśnie dlatego powiedział o wszystkim Sehunowi, któy zwyczajnie mu nie uwierzył, a przynjamniej tak myślał. W głebi miał ndzieję, że Sehun jednak powie ojcu, a on, jako prawowity glina rozniesie wiadomość po całym Seulu.
- Nie spytałeś mnie dlaczego chciałem się z tobą spotkać - zauważył, chcąc sprowadzić rozmowę na inne tory.
- Powinienem o to pytać? Myślałem, że to jasne.
Cokolwiek Junmyeon myślał, mijało się z prawdą.
- Dzisiaj szkołę obiegła plotka o zaginięciu dziewczyny z trzeciej klasy. Półtora tygodnia temu wyszła z domu...
- I nie wróciła? Myślisz, że to ona tam leży? - wskazał palcem a drogę przed nimi. Spomiędzy murów dobiegał ich świat wiatru i szelest liści oraz ciche rechotanie żab. Byli niedaleko. Jongdae poczuł jak włos mu się jeży na karku.
- Nie wróciła. - odparł spokojnie - Czuję się temu winny.
- Nie jesteśmy temu winni. Tak naprawdę jeśli nie wstałbym i nie poszedł w tamto miejsce nadal nikt by o tym nie wiedział
Stanęli przy drewianym płocie, odgradzającym mini plażę od uliczki. Wiatr poruszał liściami drzew i przybrzeżnymi krzewami, a Jongdae miał wrażenie, że słyszy cichy dziewczęcy śmiech unoszący się nad taflą wody.
Wzdrygnął się.
- Zimno ci?
Pokręcił głową. Mimo to poczuł jak nieduża dłoń Jumyeona odnajduje jego ramię i pociera ostrożnie, zdawałoby się - nieśmiało. Uśmiechnął się na ten gest i spojrzał na chłopaka.
- Zanim zadam ci pytanie, które skłoniło mnie do przyjścia tutaj, muszę spytać o coś jeszcze - powiedział, a jego głos odpędził wirujący pośród ciszy zbliżającej się nocy śmiech. Jongdae nie oderwał od neigo uzroku, a jego brwi zamoistnie powędrowały ku górze, powodując uśmiech Junmeoona. Po chwili jednak spoważniał, a na jego ustach nie było śladu po delikatnym uniesieniu kąćików ust - Ostatnio trafiłem na pewną stronę internetową...
- Stronę interentową?
- Deathbook - wyjaśnił szybko, a Jongdae zamarł z dłońmi zaciśniętymi w pięści, schowanymi pod materiałem kieszeni. Odchrząknął i przeniósł wzrok na spokojne jezioro
- Yixing ci powiedział?
Dłoń z jego ramienia zniknęła. Kątem oka ujrzał jak Junmyeon pociera kark w zakłopotanm geście.
- Możliwe - zaczął, ale Jongdae mu przerwał obojętnie, od niechcenia, chowając prawdziwe emocje pod dobrze zagraną rolą
- Nie słuchaj go. Plecie bzdury - wzruszł ramionami dla uwieńczenia swojej wypowiedzi - Możesz mi teraz zadać to pyanie, które męczy cię od otrzymania mojego smsa
- Zdenerwowałem cię?
Spojrzał na niego i ujrzał czyste zakłopotanie. Jego oczy nie błyszczały tak samo jak jeszcze chwilę wcześniej, gdy widzieli się po raz pierwszy od niespełna półtorej tygodnia.
- Śmiało, pytaj - uśmiechnął się do niego i wewnątrz odetchnął z ulgą, widząc jak jego twarz pozbywa się niechcianego uczucia. Chłopak przechylił głowę, a kilka kosmyków jego włosów opadło na jego oczy.
- Informacja o tej dziewczynie nie była jedynym powodem, dla którego chciałeś się ze mną spotkać, to wiem - uniósł kąciki ust - Więc dlaczego tak napawdę chciałeś się ze mną zobaczyć?

<<>>
Wiatr szaprał porywistymi podmuchamio gałęzie drzew i obrywał osłabione liście, sprowadzając ciągnące się zza horyzontu ciężkie deszczowe chmury. W jego zawodzenie wsłuchany był pewien nastolatek, leżący pośród pościeli z zamkniętymi oczami w jednym z bloków niedaleko parku.
Słuchał każdego najmniejszego dźwięku i myślał nad dniem spędzonym w całkowitej samotności, jeśliby nie liczyc niedługiej rozmowy z Vivi i jeszcze krótzej wymiany zdań z Kaiem. Nawet Church zniknął gdzieś w mieszkaniu i nawet porcja ze świeżą karmą nie zdołała go przywołać. Nie martwił się o niego. Church ze swoim lenistwem daleko by nie zaszedł, a jego apetyt powinien zostać niedługo pobudzony na tyle, by zjawił się  w kuchni i domagał dodatkowej dokładki przez głośne i przerażające jeśli rozlegnie się pośród ciszy nocy, miauczenie.
Sehun myślał o Vivi i, jak już niejednokrotnie sam siebie przyłapał, o Kaiu, który z dnia na dzień stawiał się dla niego niczym wymyślony przyjaciel, którego  miał w dzieciństwie. Jednakżeten wymyślony przyjaciel wyposażony był w swój włąsny mózg, swoją własną wolę i historię, której Sehun był coraz bardziej ciekawszy.
I postanowił coś z tą ciekawością zrobić.
Sięgnął po komórkę, w momencie, gdy pierwsze krople deszczu zastkały  o szybę jego okna.
Ku jego zdziwieniu przy ikonce wiadomości widniała piękna okraga liczba jeden (powiadomienia z Hiraeth wyłączył już jakiś czas wcześniej)
KimKai.
KimKai napisał do niego kilka minut po dziewiątej wieczorem, kiedy to Sehun brał prysznic i starał się zmyć z siebie negatywne emocje dotyczące jego, dotyczące ludzi, z  którymi coraz częściej przebywał pod jednym dachem i dotyczących strony-pułapki, w której siedzieli oni wszyscy.
KimKai: Przepraszam za moje wcześniejsze wiadomości. Obudziłem się wcześniej i nie kontaktowałem ze światem
KimKai: A dodatkowo musiałem zająć się pewnymi ważnymi sprawami
Sehun_ah: węszę kłamstwo
Sehun_ah: te arcy ważne sprawy to po prostu odsypianie zarwanej nocki?
KimKai: Możlwe...
KimKai: Skąd wiesz?
Sehun_ah: Vivi mi powiedziała
KimKai: Ta mała, różowa menda...
Na ustah Sehuna pojawił się uśmiech, jednak nie utrzymał się zbyt długo. Podniósł się do siadu i zgarbił nieco, siadając po turecku. Oparł dłonie o kolana i spojrzał w okno. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot.
Sehun_ah: Kai, mogę cię o coś spytać?
KimKai: Jeśli twoje pytanie będzie denerwujące to je po prostu zignoruje
Sehun_ah: Dlaczego tutaj jesteś?
_____________________________________________________
ROZDZIAŁ ÓSMY

- Jongdae - spokojny lecz zdeformowany głos Junmyeona rozległ sie w słuchawce, kiedy elektroniczny zegar stojący na stoliku nocnym wskazywał drugą czterdziści trzy.
- Dlaczego dzwonisz tak późno? - Jongdae posniósł sie do siadu i przetarł zaspane oczy wierzchem dłoni. Sięgnął ku lampce i zapalił swiatło. Nie spał od zaledwie kilku minut zanim telefon wibracjami wszczął wrzawę o nowym połączeniu, zupełnie jakby przez sen przeczuwał co może się za chwilę wydarzyć. Złoty blask zarówki zalał kołdre i fragment drewnianej podłogi, sprawiając, że przedmioty rzuciły ostre, dlugie cienie.
- Przepraszam... - przerwał na krótką chwilę, w której po drugiej stronie zachrzęściło. Wydawałoby się, że Junmyeon znajduje się gdzieś na zewnątrz i właśnie przechadza się żwirowym podjazdem jednego z wielkich posiadłości. Och, jak bardzo Jongdae się mylił - Chciałem przez chwilę z tobą porozmawiać. Myślę, że to nie może czekać do rana.
- O co chodzi? - spytał, zarzucając na ramiona koc. Podszedł do drzwi i bezszelestnie je uchylił. Jego wujostwo nie byłoby zadowolone z jego spacerów po domu w środku nocy i Jongdae doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wychylił głowę zza drzwi, a gdy jego oczom nie ukazał się snop światła wylatujący zza uchylonych drzwi kuchni, zawiadamiający o tym, że głowa rodziny skończyła rozwiązywać krzyżówki przy wieczornej herbacie, wyszedł na korytarz - Chcesz się spotkać?
- N-nie - chłopak odchrząknął. Jongdae zatrzymał się.
- Więc o co chodzi? - spytał szeptem, marszcząc brwi.
- Policja zaczęła węszyć. Zgłoszono zaginięcie dziewczyny z niedalekiego liceum. Zdaje się, że chodziła do twojej szkoły - powiedział te słowa naprawdę szybko. Na tyle szybko, że Jongdae zajęło kilka sekund, by zrozumieć o czym rozmawiają. - Wiem, że już mi to mówiłeś, nie musisz przypominać, ale... Są nowe dowody.
- Jakie dowody?
 Nie zauważył, gdy spowrotem znalazł się w pokoju, siedząc opatulony kocem na swoim łóżku ze stłamszoną kołdrą. Spojrzał w stronę okna i delikatnie poruszającej się zasłony. Chwila zdezorientowania przemieniła oczywisty cień krzesła biurkowego w kształt wysokiej postaci. Zadrżał i potrząsnął głową.
- Ta dziewczyna się odnalazła. Została znaleziona wyziębiona w jakimś domku na drzewie niedaleko jeziora.
Jongdae zamarł, a jego umysł podsunął mu najgorszy z możłiwych obrazów; niską farbowaną blondynkę, skuloną pośród połamanych gałązek i ubrudzonych ziemią liści, wpatrującą się z przerażeniem w porzucone obok jeziora szczątki. Mógł przez pewien czas usłyszeć szczękanie jej zębów i widzieć jej posiniałe usta oraz zbielałe od wysiłku z jakim trzymała na sobie koc, kostki palców. Zacisnał oczy i potrząsnął głową.
- Dlaczego mi o tym mówisz? - spytał czysto tretorycznie, ponieważ doskonale wiedział dlaczego Junmyeon do niego dzwoni. Doskonale wiedział od momentu, w którym usłyszał nowe wiadomości z jego ust.
- Musimy z nią porozmawiać - powiedział, a gdzieś pośród stanowczości jego głosu zaplątało się zdeterminowanie.
- Dobrze. Masz zamiar to zrobić?
Wyobraził sobie uśmeich Junmyeona, jakim mógł go teraz obdarzyć, gdyby rozmawiali w sposób w jaki najbardziej lubiał z nim rozmawiać - twarzą w twarz. Uśmiech igrający w kącikach ust, obejmujący oczy, jednak nie do końca, na tyle, by móc ujrzeć mały, dyskretny błysk przebiegłości.
- Chciałbym, ale nie mogę - westchnął - Nie znam jej, to mogłoby być podejrzane. Została odnaleziona niedaleko miejsca, w którym spaliśmy dwa tygodnie temu nad jeziorem przez jakiegoś bezdomnego, który co jakiś czas nocuje w domku, w którym się chowała. Jeszcze z nikim nie rozmawiała, więc wszystko co powie, jak się zachowa będzie świeże. To ty, nie policjancji musisz być pierwszą osobą, z którą porozmawia o tym wydarzeniu.
- Dlaczego ty nie możesz tego zrobić?
- Bo byłbym obcym facetem, który zadaje niewygodne pytania - powiedział, a Jongdae mógł sobie wyobrazić jak kręci głową z rozbawieniem wymalowanym na twarzy - To byłoby napawdę podejrzane
- Więc ja mam z nią pogadać i zadać tak samo niewygone pytania? - uniósł brwi, zerkając na drzwi, zza których dotarł go dźwięk stawianych kroków. Mimo faktu powszechnie znanego jego domownikom o nocnych spacerach do łazienki jego cioci, przykrył się kołdrą, czując się pod nią o wiele bezpieczniej i ściszył głos do szeptu - Przecież to będzie tak samo... podejrzane
- Skarbie - usłyszał, a jego usta nagle wydały się być pustynią pełną rozgrzanego piasku - Wiem, że jesteś kombinatorem i przeprowadzisz tę rozmowę lepiej ode mnie. Musisz tylko dowiedzieć się czy coś widziała, a jeśli tak... To kogo.
Jongdae pozwolił sobie na chwilę milczenia, podczas której wypowiedziane słowa przez Junmyeona przedostały się przez powtarzany na okrągło miękki ton wypowiadający słowo "skarbie" raz po raz.
W końcu westchnął i skinął głową.
- Jasne - mruknął cicho, z rezygnacją wydawałoby się.
- Dziekuję. Widzimy się jutro?
- Widzimy. Do zobaczenia - uniósł kąciki ust, choć nie było mu do śmiechu i rozłączył się, nie czekając na odpowiedź. Rozłączył się zanim zadał pytanie, które nurtowało go od pierwszej nocnej wymiany zdań.
Skąd Junmyeon wiedział?
>>><<<
Odpowiedź otrzymał późną nocą, po utracie nadziei, ze Kai jeszcze tego dnia się do niego odezwie. Sehun siedział włąśnie na parapecie, głaszcząc liniejącego kota, który usadowił się na jego brzuchu i oglądał nadchodzące deszczowe chmury. Zwieszały się nisko nad seulem i malował świat na szaro-granatowe barwy, idealnie zaznaczajac kontrasty zielenii i betonowej szarości.
KimKai: Dlaczego tu jestem?
KimKai: To naprawdę długa historia, nie jestem pewny czy powinieneś się w to zagłębiać
KimKai: Jestem tutaj z powodu Krisa
Sehun zmarszczył brwi, czytając raz po raz pozostawioną wiadomość. Przesuwał wzrokiem po linijkach tekstu i nie rozumiał.
Sehun_ah: Dlaczego?
KimKai: Jak mówiłem, to naprawdę zawiła historia... Może kiedyś ci ją opowiem, gdy się zobaczymy
KimKai: Znaczy...
Sehun chciał zobaczyć zakłopotanie na jego twarzy. Możliwe, że byłby to jeden z tych widoków, które określa się mianem uroczego. Nie był pewny, jednakże chciał ujrzeć twarz Kaia i to nie był pierwszy raz w ciągu ich niedługiej znajomośći, kiedy chciał go po prostu zobaczyć.
Sehun_ah: Jeśli będziemy rozmawiać przez kamerkę,tak?
KimKai: Tak, właśnie o to mi chodziło
Sehun_ah: Więc, skoro jesteś tutaj z powodu Krisa... jakie są wasze relacje tak naprawdę?
Pytanie wydwało się być proste, jednak odopwiedź na nie zajęła Kaiowi około trzech minut. Sehun w tym czasie zszedł z parpapetu w akompaniamencie niezadowolonego prychnięcia Churcha, któy zdążył pogrążyć się w glebokim śnie. Podszedł dod rzwi i wychylił głowę zza nich, by móc obejrzeć korytarz.
Nie był pewny czy jego ojciec już wrócił, jednakże nie chciał kusić losu i spotkać się z nim oraz nieproszonym gościem, któy, jak Sehun przeczuwał, będzie pojawiać się w progu ich mieszkania zanadto często.
Wysunął się ze swojego pokoju i ruszył do kuchni, a wraz za nim podreptał Church, z pewnością myśląc o kolejnej porcji jedzenia, którą miał zamiar spałaszować, o ile Sehun byłby na tyle dobry i podzielił się z nim kolacją.
- Nic z tego, staruszku, dostaniesz karmę- mruknął, widząc błyszczące oczy kota, utkwione w jego osobie. Jego rudy puchaty ogon poruszał się leniwie to w jedną to w drugą stronę, a uszy stały nasłuchując. Sehun wyjął z szafki karmę i nasypał do miseczki. Spojrzał na leżące na blacie owoce i czując jak przechodzi go dreszcz obrzydzenia, nastawił wodę na herbatę. W momencie, w którym Church przystąpił do pochłaniania swojej kolacji komóka Sehun, ukrywa w dużej kieszeni obrszernej bluzy zawibrowała.
KimKai: Nienawidzimy się.
Uniósł brew.
Sehun_ah: Dlatego tutaj jesteś? Bo się nienawidzicie?
KimKai: Nie. Jestem tutaj, bo coś, co zrobił skłoniło mnie do założenia tutaj konta. Nie chcę o tym rozmawiać, proszę
Sehun nie słuchał. Nagle, z niewiadomego powodu poczuł ukłucie złości, a potem iskrę wściekłości, kiedy wyobraził sobie postać Krisa tak niewinnie mówiącą o zniknięciu Tao.
Sehun_ah: Skrzywdził cię?
Wiadomość wyświetlono. Odpowiedź nadeszła, gdy herbata stała gotowa na stoliku, a Sehun nadal uparcie wpatrywał się w ekran komórki. Church zwinął się w kłębek obok niego i wróćił do przerwanej drzemki.
KimKai: Można tak to nazawać. Ale nie martw się
Zupełnie jakby wyczytał to pomiędzy wierszami wiadomości Sehuna. Owszem, martwił się i sam był tym zaskoczony. Martwił się odkąd poznał sens strony, na którą podstępem został wciagnięty, na któej poznał osoby, z którymi rozmawiało mu się lepiej z niż z kimkolwiek innym i na której poznał Kaia - osobę, którą polubił naprawdę mocno. Wzbudzała w nim pokłady chęci opieki, niczym starszego brata nad młodszym, choć znali sie może ponad miesiąc, może krócej, nie był pewny.
Sehun_ah: Zrobił ci coś?
KimKai: Nie zrobił dosłownie, ale... pewne wydarzenia naprawdę bolą, Sehun. Proszę cię, nie rozmawiajmy o tym
KimKai: Proszę
Zagryzł wargę, kładąc dłonie na ściankach kubka. Przyjemne ciepło poczęło ogrzewać jego skostniałe palce. Ostatnimiczasy naprawdę szybko marznął. Finalnie, po kilku chwilach namysłu i postawienia sobie pytanie czy tak naprawdę chce żeby Kai znów się denerwował po jego wścibskich pytaniech, doszedł do wniosku, że nie, nie chce mu grać na nerwach, zwłaszcza, że chłopak najwidoczniej w jakimś stopniu się przed nim otworzył i Sehun naprawdę to doceniał.
Sehun_ah: W porządku. Nie musimy o tym rozmawiać, ale... nie chciałbym, żebyś przez takie osoby chodził smutny albo... cokolwiek w tym stylu
Jego dłonie nieznacznie zadrżały zanim wcisnął przycisk "wyślij", potem tylko chwycił kubek i wypił kilka wększych łyków gorącej herbaty z przyjemnością akceptując ciepło jakie wprowadziłą do jego organizmu
- Szlag - mruknął pod nosem, skulajac sie wewnątrz bluzy. Naprawdę polubił tego chłopaka.

<<>>
Hiraeth
Dodano użytkownika KimKai
CreepySaladPCY: KAI
CreepySaladPCY: SKARBIE TY MÓJ
KimKai: Uspokój się
KimKai: Powiedziałem spokój
CreepySaladPCY: TĘSKNIŁEM PRZEZ TE DNI
Kris.sirK: Wow, któż to się pojawił~
KimKai: Słyszeliście coś?
Vivi_09: Co?
Vivi_09: ACH, nie, a wy?
Kris.sirK: Nie śmieszne. Jutro będę mógł was opóścić, więc pchła wróciła.
CreepySaladPCY: Jutro?
Kris.sirK: Tak, będziesz tęsknił?
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Nie możemy się doczekać aż w końcu stąd pojdziesz, jeśli mamy być szczerzy.
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Mówię za grupę, tak, ale dobrze wiemy, że każdy z nas tak myśli
Kris.sirK: Ałć, boli.
Kris.sirK: Nie będę tęsknił, choć czasem zaglądnę. Jeśli mam być szczery, a skoro już o szczerości mowa to będę, nasza grupka powoli się rozpada. Taoś zniknął, Akina zniknęła, a Sunny powiedziała, że ma nas dość i poszła gdzieś indziej
Vivi_09:THATS MY GIRL
Vivi_09: Akina zniknęła?
Kris.sirK: Tak... Zniknęła. Poszukajcie jej konta na cmętażysku. Bye~
Kris.sirK opuścił Hiraeth
CreepySaladPCY: Mówił, że pójdzie ddopiero jutro
Vivi_09: Nie udawaj, że ubolewasz
KimKai: Jak chcesz to idź za nim
Vivi_09: Kai, nie bądź niemily
KimKai: Nie jestem niemiły.
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Słonka moje...
lLaMaInMyLiViNgRoOm send wall post a.kin.a: "Pożegnałam się z każdym z was. Nie ukrywam, że boli mnie to, że są to moje ostatnie słowa skierowane w waszą stronę. Jesteście mi bardzo bliscy i wraz z Tao będziemy się wami opiekować, jeśli kiedykolwiek do mnie dołączy. Pamiętajcie o tym, że nie każdy z nas musi tak skończyć. Dla mnie jest za późno. Nienawidzę osób, które z mojego życia zrobiły piekło.
Seulski cmętarzu oraz pokoju spokojnego snu, nadchodzę.
Dziękuję każdej osobie, która przy mnie była.
A.kin.a"
CreepySaladPCY: dlaczego...Seul?
Vivi_09: Prawdopodobnie dlatego, że jest z Seulu.
lLaMaInMyLiViNgRoOm: Spójrzcie na datę. Post wystawiony został prawie trzy tygodnie temu...
Vivi_09: Właśnie sprawdziłam cmętażysko, a jej login nadal nie jest na liście potwierdzonych samobójców
CreepySaladPCY: Myślicie, że jest gdzieś z Tao? Myślicie, że Tao zniknął dlatego, że ona to zrobiła?
Vivi_09: To brzmi tak jakby mieli konkretny plan... Wiecie, najpierw jedna osoba, potem kolejna, dlatego napisała o Tao
KimKai: Kolejna, która zasłużyła. Nawet nie jest mi jej szkoda
Vivi_09: Kai...
Sehun przetarł oczy, zaspany, tłumiąc ziewnięcie. Nie spał tej nocy dobrze, a przed oczami świat mu się rozmywał, dlatego też musiał przeczytać kilka razy kolejne zdania wiadomości, któe wymieniono ze sobą na grupowym czacie. I czytając je rozbudził się szybciej niż gdyby zanurzył się po samą szyję w lodowatej wodzie. Zerwał się do siadu i przeczesał pacalmi farbowane blond włosy, któe były zdecydowanie za długie. Spokojnie odnalazł dymek z loginem Kaia i wystukał krótką wiadomość.
Sehun_ah: Dzień dobry, wyspałeś się?
Następnie spojrzał na zegarek. Dochodziła siódma dwadzieścia, a z kalendarza ściennego szczerzyła do niego kłydata dwudziesty siódmy września. To miał być zwykły dzień, dzień, który miał zacząć kubkiem herbaty w towarzystwie Churcha i marszczem do szkoły. Wszystko to wydawało się być dla niego codzienną normalnością, choć zwykle jego poranki tak nie wyglądaly. Zwykle zrywał sie z łóżka i zaszywał sie na kilkanaście minut w łazience, by ocenić jak marnie tego dnia wygląda. Teraz jednak, czuł się inaczej i miał przeczucia.
Złe przeczucia.

Komentarze